Opinie
A A A
15.01.2012

PODSUMOWANIE 2011: Nowe brzmienia

To podsumowanie było dla mnie największym wyzwaniem. Scena nowych, poszukujących brzmień podzieliła się bowiem na dziesiątki podgatunków.

Wiem doskonale, że trudno jest jakkolwiek porównać i postawić obok siebie Jamiego Woona, Amona Tobina, Martyna i Thundercata. Łączy ich co najwyżej to, że nagrywają muzykę, która jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikomu się nie śniła. No i może jeszcze to, że w zasadzie każdy słuchacz nadaje ich nagraniom inną łatkę. Kiedyś było łatwiej. Był drum and bass, techno, house, breakbeat, jungle czy IDM. Dzisiaj każde z tych haseł ma kilkadziesiąt odgałęzień, a mądre głowy wymyślają co miesiąc kolejne szufladki. Łatwo się w tym pogubić. Żeby nie dzielić włosa na czworo, do wielkiego kotła wrzuciłem to wszystko, czego nie da się podpiąć pod pop, rock, metal, hip-hop czy reggae. Jeśli muzyka taneczna - to niekoniecznie dance spod znaku Davida Guetty, a jeśli rzeczy flirtujące z soulem, to mające jednak w sobie przeważający pierwiastek czegoś nowego, co dla fanów klasycznego grania rodem z Filadelfii stanowi pewne wyzwanie.
Zostawmy zresztą sztywną nomenklaturę. Istotne jest tylko to, że te wydawnictwa znać po prostu warto. Bez punkcików i pozycjonowania, bo nie mają one w tym przypadku najmniejszego sensu. A poza tym muzyka to nie wyścigi z udziałem Kubicy czy biegi Justyny Kowalczyk i często zwycięzców jest wielu.

PODSUMOWANIE 2011: Nowe brzmienia - T-Mobile Music
SBTRKT     fot. materiały promocyjne

Zaczynamy od Wysp. Największy sukces - tak artystyczny, jak i komercyjny - zaliczyli James Blake oraz Jamie Woon. Panowie mają wszelkie predyspozycje do tego, by na długo stać się idolami (głównie pań) na miarę nowego pokolenia, na miarę XXI wieku. Ich wywodzące się z dubstepowo-elektronicznych rejonów spojrzenie na soul ma w sobie ogromną moc... popową. Chłopcy co prawda nie występują z gitarą, tylko sprawnie obsługują samplery i różne elektroniczne gadżety, ale i tak rozkochali w sobie mnóstwo dam na całym świecie, zdobywając też uznanie ich facetów, dla których liczy się tylko muzyka. Wydaje się, że dla obu muzyków najlepsze dopiero nadchodzi. Zrzucili z siebie nie do końca wygodny balast oczekiwań związanych z debiutancką płytą i teraz, mając odpowiedni bagaż doświadczeń i całkiem niezły stan konta, mogą znów trochę poeksperymentować i ponownie nas zaskoczyć.

Niektórych zaskoczył pan Aaron Jerome, rodowity Kenijczyk, który sukces odniósł pod pseudonimem SBTRKT. Mi co prawda bardziej od nowego albumu - zatytułowanego "SBTRKT" po prostu - podobało się wydawnictwo "Time to Rearrange" sprzed lat kilku, ale nie można mu odmówić, że konsekwentnie rozwija swój kompozytorski warsztat i tworzy muzykę oryginalną, daleką od szablonu. A że wraz z falą ogromnej popularności dubstepu udało mu się wypłynąć na szerokie wody, to tylko dobrze. W końcu lepiej, żeby sukcesy odnosili tworzący autorską muzykę skromni producenci, niż kolejne wokalistki wypuszczane wedle schematu - silikonowy cyc, w głowie nic, w studiu Auto-Tune.

Mamy za sobą kolejny niesamowicie mocny rok Brainfeedera, czyli oficyny wydawniczej Flying Lotusa. Nad "The Golden Age of Apocalypse" Thundercata unosi się duch wycieczek Herbiego Hancocka z "Future 2 Future", Samiyam czy Tokimonsta stawiają kolejne cegiełki budujące pozycję nowych bitów, a i "Ghost People" Martyna znalazło wielu fanów. Teraz wypada nam czekać na kolejne dzieło Flying Lotusa, który sam sobie poprzeczkę zawiesił na niebotycznym poziomie, ale zapewne znów pokona ją za pierwszym podejściem. Ten typ tak ma.

Dużo emocji wzbudził szkocki producent Rustie. Jego pierwszy w karierze longplay "Glass Swords" ukazał się w Warpie i próbuje wskrzesić duch rave'u. Na ile udanie? Głosy są podzielone i to bardzo. Od zachwytu przez powątpiewanie, aż do totalnej negacji. Tym bardziej warto więc sprawdzić to wydawnictwo i samemu wyrobić sobie zdanie.
James Ruskin i Mark Broom wątpliwości nie pozostawiają. Ich projekt The Fear Ratio i album "Light Box" to doskonały przykład spojrzenia na IDM A.D. 2011. Bez wątpienia najwyższe oceny należą się też panu, który ukrywa się pod pseudonimem Perc i jego przejmującej, wciągającej bez reszty płycie "Wicker And Steel". Gwarantuję, że jeśli tylko oddacie się jego muzyce w całości, będzie wam towarzyszyła długo.

Jeśli ktoś zastanawiał się, czy popularne kilka lat temu nurty, takie jak 2step i garage, wciąż istnieją, Falty DL rozwiązał ten dylemat. Nowojorczyk, nagrywający dla godnej polecenia wytwórni Planet Mu, wydawnictwem "You Stand Uncertain" dowiódł, że ma ogromny talent i przede wszystkim muzyczną wyobraźnię najwyższych lotów. Niby opiera się o to, co dobrze znane, a wręcz przebrzmiałe, ale w jakiś sposób nadaje temu smak, nową jakość.
Nie zawiódł nas też Amon Tobin, którego longplay "Isam" po kilku miesiącach nic nie stracił ze swojej mocy, oryginalności i przede wszystkim klimatu. Brazylijczyk nie zwykł zawodzić, ale czasem wychodziło mu trochę gorzej. Tym razem sprawił się bez zarzutu.

Niezwykle ciężki, ale przy tym intrygujący, nie dający spokoju materiał przygotował duet Instra:mental. "Resolution 653" to bardzo udane podsumowanie ponad dekady obecności panów Greena i Kirkhama na elektronicznej scenie. Uprzedzam jednak, że to zupełnie inny kaliber niż wymienieni na wstępie Blake albo SBTRKT, dlatego polecam ten album raczej słuchaczom o mocniejszych muzycznych nerwach.

Wiele dobrego można też napisać o trzecim studyjnym longplayu Szweda Axela Willnera, którego znamy oczywiście pod pseudonimem The Field. "Looping State of Mind" to minimalistyczna, nie pozbawiona elementów ambientu wycieczka w świat elektroniki wymieszanej z techno. Brać w ciemno.

PODSUMOWANIE 2011: Nowe brzmienia - T-Mobile Music
Nicolas Jaar    fot. Pascal Montary

Świetne oceny zebrała debiutancka pozycja Nicolasa Jaara "Space Is Only Noise". Co wyróżnia muzykę rezydującego w Nowym Jorku 21-letniego producenta o chilijskich korzeniach? Niesamowite wyczucie w budowaniu intymnego, delikatnie depresyjnego klimatu. Zdecydowanie nie do słuchania w słoneczne dni. Przynajmniej przy pierwszym podejściu, bo z czasem da się wyłapać na tej płycie momenty niemalże taneczne. Chociaż to raczej samotny taniec na pustym parkiecie, gdy impreza zbliża się już do nieuchronnego finiszu…

Na koniec zaś gratka dla fanów wielopłaszczyznowej, wypełnionej subtelnymi smaczkami elektroniki. Członek formacji Alter Ego, Roman Flügel, zaserwował nam doskonałe wydawnictwo "Fatty Folders". Nie pytajcie mnie, czy to jeszcze house, czy już ambient, a może IDM? Nie wiem. To świetna wypadkowa tego wszystkiego, której należy się banalna, ale jakże trafna etykietka - muzyka najwyższych lotów. Oby takiej jak najwięcej i w tym roku!

OCEŃ: 3 -1
Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy
  • 23.01.2012
    dodany przez: Mateusz
    Gość
    To nie prawda, ze Jamie Woon nie występuje z gitarą, widziałem na własne oczy w poznańskim SQ :)