Opinie
A A A
21.02.2012

RECENZJA: Twierdza Breslau znów zdobyta

Że wydawanie remiksów to ostrzenie zębów na własny ogon? Banał, nuda, powtarzalność? Chyba nie słyszeliście "Last Party In Breslau", krążka świeższego i bardziej spójnego od większości autorskich wydawnictw na naszym rynku.

Dwa lata temu Igor Boxx pokazał wszystkim, że można zrobić znakomity concept album, oparty na wydarzeniach historycznych. Wystarczyło ruszyć głową i wstać z kolan. Jeżeli słuchacz miał niezbędne minimum wrażliwości, odnajdywał się w "Breslau" niezależnie od języka jakim włada, stopnia osłuchania i świadomości geopolitycznej. Nic tu nie wymagało remontu i rewitalizacji. Tym bardziej obawiałam się "Last Party In Breslau" - a konkretnie tego, że zrobią nam z twierdzy lofty.

RECENZJA: Twierdza Breslau znów zdobyta - T-Mobile Music

Ale Igor Boxx, wspierany przez wrocławskich kolegów po fachu, nie poniósł klęski. Stworzył album nie gorszy i nie lepszy od pierwowzoru. Cały zabieg przypomina bardziej adaptację prozy na potrzeby teatralne. Znamy bohaterów i wiemy jak toczy się fabuła, tylko przy odkrywaniu jej na nowo, towarzyszą nam inne bodźce. Bo choć zaproszeni artyści doskonale wiedzą, za co się biorą, to czują muzykę inaczej, nie zamierzając tego wcale ukrywać. Przaśnik odciska na tytułowym utworze swoje funkująco-jazzowe piętno. Evorevo,  debiutancka odsłona wspólnego projektu Magiery i Boxxa, przydaje "Evorevo Party" electropopowego fasonu. "1945" w interpretacji L.A. to hojnie podlany dobrym groove, instrumentalny hip-hop. "Borscht", podkręcony przez samego Igora, promieniuje mroczno-taneczną energią.

Właściwie żadna z 13 kompozycji nie nadaje się do jednoznacznego gatunkowego określenia i to jest chyba najpiękniejsze. Całe "Last Party In Breslau" to policzek wymierzony obsesyjnym katalogofilom i szufladkownikom. Krążek mieni się wieloma muzycznymi barwami. Jest postpunkowy nerw, transowa medytacja w estetyce klasycznego techno, ale i wiele innych akcentów sprzyjających temu, by po prostu się bawić. Tak po dekadencku, ostatecznie, bez żadnych zahamowani. Tak, jakby jutro miało nie nastąpić.

O dziwo płyta jest też spójna. I to różni ją od większości albumów z remiksami - mimo wielu gości i odmiennych stylistyk, otrzymujemy pewną całość. Zgrabnie rozpoczętą od grającego na skalpelowych sentymentach (Igor i Marcin Cichy razem),  świetnego "Echo of the Red Planet". Mocno, po berlińsku ("Breslau to Breslau") zakończoną przez Agima. W jednym momencie bliską klimatu oryginału ("Alarm" w ujęciu Magiery), w innym bardzo odległą. Zawsze jednak frapującą.

Igor Boxx "Last Party In Breslau", Barcode Records

OCEŃ: 3 0
8

Ocena autora:

Autor: Dominika Węcławek
Do góry
Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.