T-MOBILE MUSIC
Muzyka z kosmosu
Księżycowa odyseja Air zatoczyła właśnie koło. Dwanaście lat po wydaniu przełomowego "Moon Safari", Francuzi wirtualnie powracają na Srebrny Glob. Wydaną właśnie płytą "Le voyage dans la Lune" duet Godin-Dunckel składa hołd klasykowi kina niemego Georgesowi Mélièsowi, a my polecamy waszej uwadze pięć albumów reprezentujących tzw. nurt kosmiczny.

Sun Ra na orbicie fot. Medium
Brian Eno – Apollo. Atmospheres and Soundtracks
Angielski pionier ambientu miał 21 lat, kiedy 20 lipca 1969 roku statek kosmiczny Apollo 11 z Neilem Armstrongiem na pokładzie wylądował na Księżycu. Relację nadawała telewizja. "Pamiętam to doskonale. Oglądaliśmy ją w domu mojego nauczyciela malarstwa ze szkoły artystycznej. To było niesamowite uczucie: patrzeć na ekran małego czarno-białego telewizorka, a następnie na Księżyc. Byłem absolutnie zszokowany myśląc, co się tam dzieje w tej konkretnej chwili. To był jeden z tych dziwnych momentów, kiedy czas się zatrzymuje, a fikcja i fantastyka nagle stają się rzeczywistością" - wspominał były członek Roxy Music w wywiadzie dla "New Scientist".
Album "Apollo. Atmospheres and Soundtracks" został nagrany już w 1983 roku, jednak ostateczną formę przybrał sześć lat później – jako muzyczne tło do filmu "For All Mankind", dokumentującego program Apollo (swoją drogą – do tego obrazu nawiązuje płyta "The Orb’s Adventures Beyond the Ultraworld"). W sesji nagraniowej wraz z Brianem Eno uczestniczył jego brat Roger oraz Daniel Lanois – tu obsługujący elektryczną gitarę stalową. Ten instrument pojawił się na płycie, ponieważ Eno chciał podkreślić fakt, że astronauci mogący zabrać w podróż kosmiczną tylko jedną płytę, w zdecydowanej większości wybierali krążek z muzyką... country. [Coś czujemy, że nie pytał kosmonautów z Rosji i Chin – przyp. red.]
Terry Riley – Sun Rings
Kompozycja napisana przez Rileya w latach 2001-2002 od samego początku powstawała z myślą o Kronos Quartet. A w zasadzie to muzycy kwartetu zarekomendowali przedstawicielom NASA autora "In C" jako twórcę, który w oparciu o dźwięki planet Układu Słonecznego, nagrane podczas misji Voyagera, stworzy rzecz wyjątkową. "Kiedy dr Donald Gurnett z Uniwersytetu Iowa przekazał mi oryginalne nagrania NASA, które stały się punktem wyjścia dla tego wyzwania, moje myśli wypełniły obrazy z tak odległych miejsc jak Jowisz czy Uran. Czułem się, jakbym pędził przez kosmos" – wspomina Riley. W oparciu o muzykę stworzone zostało multimedialne widowisko na kwartet smyczkowy, chór i dźwięki z kosmosu, z sukcesem prezentowane na całym świecie. Ponownie Riley: "To cudowne, kiedy uświadomisz sobie, że niektóre odgłosy pochodzą z Uranu. Bo kto mógł kiedyś przypuszczać, że możliwe będzie nagranie dźwięków tej planety, przysłanie ich na Ziemię i zaprezentowanie w sali koncertowej jako części większego dzieła?".
Clint Mansell – Moon
Jeśli miałbym stworzyć listę najlepszych filmów pierwszej dekady XXI wieku, "Requiem dla snu" Darrena Aronofsky’ego zajęłoby miejsce w szczytowej trójce. Również za sprawą ścieżki dźwiękowej, której autorem jest Clint Mansell. Genialnie zharmonizowana z obrazem, oddająca całą paletę skrajnych emocjonalnie stanów i nastrojów, po dekadzie od premiery nadal burzy krew w żyłach. Choć Mansell został niejako nadwornym kompozytorem Aronofsky’ego, realizując muzykę również do "Pi", "Źródła", "Zapaśnika" i "Czarnego łabędzia", i wpisując się tym samym w sprawdzony już wzorzec współpracy (vide: Lynch-Badalamenti, Kieślowski-Preisner, González Inárritu-Santaolalla), to ścieżka dźwiękowa do filmu Duncana Jonesa pokazała jego inne kompozytorskiego oblicze: dużo więcej tu nostalgii i smutku, a spod ambientowych plam sporadycznie wydobywa się dźwięk żywego instrumentu, bo fabuła jak najbardziej usprawiedliwia minimalizm zastosowanych przez Mansella środków.
Dawid Bowie – The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars
W kontekście "Moon" kolejny trop nasuwa się z automatu. Przecież Duncan Jones to syn Davida Bowiego – giganta wśród muzycznych kameleonów, który 40 lat temu przekonująco wykreował sceniczne alter ego. Chociaż "przekonująco" to mało powiedziane: tak mocno utożsamił się z postacią Ziggy’ego Stardusta – kosmity, który z zespołem Pająki z Marsa muzycznie podbija Ziemię – że stanął na skraju szaleństwa. W obawie przed zatarciem granic między rzeczywistością a sztuką, między Davidem a Ziggym, zrezygnował ze scenicznej prezentacji koncept-albumu i przez wiele lat nie oglądał nagrań z koncertów. Niedawno "jury", w skład którego weszli m.in. Boy George i Rufus Wainwright, uznało "The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars" za "najbardziej gejowski album wszech czasów", a kilka miesięcy temu postać Ziggy’ego na okładce magazynu "Vogue" ożywiła Kate Moss.
Sun Ra
Last but not least. Tu, w drodze wyjątku, bez wskazania konkretnego albumu, ponieważ cała filozofia, a zatem i twórczość awangardowego jazzmana jest nie-z-tej-ziemi. A dokładnie – jak sam przekonywał – z Saturna. Sun Ra, którego przebogatą dyskografię trudno zliczyć, jednym jawił się jako geniusz, innym – niezrównoważony dziwak. Kpiny z jego kosmologicznej koncepcji i scenicznego image’u (wraz z muzykami Arkestry ubierał się w stroje imitujące starożytnych egipskich kapłanów, wierząc że stanowią zagubione ogniwo w kontaktach ziemian z kosmosem) nigdy jednak nie przysłoniły tego, co najważniejsze. Złożone aranżacyjnie kompozycje naszpikowane improwizacjami do dziś pozostają znakiem firmowym Arkestry. Jej styl wpłynął nie tylko na rozwój free jazzu – śladów inspiracji można szukać u George’a Clintona, Lee "Scratch" Perry’ego, Flying Lotusa, Destroy All Monsters, a nawet we współczesnej awangardzie. "Kosmiczność" stylu Sun Ra zapowiadają już tytuły albumów: "The Nubians of Plutonia", dwie części "The Heliocentric Worlds of Sun Ra", "Space Is the Place" – by wymienić te bardziej znane.
