T-MOBILE MUSIC
TEN TYP MES: KONfuzja
Mam ochotę wziąć za fraki hipsterów.
Potrząsnąć takim, chwycić za modny kołnierz i podnieść na chwilę, sprawić by dosłownie spojrzał na świat z góry. Przecież taki punkt widzenia to hipsterska specjalność.
Kto hipsterem jest, kto nie? Ostatnio mignął mi nagłówek głoszący, że Tyrmand był hipsterem swoich czasów.W takim razie bardzo, bardzo mało zabawnym, bo artystycznie płodnym. A ubaw z tej grupy społecznej opiera się na fundamencie jej nieróbstwa. Hipster śmieszy, bo robi nic, a lansuje się wszystkim. Nic uprawia ze stylem, ironią i milczącym wywyższeniem.
Inspirowali mnie ludzie przewożeni stylowo. Arsene Lupin, Kwinto (wylansowani złodzieje), Kojak (wylansowany pies) czy... Papież (charyzmatyczny przywódca). Bohaterowie dzieciństwa, w których oczach widziałem uzasadnioną pewność siebie. Byli w czymś dobrzy. Więcej - najlepsi, więc wypadało
im błyszczeć - tak patrzyłem na to w 1988 roku i tak widzę to dziś. Dlatego mijając na ulicach polskich miast (nie tylko Krakowa, Warszawy i Poznania, ale wcześniej niezhipsteryzowanego Trójmiasta, Torunia, Bydgoszczy czy Wrocławia) coraz więcej zadartych nosów złotej młodzieży wzbieram. I kipię takim kawałkiem jak "Kij" 2cztery7, nie zniżając się do targania za chabety, bo...

Mam ochotę uściskać hipsterów.
Przytulić patyczakowatego bliźniego, pogłaskać po głowie, klepnąć po plecach. Powiedzieć:
- Już dobrze, chłopie. Możemy się głośno śmiać, nikt nie patrzy. Możemy gestykulować, pociągać nosem, wypić zawstydzającą Warkę i przestać mierzyć się wzrokiem. Nie skrzywdzę cię, ziom. Weź głęboki wdech i posłuchaj: W jakiś sposób imponuje mi to, że kicasz po mieście w rajstopach. O ile bezpieczniej byłoby chodzić w dresie z odpowiednim emblematem! Jesteś więc, w pewnym stopniu, zaiste nonkonformistą. Nie przeszkadza mi ilość elektronicznych gadżetów, którymi się obwieszasz - to twoje pieniądze. Może jesteś fotografem, stylistą, didżejem, może też zabrałeś się za to tydzień temu i porzucisz jutro? Nieważne. Powiedz mi, co jest teraz na czasie w brytyjskiej muzyce miejskiej? Ty masz tę wiedzę, ja - nie. Jesteś wrażliwym gościem - i ja za takiego się mam. Zagubiłeś się zwyczajnie i kiedyś twój syn wyśmieje te rajstopy - nie półgębkiem, nie przez emotikon w telefonie. Parsknie szczerze i hałaśliwie na widok twojego zdjęcia z 2012 roku.
Ale niewykluczone, że historia równie surowo oceni moją stylówę, więc dajmy temu spokój. Wnosisz do mojego miasta inność, zupełnie przecież nieszkodliwą, a taka inność to dobry tester na cierpliwość i faktyczne ucywilizowanie grodu. Od ilości siniaków pod twoimi oczami zależy rating buractwa tego miasta. A ja buractwa - wbrew pozorom - nie znoszę.
Raz tylko pacnąłem hipstera - gdy wyciągnął wielki, płaski telefon i zaczął notować numer mojej towarzyszki wieczoru, która pijana weszła w niewinny flirt zbyt głęboko. Wszystko to 40 cm ode mnie. Ją olałem, jego walnąłem.
Nie wiedziałeś, że tak to działa? Cóż, jak widać obaj możemy się czegoś od siebie nauczyć.
Mam ochotę wziąć za fraki przybyszów.
Zwanych pogardliwie słoikami. Płacą podatki w swoich miastach/miasteczkach/wsiach, drenując moje miasto. Często narzekają przy tym na Warszawę, którą pogardliwie zwą "warszawką". Biorą się za bary z metropolią i niejednokrotnie odnoszą zaskakujące zwycięstwa, np. dostając pracę przewoźnika osób (quasi-taksówkarza), wciąż dumnie nosząc rejestracyjne szaty województwa świętokrzyskiego. Nie muszę dodawać, że taki "taksówkarz" nigdzie nie trafi bez GPS-a. Często naokoło i bez sensu. Ale na warszawskie korki i warszawskich kierowców narzeka jak klasyczna, stołeczna złotówa.
Inną przywarą bywa brak pokory i skromności. Nauczono mnie, że inaczej kłóci się, dyskutuje, pyskuje starszemu, inaczej rówieśnikowi, a inaczej małolatowi. A może nikt mnie nie musiał uczyć, sam tym przesiąkłem, jak wodą z Wisły i odorem spalin? Podobnie oczywisty jest dla mnie szacunek do Ślązaków, ich gwary, zwyczajów, nakazów i zakazów obowiązujących, kiedy odwiedzam Śląsk. Jednak bandy szczyli szukających guza w stołecznych klubach, powracające potem "do siebie" w samozadowoleniu, niczym ze zwycięskiego frontu... no jakże to? Tak bezkarnie, tak po prostu?
Chciałbym zaprezentować "słynną polską gościnność", ale nie mam szans. Do głowy nie przyszłoby mi kozakować w Mińsku Mazowieckim. Nie wpadłbym na pomysł świrowania w Białymstoku. Jeszcze chwila, a we mnie obudzi się warszawski, porywczy zbój i...
Ale spokojnie, schłodźmy emocje. Tak naprawdę przecież...
Mam ochotę uściskać przybyszów.
Ileż pięknych i kumatych kobiet przyjechało do Warszawy! Ile ciężko pracujących mężczyzn! Mogę być dumny z mojego miasta, że najbardziej ambitni, niedający sobie wmówić bezradności przybysze z oddali wybrali stolicę, a nie Londyn czy Dublin. Tyrają ciężko, metodycznie, nie poddając się z powodu braku własnego mieszkania i znajomości. Zdobędą je w końcu, a wielu rdzennych będzie wtedy stać tylko na zawiść i nowe odcienie narzekactwa. Mnie stać na zachwyt nad ich trudem. Zarówno braci z Kozienic i sióstr z Tłuszcza, jak i gości z dalszych światów – arabskiego i azjatyckiego. Jakoś trzy czy pięć budek z "typowo polskimi" zapiekankami nie starczyło by wyżywić miasto. Musieli wpaść ratownicy z kebabami i zupami pho, byśmy my - nieufni - napchali brzuchy i nabrali energii do narzekania na przybyszów.
Inna ich cecha to szerokie jak horyzont spojrzenie na Warszawę. Ja słysząc nazwę dzielnicy, uruchamiam w sekundę mechanizmy stereotypów i drugie tyle poświęcam, by strzepnąć je sprzed powiek. Praga - groźnie, Żoliborz - inteligencko, Ochota - staro... A właśnie, że nie! Tylko przybysz przekona mnie, że jest inaczej, bo osiedla i ulice kojarzy nie z przeszłością i kliszami, ale po prostu z miejscem, w którym przyszło mu mieszkać tu i teraz. Potrafi odkryć je na nowo, nie łączyć z urban legends i zarazić tą magią, gdy zaprasza mnie do swojego (nieważne - wynajmowanego czy nie) mieszkania.
Brzmi to wszystko jakbym zjarał grubego blanta z pacyfistą, ale nie, moi drodzy. Jasno myślę po kawie i nalewając pierwszego drinka wznoszę toast za zdrowie hipsterki i zamiejskiej emigracji!
-
28.02.2012dodany przez: m9
takie to... "na siłę" -
15.02.2012dodany przez: marcin
chetnie bym uslyszal kawalek na ten temat... -
28.01.2012dodany przez: marta
bitch pleeeease, dont judge- do ponizszego audytorium -
27.01.2012dodany przez: pornograf
Aż głupio się robi, gdy czytasz tekst z blędami ortograficznymi. Merytorycznie bomba. Stylistycznie- nie jest cięzki (iiiicha!)- aż się ucieszyłem, gdy dotarłem do końca. Nie dlatego, że nie poczytałbym jeszcze trochę, ale dlatego, że -poza jednym fragmentem- do samego końca było naturalnie. Nie przeintelektualizowane i nie nazbyt prosto. Wydaj kiedyś zbiór felietonów. 'Alkopoligamia wydaje książkę'- dla mnie bingo. -
27.01.2012dodany przez: danka
slabizna. jak zwykle ecie pecie o NICZYM. timobajlu, znajdz jakiegos sensowniejszego felietoniste, pliz. rapuj mesie i spiewaj, na zdrowie, ale jesli musisz pisac, to do szuflady albo grona zainteresowanych znajomych. -
27.01.2012dodany przez: Lil
Fragment o "słoikach" super:) -
grr. słowo konfuzja we wszystkich przypadkach i odmianach, w trylogii Millenium, pada tyle razy, że aż irytuje! chyba tłumacz poznał nowe słowo i chciał się pochwalić...
Ale w przypadku Twojego tytułu, Typie, przez "grę" wielkości liter, sam wyraz nabiera innego znaczenia, ale który czytelnik zwróciłby na to uwagę... -
27.01.2012dodany przez: kaaban
pozdro mesiu, zapalimy cygaretke razem, kupimy marynarke w secondhandzie razem, zjemy pasztet podlaski razem, wierze -
27.01.2012dodany przez: bart
znalazłem wiele nawiązań do jednego z ostatnich piątków Grzegorza Dakaana Barańskiego. Do obejrzenia na wp.pl. Psipadek? -
27.01.2012dodany przez: bredzelmajster
Pozytywny wpis Typie ;) -
27.01.2012dodany przez: dave
Pioteeeer! Pacnales goscia, bo Twoja towarzyszka dala mu numer? Come on! -
27.01.2012dodany przez: kurwa że też się nie spostrzegłem...
Sory, miało byc poniżej;] -
27.01.2012dodany przez: powyżej pedryle:D hahahah
KONfuzja jest, to fakt, co do stylu, to się destyluje, cedzi znaczy. I nie jest to Hank, Artur, co byś spowrotem nabrał swego pierwotnego koloru;) Chociaż nie mogę się oprzec pokusie, żeby napisac, że jakaś kropla jego tam jest, ale czytałem felietony w mocniejszej treści, a gorszej formie, z której nie dało się wykręcic nawet tej kropli. Tutaj forma jest, treśc mogłaby byc bardziej przywierająca do muru, a sam mur mógłby efektowniej się rozsypywac. Te przejścia można było zaaranżowac nieco inaczej. No ale ja jestem tylko czytelnikiem i nie chcę wyjśc na hipstera:D Lubie tylko wyrażac opinie. Peace! -
27.01.2012dodany przez: Adrian M
^ ^ ACTA nie łapią zatrzaskują za wulgaryzmy ? hah,,, to nie jest śmieszne.
Zajebiste ale tego bym się spodziewał po mesie głęboko ...
KPRP -
27.01.2012dodany przez: ejziomus
prawda. zdrowie. -
27.01.2012dodany przez: HGS
Wydaje mi się, że Mein Kampf czytało by się "lżej", ale daje rade, lubię ciekawe spojrzenie Mesa, nawet w takiej formie do której nie jestem przyzwyczajony. -
26.01.2012dodany przez: Faja
Co do adwokata zgadłeś ( studiuje prawo ) a co do taksówki to mam auto . Ja porostu chciałem Ci powiedzieć że to nie jest koncert życzeń -
26.01.2012dodany przez: Koczilla
Jacy "artyści", taka twórczość. I odbiorcy. Mes przemówił ustami swego fana. :-P Staraj się o angaż na adwokata, może taksówką się przejedziesz? :-] -
25.01.2012dodany przez: Faja
Mes pisze o tym co chce powiedzieć a nie o tym co chcesz usłyszeć -
25.01.2012dodany przez: Koczilla
Jezu... Piszcie ludzie na jakieś aktualne społecznie tematy... ACTA, stanowisko artystów w spr. podpisania ("Prorok z dawnych lat" już się wypowiedział, jemu dziękujemy.) A nie przygody w taksówce... Co mnie obchodzą cierpienia młodego hipstera. -
komentarz
