Opinie
A A A
15.02.2012

RECENZJA: Czarne podniebienia

Zespół jednego przeboju znalazł sposób na przedłużenie sobie żywota. Przynajmniej w naszym kraju.

Drugą płytę zespołu Giulia y Los Tellarini, którego nader sympatyczną i jeszcze bardziej chwytliwą "Barcelonę" znacie ze ścieżki dźwiękowej filmu Woody'ego Allena, promuje piosenka zatytułowana "Warszawa". Niby nic wybitnego, ale wystarczy, by tropiciele nie tak znowu licznych poloników w muzyce popularnej mieli o czym rozprawiać przez dekady. Zresztą, co tam muzyka, skoro cała otoczka jest tak ujmująca – i ten "vodka drink" z tekstu, i zabawnie sepleniona nazwa naszej stolicy w refrenie i przede wszystkim, ta polskojęzyczna melorecytacja, z której dowiadujemy się, że polskie wampirzyce mają czarne podniebienia… Od razu przypomniał mi się Tercet Egzotyczny i ich kolczaste opuncje – równie to absurdalne i prawie tak samo fajne. Nawiasem mówiąc, jeszcze bardziej srogi monolog czeka na słuchaczy w zamykającym album "Maldita Fe" – tu do wokalistki przemawia, tym razem po hiszpańsku, sam Bóg.

RECENZJA: Czarne podniebienia - T-Mobile Music

Ale wróćmy do skojarzenia z Tercetem Egzotycznym zanim uleci… – Giulia y Los Tellarini wydają mi się współczesnym odpowiednikiem kultowej polskiej formacji. Nie aż tak kiczowatym, nie tak przerysowanym, bo przecież czasy mamy inne i pewnych rzeczy nie da się zrobić, nie popełniając artystycznego harakiri - ale jednak. I tu mamy przecież na pierwszym planie niewiastę, która jest nie tylko głosem, lecz w pewnym sensie i główną bohaterką tej opowieści. Podobna jest też fascynacja latynoskim brzmieniem, w wielu jego odcieniach, bez zamykania się w jednowymiarowej ortodoksji – z tym, że jak nietrudno się domyślić, Giulia y Los Tellarini są w swych wyborach bardziej naturalni, a przy tym nieco ambitniejsi. Choć czasem dają się znieść w kierunku piosenki podwórkowej, to innym razem słychać, że nie wstrętny im jazz. Ale z kolei dla tych słuchaczy, co nie udźwigną ciężaru waitsopodobnej ballady z portowej mordowni rodem ("Jail"), mają prostsze, wręcz trącące groteską środki, w rodzaju zachrypniętej, meksykańskiej solówki na trąbce ("Maldita Fe"). Z formacją Izabeli Skrybant tę hiszpańską formację łączy również zamiłowanie do językowej żonglerki - na "L'Arrabbiata" usłyszycie ich co najmniej pięć, w różnych proporcjach. Jak jest z innymi językami, nie wiem, ale po angielsku Giulia wyśpiewuje straszne głupoty, w dodatku z rozbrajająco nieporadnym akcentem. Ale nie ośmieliłbym się powiedzieć, że to wada tego materiału – już raczej perwersyjna zaleta. Zresztą, jedna rzecz na pewno formację z Barcelony od polskiej grupy odróżnia. Giulia y Los Tellarini wydają się dobrze bawić tym, co robią, a nasi chyba jednak zawsze byli serio. Brrr…

Choć tytuł płyty oznacza "wściekłość" i faktycznie, Giulia na okładce wygląda na lekko wkurzoną, albo przynajmniej solidnie wystraszoną, w muzyce złych emocji nie znajdziecie. "L'Arrabbiata" to po prostu niezobowiązująca rozrywka. Niby rzecz niezbyt wysokich lotów, ale rozgrzeszona autoironiczną świadomością własnych ułomności i przede wszystkim rozgrzana hiszpańskim słońcem oraz włoskim temperamentem Giulii. Przyda się latem.

Giulia y Los Tellarini "L'Arrabbiata", Iberia Records

OCEŃ: 1 0
5

Ocena autora:

Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.