A A A

WYWIAD: Reprezentujemy metal!

Można było wątpić w powrót Decapitated, bo los obszedł się z nimi wyjątkowo brutalnie. Wacław Kiełtyka - znany fanom metalu jako Vogg, gitarzysta i lider popularnych Decapów - postanowił jednak kontynuować dzieło zapoczątkowane ze swoim tragicznie zmarłym bratem. Oto ukazuje się nagrany w zupełnie nowym składzie album "Carnival is Forever" i uwierzcie mi, że polecą głowy…

Nowy album powstał po pięcioletniej przerwie wydawniczej. W 2007 roku twój zespół i ciebie osobiście dotknęła ogromna tragedia. Jak udało ci się z tego wszystkiego otrząsnąć i znaleźć w sobie determinację do rozpoczęcia niemal od początku? Pamiętam z naszych prywatnych rozmów, że rozważałeś nawet zupełne zerwanie z muzyką. 
Faktycznie, przez jakiś czas po wypadku nie mogłem nawet słuchać muzyki, nie mówiąc o graniu. Stwierdziłem, że to już nie ma sensu i wszystko się skończyło. Że trzeba będzie się z tym pogodzić i robić w życiu coś innego. W ogóle to nigdy nie wyobrażałem sobie grania z kimś innym niż Witulik, zwłaszcza jeżeli mówimy o Decapitated. Granie z Witkiem i później z Covanem było dla mnie najlepszą rzeczą, jaka przydarzyła mi się w życiu, a kiedy to się nagle skończyło, stwierdziłem, że dalej już nic nie będzie. Jakiś rok po wypadku przeprowadziłem się znowu do Krakowa i zacząłem pracować w sklepie muzycznym. Ekipa, która tam pracowała to byli świetni ludzie i dzięki nim jakoś powoli zacząłem wychodzić z dołka. Dużo wtedy ćwiczyłem, bo kiedy nie było klientów, to nie było nic innego do roboty jak brać wiosło i grać. Dowiedziałem się też wielu nowych rzeczy o sprzęcie i tak dalej... Po dziesięciu miesiącach spędzonych w sklepie dowiedziałem się, że szeregi Vader opuściło trzy czwarte składu. Niedługo po tym dostałem maila z propozycją grania i z niej skorzystałem. Pomyślałem, że to chyba będzie dla mnie jednak lepsze, niż sprzedawanie kabli i gitar. Spędziłem w Vaderze ponad rok i zagrałem z nimi 150 koncertów. To był dla mnie bardzo dobry czas, bo zacząłem znowu jeździć w trasy i przypominać sobie, jak to było stać na scenie. Poza tym panowała fajna atmosfera i z miesiąca na miesiąc coraz bardziej dojrzewała we mnie myśl o zrobieniu czegoś swojego. W końcu dotarło do mnie, że muszę reaktywować band i że to będzie najlepsza decyzja jaką mogę podjąć. Znalazłem odpowiednich ludzi i od stycznia 2010 zaczęliśmy grać próby. To był początek nowego rozdziału dla Decapitated. W lutym zagraliśmy już pierwszą trasę po Wyspach i dalej już poszło…

WYWIAD: Reprezentujemy metal! - T-Mobile Music
zdjęcia: Łukasz Jaszak

Czyli od początku traktowałeś granie w Vader jako etap przejściowy? Było raczej jasne, że nie wytrzymasz zbyt długo w zespole ściśle podporządkowanym wizji Petera. Po co więc ci to było?
Kiedy doszedłem do Vadera, nie myślałem jeszcze poważnie o reaktywacji Decapów. Tę decyzję podjąłem już podczas tras. Peter doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przyjdzie taki czas, kiedy opuszczę zespół, ale mimo wszystko chciał, żebym z nim grał. Nie sądziliśmy jednak, że wydarzy się to tak szybko. Peter dobrze zrozumiał powody mojego odejścia i nie miał z tym problemu.

Grałeś też przez moment jako sesyjny muzyk w szwedzkim Hypocrisy. Pojawiłeś się poza tym ostatnio na płytach Acidów, NewBreed, gdzieś indziej zagrałeś nawet solo na akordeonie. Nosi cię chłopaku…
No nosi, nosi, taki charakter... Poza tym jak nie masz swojego zespołu i siedzisz na dupie w sklepie, to każda propozycja koncertu czy nagrania gościnnego jest czymś świetnym, w końcu masz coś fajnego do zrobienia, w końcu możesz sobie ponagrywać! Nawet przyznam się, że raz zastąpiłem kumpla na wiejskiej potańcówce w remizie,  grając na basie z playbacku. (śmiech) Miałem wtedy straszną lipę z kasą, więc co było robić? W ogóle cały zespół grał z playbacku - jak by się wiara kapnęła, to pewnie wynieśliby nas stamtąd na siekierach. Ostatnio stwierdziłem, że nie mogę już tak wszystkim naokoło nagrywać solówek, bo jak później będę robił swoją płytę, to zabraknie mi patentów, ale faktycznie, nagrałem już trochę gościnnych featuringów. Był Blindead, Neolith, Acid Drinkers, NewBreed, Death Denied, Day To Come, Crionics, Thy Disease, Virgin Snatch. Aha, nie byłem muzykiem Hypocrisy tylko ich technicznym na dwóch trasach, ale grałem za to z Renatą Przemyk, którą serdecznie w tym miejscu pozdrawiam. (śmiech)

Czy to prawda, że brałeś udział w przesłuchaniach do Morbid Angel, kiedy szukali zastępcy Erika Rutana? Z jakim skutkiem?
Tak, nagrałem kilka utworów i wysłałem do nich mailem. Wiem z pewnych źródeł, że byłem bardzo blisko, ale niestety poszło o pozamuzyczne kwestie. Kiedyś byliśmy na trasie z Nile w Australii i oni wtedy jeździli z akustykiem Morbidów, nazwijmy go panem P. Nie polubił mnie wtedy, ani reszty chłopaków. Zresztą z wzajemnością, bo robił nam pod górkę na tej trasie, ale cóż… Wiocha. No i ponoć pan P. przekonał Davida Vincenta, żeby mnie nie angażował. To wszystko. Nie wiem, ile w tym prawdy, może są też inne powody, ale taką wersję usłyszałem i w sumie mam to w dupie.

Wróćmy więc do twojego zespołu. Według jakich kryteriów szukałeś nowych ludzi do Decapitated 2.0? Dlaczego nie chciałeś pracować z muzykami pierwszego składu: Marcinem i Wojtkiem aka Sauronem aka Świnią? A może to oni nie chcieli?
Z Marcinem nie kumpluję się już od jakiegoś czasu. Wiem, że mieszka z żoną w Kalifornii i wychowuje dziecko.  Nie wiem, co jeszcze robi. A jeśli chodzi o Świnię, to on już dawno podjął decyzję odnośnie jeżdżenia w trasy. Wybrał inne życie, nie podobało mu się wieczne przemieszczanie i życie na walizkach. Woli stałą pracę i już. Pracuje w Krakowie dla Sinfonietta Cracovia. Puszczałem mu ostatnio nową płytę i mu się podobała, chociaż stwierdził, że mało w tym death metalu i ogólnie brakuje blastów. (śmiech)

WYWIAD: Reprezentujemy metal! - T-Mobile Music

Naturalnie najwięcej kontrowersji towarzyszyło pojawieniu się nowego perkusisty. Czy świadomie szukałeś go poza granicami kraju, by ktoś z Polski nie musiał wchodzić w buty Witka i potęgować jeszcze i tak niemałej presji?
Nie, to nie tak. Po prostu nie znalazłem w naszym kraju pałkera, który mógłby zagrać na takim poziomie jak Witek. Sorry chłopaki, ale co ja mam powiedzieć… (śmiech) Kerim [Lechner, nowy perkusista grupy jest Austriakiem - przyp. red.] zniszczył konkurencję i to wszystko w temacie. Zresztą mieszka już w Polsce i prawie codziennie gramy próby. Uwielbia pierogi i żurek. Chodzi z dziewczyną spod Żywca i jest mu tu dobrze. Poza tym jest najbardziej ogarniętym człowiekiem, jakiego znam i zawsze można na niego liczyć. Pełna profeska, zero ściemy i bufonady. Uważam, że dokonałem najlepszego wyboru z możliwych.

"Carnival is Forever" to świadectwo waszego rozwoju, chociaż słychać również kontynuację stylistyki z "Organic Hallucinosis". Materiał ten jednak ma się nijak do np. waszych początków. A jaki jest ten album z twojej perspektywy?
Dla mnie to naturalny rozwój tego zespołu. W końcu odważyłem się nagrać pewne rzeczy dokładnie tak jak chciałem. Nie bałem się, że komuś nie spodobają się czyste gitary, albo dziewięciominutowy utwór. Każdy album Decapitated jest inny, inaczej brzmi i niesie w sobie inną energię. Tym razem zmieniliśmy również studio i realizatorów, co też ma duże znaczenie. Ten album jest dla mnie dodatkowo bardzo ważny, bo zacząłem go robić jeszcze z Witkiem. Przed wypadkiem mieliśmy już sporo materiału i ogrywaliśmy niektóre partie. Niestety, z wiadomych przyczyn nie udało sie tego nagrać… Musisz wiedzieć ,ze prawie każdy numer na "Carnival is Forever" jest zrodzony z riffów, które robiłem z Witkiem i dopiero teraz byłem w stanie to wszystko dokończyć z Kerimem i resztą składu. Tak naprawdę ta płyta powinna się była ukazać w 2008 roku i teraz pewnie mielibyśmy już następną. Ale nie ma co gadać... Nowa płyta jest zakończeniem pewnego rozdziału i jednocześnie początkiem czegoś nowego. Zobaczymy, co będzie dalej.

Nigdy wcześniej nie komponowałeś tak złożonych utworów, jak niemal dziewięciominutowy utwór tytułowy z nowej płyty. Może głupie to pytanie, ale czy dla ciebie to jeszcze jest death metal?
Nie wiem. Death metal jest dość pojemnym gatunkiem. Weź za przykład "Symbolic" Death i "Legion" Deicide - dwa totalnie odmienne światy, a jednak o obu mówi się, że to death metal. Myślę, że Decapitated mieści się jeszcze w tej kategorii. Na pewno słychać, że korzenie tej naszej muzy tkwią mocno w klasycznym death metalu, ale jednocześnie pchamy ten styl do przodu, na tyle na ile to jest możliwe. Pewne rzeczy na "Carnival…" na pewno nie są deathmetalowe, ale wiesz co, chyba już wyrosłem z tego, że muszę być deathmetalowcem za wszelką cenę. Uwielbiam ten styl, metal generalnie i wiem, że mój zespół na pewno go reprezentuje. A czy będzie to death, thrash, core czy cokolwiek innego, to w sumie nie jest dla mnie najważniejsze. Na pewno ta płyta jest w stu procentach metalowa i na tym mi przede wszystkim zależało.

Przed wami niezwykle pracowity i miejmy nadzieję owocny czas. Ograłeś się już z nowym składem na koncertach w zeszłym roku, ale czy jesteś gotowy mentalnie, by znowu wejść do tej samej rzeki?
Właśnie zaczynamy grać intensywne próby, na których robimy nowy materiał. W końcu mamy nowe numery i możemy zrobić świeży set. Stare rzeczy ograliśmy już do porzygu, więc teraz powinno być git, zwłaszcza, że nowe kawałki brzmią genialnie na żywca. A czy jestem gotowy mentalnie? Chyba tak. Ciekaw jestem reakcji ludzi na nową płytę, przed nami dużo koncertów - to daje mi energię i motywuje do życia. Czuję się znowu pewnie, mam świetny skład, doskonałą ekipę techniczną i najlepszą kobietę na świecie u boku. Damy radę!

WYWIAD: Reprezentujemy metal! - T-Mobile Music

Ale będziecie musieli dawać radę – to wiadomość sprzed dosłownie paru dni – bez basisty Filipa "Heinricha" Hałuchy, który opuścił zespół.
Niestety tak. To była nasza wspólna decyzja, tak będzie dla zespołu lepiej. Nie było między nami żadnych nieporozumień. Po prostu Heinrich widząc jaka jest skala naszych najbliższych planów, stwierdził, że może czasowo nie podołać wyzwaniu. On pracuje na stałe w jednym z warszawskich studiów nagraniowych, Vesania również będzie aktywnie działać w tym roku i pogodzenie tego wszystkiego było dla niego niemożliwe. Zrozumieliśmy to i rozstaliśmy się jak cywilizowani ludzie, bez niepotrzebnych napięć. Mamy już zresztą zastępcę. Przynajmniej na okres próbny nowym basistą Decapitated jest Konrad Rossa, który wcześniej grał z Traumą jako, dla odmiany, gitarzysta sesyjny. Konrad na pewno zagra z nami na letnich festiwalach i na wrześniowej trasie.

Muszę zapytać o stan zdrowia Adriana "Covana" Kowanka, który do dzisiaj przechodzi ciężką rehabilitację… Co z nim się obecnie dzieje?
Po wypadku było z nim w miarę OK. Przeszedł pomyślnie operację w Krakowie i czekał sobie spokojnie na dzień, kiedy do nas wróci. Niestety, w szpitalu ktoś z personelu medycznego nie zauważył, że Adrianowi nie działa jakiś respirator czy coś w tym stylu. Pozostał na bezdechu kilka minut i doszło do niedotlenienia mózgu. W rezultacie Adrian utracił zdolność mowy, ruchu i stał się więźniem swojego ciała. Jest zdany na swoich rodziców, siostrę, przyjaciół i rehabilitantów. Nie wiadomo, ile jeszcze lat będzie potrzebował, żeby z tego wyjść i wrócić do normalnego życia. W tym momencie jest mowa o operacji przeszczepu komórek macierzystych, który to zabieg jest jeszcze w fazie eksperymentów. Poza tym kosztuje masę pieniędzy. Covan potrzebuje czasu i pieniędzy. Jeżeli ktoś chciałby go wspomóc, to niech zajrzy proszę na strony www.adrian.org.pl lub www.wakeupcovan.com - z góry dziękujemy.

Nowa płyta kończy się akustycznie, co może być absolutnym szokiem dla deathmetalowych maniaków. Wydaje się jednak, że nie mogłeś pożegnać brata inaczej, niż uczyniłeś to w "Silence"…
Ten numer skomponowałem niedługo po wypadku i dlatego ma w sobie bardzo dużo nostalgii. Umieszczając go na płycie nie miałem na myśli pożegnania z bratem, ale faktycznie można odnieść takie wrażenie. Powiedziałbym jednak, że dla mnie cała płyta jest pożegnaniem z Witkiem, bo słuchając jej mam go ciągle przed oczami.

Żeby nie zrobiło się smutno, na koniec powiedz, czy browar Guinness płaci ci za reklamę?
Nie, a mogliby coś dorzucić w sumie… (śmiech)

Oceń: 32 0
Podziel się:
Bądź na bieżąco
z muzycznymi newsami!
Zapisz się na powiadomienia
i czytaj to, co lubisz!
Dodaj komentarz Przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.
Lista wszystkich komentarzy
  • 23.12.2012
    dodany przez: 56u6
    Gość
    moim zdaniem to najlepszy obecnie zespol death metalowy w polsce na pewno a w swiecie w pierwszej 10 to na bide tez.!!!
  • 15.07.2011
    dodany przez: vov2
    Gość
    Zacny materiał, naprawdę zacny.
  • 14.07.2011
    dodany przez: mckwadrat
    Gość
    Ciekawy wywiad a nowy album zrywa z pleców pelerynę i podpala beretkę. Szakacunek.