Opinie
A A A
18.02.2012

O SOBIE SAMYM: Dreadsquad

Z miasta Tuwima na wyspę Marleya - przegląd utworów Dreadsquadu.

O SOBIE SAMYM: Dreadsquad - T-Mobile Music
fot. materiały promocyjne zespołu

Marek "Selecta MMF" Bogdański to jedna z najbardziej aktywnych postaci wywodzących się z polskiego reggae. Działając jako producent, wydawca i didżej, przez 10 lat zdołał uczynić Dreadsquad światową marką. W tym roku również nie próżnuje - międzynarodowo obsadzony "MT-41 Riddim" jest jeszcze ciepły, a już w marcu ukaże się płyta "The Riddim Machine". Z tej okazji przedzieramy się przez dyskografię pełną reggae, dancehallu, ska, soci, a nawet funku i hip-hopu, wybierając przy tym co ważniejsze i smaczniejsze kąski.

Dreadsquad i Pablopavo - Mistrzowie mikrofonu (2003)
Pierwotna wersja tego utworu to jeden z pierwszych numerów jakie Pablopavo nagrał w życiu, w pewien sposób jest naszym muzycznym fundamentem. Nie tylko on wtedy zaczynał. To były również moje początki. Pierwsza sesja nagraniowa w jakiejś dziwnej fabryce Stomilu na Teofilowie okazała się niezapomnianą sprawą, a jej efekty po raz pierwszy usłyszeć można było na mixtapie "Na dobry początek". Kolegujemy się do teraz. Dzisiaj mieliśmy na przykład okazję mailować, bo Pablo będzie wydawać pierwszą oficjalną płytę Zjednoczenia. W ten sposób historia zatacza krąg – przed dekadą razem zaczynaliśmy i nadal zgłasza się do mnie po riddimy.

Dreadsquad i OSTR - Ostry na prezydenta (2003)
To było jeszcze w czasach, gdy Ostry nie był tak popularny jak jest teraz, co znacznie ułatwiło nawiązanie współpracy. Adam był niemalże rodziną z Funksionem (czyli drugą połową Dreadsquadu) i fakt ten również wpłynął na to, że kawałek został nagrany. OSTR cieszył się już
wtedy sporym szacunkiem, więc nagranie z nim numeru było również dla nas sporym prestiżem. I udało się, osoby związane ze sceną hiphopową mogły zapoznać się z tym, co robimy. Po latach nie powala mnie ten numer jak wtedy, kiedy powstał, ale darzę go sporym sentymentem.

Dreadsquad vs Real 2 Real, Sean Paul, Danny English, Egg Nogg & Mr Vegas - I Like to Move It (2004)
To był czas kiedy byłem bardzo zainteresowany blendami, zwanymi też mashupami, łączyłem różne wokale z różnymi instrumentalami jak szalony, będąc przekonany, że im więcej tego w jednym utworze, tym lepiej. Wydałem dwa takie bootlegi na winylu "Play That Blend", choć wybrany kawałek trafił też na mixtape "Wysoca temperatura". Teraz uważam, że rynek mashupowy niszczy prawdziwy rynek muzyczny. Twórcy kradną utwory, robią z nich kolejne hity i trudno przez to przebić się z własnymi dokonaniami. Ludzie kupujący imprezową amunicję wolą wydać pieniądze na znane im przeboje w innej wersji, tysięcznym remiksie. Nuda. Większą frajdą jest zrobić coś swojego.

Dreadsquad i Tede - Mówi Mówi  (2005)
Na początku puściłem Tedemu płytę z wersjami instrumentalnymi utworów. Jak usłyszał ten riddim aż podskoczył, klasnął w ręce i powiedział: "ja chcę, ja chcę, ja chcę!". Sam wpadł na aluzję do Reel 2 Real, a praca nad utworem trwała może z 30 minut. Wszedł, nawinął raz, potem drugi dla pewności i, jako że ma dryg do zabawnych numerów, to nic nie trzeba było poprawiać. Kawałek znalazł się na wydanym w Wielkim Joł krążku "Dread za dreadem". Nigdy potem nie byłem już tak blisko hip-hopu. Statystyki mówią wyraźnie, że to szczyt zainteresowania marką Dreadsquad, co mnie nieco martwi, bo wydaje mi się, że teraz robię ciekawsze rzeczy. Nic to, wykresy mówią swoje, ja robię swoje.

Dreadsquad i Sidney Polak – Gaz (2005)
Po przesłuchaniu pierwszej płyty Sidneya - która rozbawiła mnie do łez i zapisała się w mojej pamięci jako bardzo dobry album - stwierdziłem, że chcę go mieć na "Dread za dreadem". I nie zawiodłem się. Dobrze wpasował się w riddim. Wyszedł szczery numer, opowiadający prawdziwą historię, a nie koncentrujący się na motywie kręcenia dupą. Takich trzeba było wtedy ze świecą szukać.

The Specials - Message to you Rudy (Dreadsquad Rmx) (2007)
Cóż, kiedyś byłem wielkim ska-maniakiem. Słuchałem tej muzyki więcej niż reggae. Wciąż zresztą często sięgam do klasycznego brzmienia i skankujących elementów.  Dla mnie zrobienie remiksu czy też edita tego utworu, było po prostu musem. To jeden z moich najulubieńszych kawałków i na każdej imprezie świetnie działał, miał tylko ten jeden problem - nagrano go kilkadziesiąt lat temu, co wiąże się z mało klubowym brzmieniem. Trzeba było je podrasować, dodać basu i perkusji, co by miało potencjał. To właśnie zrobiłem, po czym wrzuciłem numer na mixtape "Is Back In Town". Teraz nie gram zbyt wiele ska, bo dźwiękowe mankamenty kawałków z pierwszego jamajskiego nurtu średnio wypadają na klubowym nagłośnieniu, podobnie jak soulowe archiwalia z Motown. Ale bywa, że mnie najdzie i prezentuję krótką selekcję gatunku. Potrafi się bardzo dobrze przyjąć.

Marika - Masz to (prod. Dreadsquad) (2008)
Wzorcem brzmienia, tudzież groove’u tego utworu były rzeczy pokroju Chic. Boogie przełomu lat 70. i 80., zawieszone między disco a funkiem. Numer powstał w takim momencie mojego życia, w którym byłem nieco obrażony na reggae, bo czułem, że je robię i robię, a niewiele z tego wynika. Skoro ludzie nie doceniali mnie w mojej macierzystej stylistyce, chciałem spróbować innej. Porobiłem kilka latynoskich rzeczy, coś funkującego i parę dziwadeł. "Masz to" bardzo spodobało się Marice. Zrobiła z tego kawałka singel promujący jej pierwszą płytę.

Dreadsquad & Kacezet - Gadżet i Kicz (2009)
Riddim powstał bardzo dawno temu, kiedy na fazie inspiracji socą wydawałem mixtape "Wysoca temperatura". Bardzo lubiłem tę muzykę z racji na jej pozytywny wydźwięk. Czysta radość, której wówczas potrzebowałem. Zrobiłem więc riddim, na który w 2005 roku nikt się nie załapał. Po latach wybrał go Kacezet, przy okazji selekcji muzyki na naszą płytę, a potem jeszcze błyszczała na nim Lady Chann nawijając swoje "Island Lovin". I odbiór koncertowy jest świetny. Cieszy mnie to tym bardziej, że numer nie jest głupi. Jeśli tylko ktoś umie wsłuchać się w szybką nawijkę i ją zrozumieć, bez wątpienia jest o czymś.

Dreadsquad – Caravan (2009)
W oryginale to jazzowy utwór Juana Tizola, rozsławiony w latach 30. przez Duke'a Ellingtona. Szybko stał się standardem wykonywanym w tysiącu różnych odsłon, z tą The Skatalites włącznie. Jako że słuchałem wielu jazzowych winyli, motyw zakorzenił mi się w głowie. Chciałem spróbować przygotować własną wersję dubową. Zażarło. Na zagranicznym rynku to najlepiej sprzedający się winyl z oferty mojego Superfly Studio. Kompozycja ta znajdzie się na najnowszej płycie Dreadsquadu, tyle, że w remiksie Radikal Guru.

Dreadsquad & Lady Chann – Money Ah Dem God (2010)
Kawałek ze "Screw Dem Riddim", przełomowego wydawnictwa w naszej karierze. Zgadałem się wówczas z niemieckim labelem African Beat Records, który miał nie tylko dobry poziom, ale i dobrą dystrybucję wraz z dobrą promocją, dzięki czemu wydawane numery nie ginęły w sieci, ale trafiały do didżejskich case'ów. Wysłana przez mnie paczka riddimów spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem i propozycją nagarnia całej selekcji na kilku winylach. A winyl to coś więcej niż iTunes. Wydawnictwo odpaliło swoje znajomości, nagrywając gości takich jak General Levy, Perfect Giddimani, Million Stylez, Tippa Irie. Ja dorzuciłem do tego utwór z Lady Chann, na którą trafiłem przypadkowo, przeglądając MySpace’a. Okazało się, że niszczy wszystkich, będąc kilka poziomów wyżej od niektórych kolegów z angielskiego podwórka, co zresztą udowodniła na zeszłorocznych urodzinach Dancehall Masak-rah. O "Money Ah Dem God" było na tyle głośno, że zaczęliśmy już nawet nagrywać teledysk.

Dreadsquad & Ward21 - Jump & Skip (2010)
Ward21 od zawsze był jednym z moich ulubionych zespołów jamajskich. Mieli swój świat, potrafiąc odciąć się od wszystkiego, co mi się w tamtejszej kulturze nie podobało. Zawsze trzymali solidny poziom produkcji, świetnie radząc też sobie na wokalu. Marzyłem o wspólnym kawałku. Kiedy więc grali w Polsce, podbiłem po koncercie. Przedstawiałem się, co oczywiście nic im nie powiedziało, a potem zaproponowali mi taką cenę, że podziękowałem. Byłem pewien, że już się nie odezwę. Ale potem zacząłem myśleć, jak by tu ich przekonać. Znalazłem kontakt przez Austrię, przez Sama Gilly'ego z House of Riddim. Był dobrym znajomym chłopaków, toteż cena od razu spadła dwukrotnie. Była na moją kieszeń. Opłacało się. Po pierwsze, z racji na kawał dobrej roboty jaki wykonali, po drugie – za granicą zrobiło się od Dreadsquadzie głośniej. "Jump & Skip" trafi na najnowszą płytę Dreadsquad – "The Riddim Machine".

Dreadsquad & Dr Ring-Ding - Polish Vodka (2010)
Historia rozciągnięta w czasie. Ring-Ding był dla mnie idolem jeszcze za czasów ska, bo to przecież dyrektor jego europejskiej szkoły. Kilka lat temu wysłałem do niego maila pytając, czy nie chciałby czegoś nagrać. Rok po tym odpisał, informując mnie, że znalazł mój list w spamie, ale jeśli sprawa wciąż jest aktualna, to on z chęcią. W rezultacie z jego inicjatywy zrobiliśmy razem cały album, na który zarejestrowane zostały wszystkie wokale. A "Polish Vodka"? Bawiła mnie kiedyś bardzo, a teraz podchodzę z dystansem. Może dlatego, że nie jestem fanem wódki i z Ring-Dingiem pijamy piwo. Albo z powodu klipu, który jest najgorszy i wstydzę się, że w ogóle powstał.

Dreadsquad & Tenor Fly - Sweet Thing (2011)
Zdecydowanie jeden z moich ulubionych brytyjskich nawijaczy. Wielkie nazwisko! Pomijam już, że Tenor Fly nagrywał i z Freestylers, i z Pendulum, bo jego kariera strasznie mnie inspirowała właściwie od samego początku. Okazał się też bardzo sympatycznym człowiekiem, choć niestety w erze nagrywek internetowych, nie miałem jeszcze okazji spotkać go twarzą w twarz. Nasz wspólny numer odbieram jak pokonanie kolejnego szczebla na drabinie. Kiedyś nie uwierzyłbym, że będę pracować z kimś takim. "Sweet Thing" przypomnę przy okazji mojego marcowego wydawnictwa.

Dreadsquad & Kasia Malenda – Soulfly (2011)
Miło było nagrywać z wykształconą muzycznie wokalistką. Zwłaszcza taką, która jest w stanie podjąć się wszystkiego. Dobrze radzi sobie z zespołami reggae i u boku housiarzy. Nawija do jungli i 2stepów. Miała band rockowy. Niesamowicie zdolna osoba. Wystarczyło, że usłyszałem utwór na epce Smoke Da Crack Off i wiedziałem, że muszę z nią coś nagrać. Rzadko słyszy się w Polsce takie głosy. Zaprosiłem więc Kasię do Łodzi na jakąś dziwną sztukę w Manufakturze, która skłoniła nas do tego, byśmy następnego dnia weszli do studia i coś nagrali. No i dziewczyna w cztery godziny nagrała trzy numery z harmoniami w czterech głosach i dublami, z czego jeden – właśnie "Soulfly" – będzie na moim najnowszym krążku. Kasia to maszyna do nagrywania. Pierwszy raz współpracowałem z kimś aż tak dobrym technicznie. Moją rolą jest prowadzić przez sesję nagraniową. Tym razem ona prowadziła mnie. Super talent.

Eastwest Rockers - Loop (prod. Dreadsquad) (2011)
Byłem na drugim krążku EWR – "Jedynej broni". Byłem na solówce Ras Luty. Jestem i teraz na "Eastwest.FM". Fajnie być na fajnych płytach. Bardzo lubię to, co robią Eastwest Rockers, dlatego zawsze staram się coś chłopakom podesłać. Choćby na ostatnią chwilę. Uważam, że jedziemy jednym torem i robimy to razem od początku. Nie chciałbym być nieskromny, ale myślę że pomogłem  Ras Lucie w osiągnięciu tego, co osiągnął. Jako pierwszy dostrzegłem jego talent – był jednym z wielu internetowych nawijaczy, a na "Dread za dreadem" miał okazję pokazać się na legalu.

Dreadsquad & Perfect Giddimani - Champions Anthem (2011)
Tytuł odnosi się do soundsystemowych przechwałek, mających na celu pokazać, która ekipa jest lepsza. Ten numer to prawdziwy "kawałek na wojnę", rzecz jakich w Polsce wciąż jest mało. Klip do niego powstał spontanicznie – miałem zrobić go sam, ale wsparł mnie kolega ze sprzętem. Mieliśmy tylko kilka godzin, mały budżet, ale zaangażowanie i efekt końcowy sprawiają, że jestem zadowolony. Jak się okazuje, pieniądze nie zawsze są niezbędne, żeby coś fajnie wyszło. "Champions Anthem" znalazł się na "Sleng Teng International Riddim", a teraz znajdzie się na najświeższym krążku.

Dreadsquad & Natalie Storm - Beat That Chest (2011)
Numer jest fajny, bo Natalie Storm jest fajna. To bardzo inteligentna dziewczyna z ogromnym pazurem, ciętym językiem, dużym dystansem i poczuciem humoru. Pisze na różnych portalach o rzeczach związanych z seksem z punktu widzenia jamajskiej kobiety, który odbiega mocno od punktu widzenia Europejek. Ta sprośność uchodzi jej w Polsce płazem, bo wiadomo, że nikt się nie wsłuchuje w to, co ma do powiedzenia, nie rozumiejąc patois. Na Zachodzie jest jednym z powodów sukcesu kawałka, który przez kilka miesięcy utrzymywał się na pierwszym miejscu najlepiej sprzedających się numerów na stronie Juno. Nie można zapomnieć też o paru naprawdę mocnych remiksach, bo z pewnością pomogły uzyskać taki wynik.

Dreadsquad & El Fata – Sweet & Nice (2012)
Spośród wielu artystów występujących na "MT-41 Riddim" wybrałem El Fatę, Nigeryjczyka mieszkającego w Anglii, odkrytego najpierw przez Mungo’s Hi Fi, a potem przez Jahtari. Facet ma dar pisania melodii i tekstów mocno przypominających o tym, co działo się w latach 80. Chciałem, żeby ten riddim właśnie do nich nawiązywał, dlatego sięgnąłem po brzmienia charakterystyczne dla tamtej epoki. Cały riddim powstał na Casio MT-41. Na takim syntezatorze możesz zrobić 20 albumów i wszystkie będą brzmiały jakby powstały w '85.

O SOBIE SAMYM: Dreadsquad - T-Mobile Music

Dreadsquad & Dr Ring-Ding – Old’s cool (2012)
Wspominany wcześniej, marcowy album Dreadsquad – "The Riddim Machine" - otworzy numer nagrany wraz z Ring-Dingiem, moim zdaniem najlepszy spośród wszystkich kompozycji, jakie udało mi się stworzyć. Zatrudniłem żywych muzyków - perkusistę, puzonistę, gitarzystę oraz basistę - i nagrałem numer w stylistyce The Skatalites. Nawiązuje do lat 60. i klasycznego ska. Mam nadzieje, że ludziom spodoba się powrót do prawdziwych korzeni.

OCEŃ: 7 0
Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.