T-MOBILE MUSIC
TEN TYP MES: Szybki Lopez z J.Lo
Dzisiaj pióro będzie lżejsze, bo i temat dość trywialny. Przeorzemy dwie największe moje namiętności, to jest muzykę i kobiece wdzięki.
Doprawimy szczyptą "osobowości artystycznej" lub tego, co usiłuje się nam wkręcić pod tą nazwą. Każda z pań, którymi zajmę się poniżej, była swego czasu potęgą w swoim gatunku lub jest nią do dziś. Ich nazwiska to pierwsze skojarzenia z daną szufladką. Gapię się w sufit, rzucam hasło - np. r'n'b - i zastanawiam się, jaka w tej szufladce mieści się kokietka i co też kryje się za jej majtkami / płytami / spojrzeniem.

1. SOUL / R'N'B. Pierwszą kulkę nabitą prochem wyobraźni wystrzelę w Beyonce.
Od lat obserwuję tę panią z wypiekami na twarzy i pulsacją w kroczu. Od obwarkoczykowanej dzierlatki z Destiny’s Child do Sashy Fierce przeszła długą drogę. Słynne wyjście na czworakach z oceanu (w "Survivor") rozpaliło miliony, a potem było tylko lepiej. To, co sprawna ekipa stylistów zrobiła z B. na planie klipu "Crazy in Love" zasługuje na owacje. Prostymi środkami (szorty, biała koszulka, nienachalny makijaż) osiągnięto niemal ideał kobiecego piękna, wyżyny seksapilu. Wykładam lachę na układy taneczne, to nie moja bajka, ale przyznam, że dziewczę wierci się niezwykle dwuznacznie, potwierdzając po raz kolejny szemrane związki seksu i tańca. Nie uniknięto niestety mojego turn offu #1, mianowicie praktyki wbijania mulatek w body, ale pal licho... Proporcje ud, łydek i kostek w przypadku czarnych sióstr czasami odbiegają od klasycznej definicji zgrabnej nogi... ale: a) zaakceptujmy to, bo czemu zawsze ma być klasycznie? b) nie przedłużajmy sztucznie z uporem maniaka ich kulasów poprzez BODY. BODY jest złe. Sukienka, miniówa, wspomniane szorty - oto wyjście! Kobieta w body to może być dobra wizytówka siłowni, ale nie teledysku czy albumu.
Beyonce i jej doskonale proporcjonalnie rozmieszczone (osadzone?) oczy... Oczy z dziewczęcym zadziorem i "independent woman" ostrzeżeniem dla lamusów w jednym. W jej przypadku to jednak żadne zwierciadło duszy. Podobnie jak jej albumom, spojrzeniu diwy brakuje prawdziwych łez, przekrwienia, uczucia. Pani Knowles (Carter?) jest produktem. Wraz z Jayem tworzą tajemniczy duet pozdrawiający nas zza hermetycznej szyby. Gdy - podobna pod wieloma względami para - Nas i Kelis nagrywali wspólne utwory o pieprzeniu się w miejscach publicznych (byli już małżeństwem!) Jigga i B. ledwie trzymali się za rączki. Gdyby moja oficjalna żona nagrała hymn z motywem przewodnim zawartym w słowach "Wszystkie singielki ręka w górę" ostro bym się wpienił. Kłótnia z Beyonce? Jak to w ogóle miałoby wyglądać? Już to widzę:
[Jay krzyczy z kuchni] - Chodź na chwilę, sprawę mam! Maniurko, prośba jest o rozkminkę tej opcji: co to za refren "All the single ladies put your hands up" i czemu podnosisz ręce wtedy?
[Beyonce w living roomie wstaje z maty i dalej wykonując ćwiczenia rozciągające, zwraca się do męża] - O-ou, O-ou, O-ou oh no no!
[Jay] - B., przerwij na chwilę próbę, pytam o coś! Zresztą przypuszczam, że nie zapomnisz na scenie tego arcytrudnego tekstu...
[Beyonce bierze dezodorant i śpiewa do lustra] - Who run this mother...??
[Jay] - Co mówisz o mojej matce!? Dobra, nieważne, chodzi o to, że jak jesteśmy piąty czy tam ósmy rok małżeństwem, to nie siekaj takich kawalin o "single ladies". Ja się od trzech płyt tłumaczę z przeklinania w młodości, więc proszę cię, okaż wdzięczność, git?
[Beyonce] - To the left, to the left!
[Jay-Z, pod nosem, chowając mleko do dwuipółmetrowej lodówki] - Bitch...

Po kłótni zwykle przychodzą ciche dni... fot. Medium
Ale Beyonce jest tak oderwana od swoich tekstów, jak życie George'a Micheala od emploi hetero-pimpa na początku lat 90. To J-Hova przecież zarapował o poronieniu, które zakończyło pierwszą ciążę B. Ona w tamtym czasie wypuszczała teledyski o imprezach, śpiewała o telefonach z Lady Gagą i uśmiechała się, uśmiechała, uśmiechała... Rozumiem kreowanie postaci, ale stadiony dziewczynek na całym świecie ślepo wierzą Beyonce, kojarzą ją z tekstami i kupują jako całość. A ja z tym rozdwojeniem jaźni, nawet jako średnio zaangażowany słuchacz, mam problem. Ella Fitzgerald, Betty Davis, Amy Winehouse - można? Można.
2. RAP. Lil’ Kim.
Ze wszystkich kobiet w zestawieniu na pewno największa artystka. Własny ból, radość, dzieciństwo, seks, przyjaźń i nienawiść zawsze przenosiła wprost do świetnych tekstów, a to właśnie odróżnia artystkę od sprawnej rzemieślniczki. Rzućcie tylko okiem na zdjęcie Kim z aresztu, z połowy lat 90.
Dziękuję. Spójrzcie, jak piękna, gorąca i autentycznie wku*wiona dziewczyna spogląda z tej fotografii. Policyjnej, nieobrobionej. Panna z New Jersey, którą możesz wziąć na melanż i z pewnością nudy nie będzie. Dziś jest - żeby przytoczyć najlepszy komentarz, jaki czytałem o sobie - spuchnięta, jak Mes w klipie "25", bo "chyba pogryzły go pszczoły". Ja wtedy wstrzyknąłem sobie wagon kebabów w japę, Kimmie wybrała wariant droższy - botoksy i inne chemiczne szczochy. To jeden z najbardziej kuriozalnych przypadków, kiedy kobieta piękna zaczyna z niezrozumiałych względów wkręcać się w operacje plastyczne. A wraz z cięciami skalpela cięła również swoją karierę na coraz drobniejsze puzzle. Które nieprędko zdoła poskładać. 1luv Kim, keep ya head up!

fot. Medium
3. POP. Jennifer Lopez.
Ta pani pokazała sutki w pewnym filmie z Seanem Pennem paręnaście lat temu. I to na razie największy jej wkład w popkulturę. Te kilka sekund. Obwołanie jej diwą to największe nieporozumienie. Rozumiem, że Lopezówa dźwiga na utrudzonych barkach diamenty i futra. Zdaję sobie też sprawę z dewaluacji słowa "diwa". Ale na samym początku to określenie miało dużo wspólnego z jakością śpiewu. Czy wiecie jak nagrywa się takie "hity", jakie od lat sieka J.Lo?
Jakiś obrotny, utalentowany producent (np. Łukasz Gottwald, współautor sukcesu Katy Perry, Polak z pochodzenia) dostarcza bit. Na tym bicie śpiewa już wokalistka. Jej imię i nazwisko nie mają znaczenia, bo zapłacono jej zarówno za odśpiewanie (przygotowanej linii melodycznej, a nierzadko i tekstu), jak i za milczenie - ma nagrać wokal, iść do domu i więcej nie wspominać o udziale w utworze. J.Lo tylko wbiega do studia pomiędzy promocją wybitnego filmu, a złożeniem podpisu pod projektami perfum i ubrań, które nie są jej autorstwa. Wyje razem z wcześniej wspomnianą, sesyjną wokalistką, a sztab speców od dźwięku szlifuje potem kawałek długie godziny. Fałsze Jenny from the block muszą inwazyjnie podciągnąć, zatuszować, przybliżyć do oryginału no-name-śpiewaczki. Następnie usuwają wokalne podwozie, zostawiają głos samej "diwy" i modlą się, by ludzie nie zaczęli wkładać tamponów do uszu.
Inna sprawa - J.Lo wciąż wspomina, jaka to dalej jest portorykańska, latino i w ogóle. Przebiła się, ale nie zapomniała o wartościach kultury hiszpańskiej. Whaat!? Czy ma na myśli słabość do wielkich, złotych kółek w uszach? Jak dla mnie jest na wskroś amerykańska: gra w złych, głupich filmach, robi złą muzykę, mnoży hajs, który tępaki płacą za te drugoligowe dzieła i wypowiada się albo durnowato albo tylko poprawnie. A co z urodą? Cóż, doceniam pełne, zmysłowe usta, w jej latynoskich węgielkach pod powiekami też tli się życie. Pewnie dlatego czasem wciskam na pilocie "mute" i tępo zawieszam się na jej tańcach. W tym podobno jest naprawdę dobra.
Swoją drogą, czy Jennifer Lopez umie walnąć lopeza? Tak swego czasu zwano w Warszawie metodę picia browarów polegającą na przedziurawieniu puszki i szybkiej konsumpcji, duszkiem, tryskającego piwa. Jenny, zdejmij futro, wpadaj na Mokotów - jeden Szybki Lopez i może coś nagramy? Coś słuchalnego dla odmiany.

Nie tak łatwo utrzymać się na szczycie fot. Medium
Chciałem na koniec dodać, że formuła jaką przyjąłem w tym odcinku to swoisty hołd. Hołd dla dwutygodnika "Popcorn", który niedawno zniknął z rynku. Wraz z ekipą koncertową Alkopoligamia.com byłem wiernym czytelnikiem "Cockpornu" - na każdym wyjeździe wylosowana ofiara wspierała imperium diabła (czyt. wydawcę periodyku) paroma złotymi i wszyscy mieli ubaw z lektury trwającej kwadrans. Odkąd pamiętam "Popcorn" i "Bravo" podpowiadały, kto jest zły, kto mierny, a kto zbłądził tylko na chwilę. Dziś ja wziąłem na siebie tę "odpowiedzialność".
Za dużo drętwych smętów?
Oto dwa różne numery na odmułę:
Beyonce - Me, Myself And I (soczysty, klasyczny bit + Beyonce we "fryzurze nowej", jak rapował Vienio)
Lil’ Kim - How Many Licks? (odważny tekst + wygląd z połowy drogi do zatracenia w botoksie)
-
9.03.2012dodany przez: edds
felieton polega na tym ze autor przedstawia swoją opinię na dany temat a to ze my macie odmienne zdanie to juz wasz interes. autor nie zawsze ma całkowite informacje na temat który pisze tylko to co sam wie , nie wszystkie felietony Piotra mnie zachwycają ale jest kilka perełek , dobry styl -
28.02.2012dodany przez: m9
cdn? -
24.02.2012dodany przez: paulina
dla mnie beyonce jest piękna. im bardziej 'ozłocona', tym gorzej się prezentuje, ale w wydaniu koszulkowo-szortowym - dałabym wiele, żeby choć zbliżyć się do niej pod względem seksapilu -
23.02.2012dodany przez: popopo
Czytając te felietony szukam tylko ciekawych historyjek z życia ulubionego rapera.
Obawiam się, że osoby chwalące te felietony tak naprawde chyba nigdy nie przeczytały dobrego arytkułu. -
23.02.2012dodany przez: Beta
skoro mowa o ostrym słowie Lil Kim ... sprawdź http://www.youtube.com/watch?v=bMuHtUDId0Y :P -
22.02.2012dodany przez: Żaklin!
Czy na alkopoligamia.com Mes nadal pisze felietony czy przerzucił się na pisanie tutaj? -
22.02.2012dodany przez: GreatWizardAlsonio
wyszło chłopakowi nieźle,pióro ostre ma jak skalpel jak to jego flexxipowy comrade kiedyś nawinął. Mogłby troche oszczedniej pisac, zredukowac ozdobniki i zawijasy, ale ewiedentnie odnajduje sie w formule felietonu. -
22.02.2012dodany przez: A.
Co do Beyonce, polecam Ci Mes wybrac sie do empiku i zakupic sobie "I AM...YOURS. An Intimate Performance at Wynn Las Vegas" lub poprostu wklepać to w youtube, może wtedy zrozumiesz i przestaniesz nazywac 'produktem', artystkę która cholernie cięzko pracuje by dać ludziom naprawdę dobre show, i to nie jest tak że ona tam tylko tanczy i spiewa, a cały sztab ludzi odwala za nia robote, ale wkłada w to co robi całe serce, realizuje WLASNE pomysly i to ona własciwie decyduje o wiekszosci nie tylko w sferze muzycznej. moze wystarczyłoby poswiecic jej troche wiecej czasu, zobaczyc ze na to kim teraz jest i co ma pracowała cholernie ciężko od małego brzdąca, i moze zrozumiałbys ze jej teksty to nie jest jak twoim przypadku autobiografia i maja zupełne inne zadanie, ale cóż skierowane są głównie do kobiet i to im sa dedykowane na zupelnie innym poziomie wrażliwości. Beyonce to jedna z tych wokalistek muzyki popularnej która jest wzorem wspolczesnych kobiet i w pełni sobie na to zasłużyła WŁASNĄ pracą, a nie sztabem specjalistów od image'u emisji głosu i choreografów. PEACE MESS! -
22.02.2012dodany przez: Majk
Felieton Mesa.... po to wchodzę na facebooka, żeby zobaczyć, że powstał nowy tekst. Prywatne zdanie rzeczą bezcenną a o gustach się nie dyskutuje. Najgorsze jest to, że moje artykuły zaczynają prześmiewać w podobny sposób otaczającą rzeczywistość, podczas gdy piszę je w formie porad eksperckich, nie komedii :) -
22.02.2012dodany przez: zz
Oczy bolą jak się to czyta :) -
22.02.2012dodany przez: Asha
Nie, nie byli małżeństwem, radzę zmęczyć oczy i poczytać, płyta Tasty ukazała się w 2003 roku a oni pobrali się w styczniu 2005,
proponuję nie chrzanić bzdur. -
22.02.2012dodany przez: dns down
"fryzurze nowej" jak rapowal vienio? -
22.02.2012dodany przez: kaaban to pizda, a vinsanity to syn ubeka
Mes mordo, dobrą miałeś morde w 25, dobrze, prawilnie spasiona -
22.02.2012dodany przez: pku
czytając myślałem jak to jest możliwe, że człowiek nagrywający dobry rap pisze tak chujowe felietony -
22.02.2012dodany przez: lina
Ssak,ssanie..ble,ble,ble..y..jasne,spoko.. lubie subiektywizm w czasach w ktorych go co raz to mniej więc i felietony opierające się na nim dobrze wchodzą. &'Me myself and I 'spoko numer -
22.02.2012dodany przez: Fantomas
swietnie piszesz;) -
22.02.2012dodany przez: ssaak
Wchodzę, widzę nowy felieton Mesa i już wiem,że będzie zajebisty! Ta pewność... Zaczynam i wiem,że mnie nie zawiedziesz. :) -
komentarz
