T-MOBILE MUSIC
TEN TYP MES: Życie ze stylem
Nie wpadłem do życiowego kibla, przeciwnie, uśmiecham się częściej. Nie zabłądziłem pod wodospadem bzdur. A mimo to jestem spłukany.
Ten moment zbliża się wolnymi krokami, słychać go z daleka. Żadna to Godzilla czy marsz wrogich wojsk, raczej rozpoznawalny rytm stąpania dobrego znajomego. Ten gość ma kilka ksyw, np. Pusta Kielnia, Loł Badżet albo Bez Hajsu. Trochę rubaszny zbój, odwiedza mnie rzadziej niż kiedyś, ale nie jest kumplem typu "O nie, znów ten matoł, powie dwa dowcipy, ale po kwadransie będę chciał mu włożyć icepick w oko".
Dlaczego nie istnieje "icepick" po polsku? Wszędzie tylko "zabita siekierą", "raniona nożem", nikt tu w afekcie nie morduje szpikulcem do lodu.

Jakkolwiek, ustalmy po prostu, że to nie persona non grata, a ziomuś z grupy "trochę mi ciebie brakowało".
Nie chce mi się szkicować całego tła wizyty Loł Badżeta, nie rozwinę wątku: "nigdy nie zaznałem bogactwa, więc nie dążę do niego usilnie, nigdy nie posmakowałem też prawdziwej biedy, więc nie ogarnia mnie paniczny strach na myśl o niej". Powstrzymam się również od analizy rynku, na którym funkcjonuję: trochę strasznej, trochę śmiesznej fuzji undergroundu i mainstreamu. Nie mam, kurde, pięciu dych w kieszeni i tyle. W domu też nie. Trze'a kombinować.Możliwość kupna dwudziestu szampanów kwituję wzruszeniem ramion. Już po pierwszym będę bekał pogrążony w obojętności dla pozostałych dziewiętnastu butli. Niemożność pojmania jednej takiej brzmi lepiej. Lśniąca pięciozłotówka znaleziona podczas kolektywnego poszukiwania gotówki? To jest coś. Zbliżanie się do wymaganej sumy jest wyzwaniem i daje więcej niż hazard. Wrzucam monetę i wiem co wyjmę. Potrzebuję tylko sztywnej ekipy.
Gdy już taką znajdę nie odwiedzimy Tesco czy Carrefoura z kolejkami mierzonymi częstotliwością pikania kas. To będzie mały sklep, ale jakże wyczekiwany zakup się tam dokona! "Dzyń!" - drzwi sygnalizują obecność klienteli, a nas "dzyń" (o ile bardziej melodyjne niż laserowe piknięcie) wprowadza w świat cennych nagród. Sprzedawca jest władcą łaskawym, zza bram swojego królestwa na zapleczu spokojnie potwierdza: "Tak, mam jeszcze połówkę".
Zaznaczę też, że pierwszy łyk trunku nie ma potem w sobie nic z konieczności klina, ani zbyt wiele ze szczeniackiej chęci urżnięcia się po lekcjach, bo po lekcjach to trzeba było wrócić do domu. To niespieszny łyk smakosza, konesera, który sam siebie skazał na okresowe spłukaństwo i wraz z innymi celnikami granic rebelii i mieszczaństwa wyraża zachwyt w milczeniu. Oto gwiazda nad nimi świeci jaśniej, oto neon mryga niemal halucynogennie, patrol psów wymusza czujność, chłód każe obmyślać strategię; którą ogrzewaną miejscówkę zaatakować?
To intensywne bodźce, łatwe do obśmiania przez co mniej wrażliwych czytelników, ale nie do zlekceważenia przez tych, którzy z okresowego Bezhajsia uczynili sport:
- zawodników z satysfakcją odbierających medal za wejście do multipleksu na studenta (nie polecam przekręcania kin studyjnych, i tak zaraz wymrą).
- znanych ze zwinności championów angielskich wyjść z tramwaju / autobusu, gdy tylko rozpoznają podejrzane lico kanara, jeszcze zanim ten wyciągnie osprzęt kontrolny.
- osiedlowych barmanów, montujących drinki z wódki oraz barszczu / wody z cytryną i cukrem / tabletek do ssania na kaszel (bon appetit!).
- przebiegłych klubowiczek, naciągających podpitych naiwniaków, którzy hustlerski, kobiecy flirt mylą z zaproszeniem do wyra.
Pośród manowców anarchii, drogowskazów bohemy (która w moim mieście sprowadza się do klikania na fejsie w modnych kawiarniach za pieniądze rodziców), alei sk**wienia w imię bogactwa i podwórek totalnej niewypłacalności, kroczę dziś szlakiem Pustej Kielni z podniesioną głową. Dlaczego? A bo nie mam długów. Nigdy. I dlatego, po drugim lub trzecim łyku, przypomnę sobie wreszcie kto wisi mi hajs.
Hmm... Co u D.?
Inne stylowe hity zimy:
Telefon na kartę Nokia C5.
Spodziewaliście się pochwał Ajfona? Naa. Moi przyjaciele są smart, za to mój phone jest ewidentnie dumb i bardzo dobrze. Całkiem niedawno Nokia wyślizgnęła mi się z ręki i wpadła do kibla. Jeszcze przed oddaniem moczu (szczęście w nieszczęściu). Usiłowałem popisać się trudną sztuką lania i klecenia smsa jednocześnie, co rzadko udaje się po kilku piwach...
- Plop! - parsknął klozet.
- Oo kuur...! - wyszeptałem dramatycznie.
Nie czas na wiązanki przekleństw, walenie głową w mur, szukanie gumowych rękawiczek. Pancerny stupidphone należy n a t y c h m i a s t wyłowić z klopa, wyłączyć i rozłożyć na części. W zaprzyjaźnionej knajpie można poprosić barmana o ułożenie powodzianin-phone'a na piecu kuchennym, w przypadku domowej tragedii wystarczyć musi kaloryfer. Za kilkanaście godzin można włożyć kartę sim, baterię i wcisnąć "ON". Nie skończyłem technikum elektronicznego, ale daję na oko 70% szans na przeżycie.
A czemu telefon na kartę?
Bo żyjąc z dnia na dzień należy unikać zobowiązań. Zakupy na raty, bajery na kredyt, długi wobec banków - to dobre dla klasy średniej, utrudzonych mięśni społecznego organizmu. My, kandydaci na szaleńców, nie jesteśmy jego zębami, nie nazwiemy się mózgiem, ani zbrojnym ramieniem – raczej ozdabiamy, jak włosy. Organizm obejdzie się bez nas. A może nawet, wraz z innymi gałęziami kultury, składamy się na człowiecze szaty. Każde z tych porównań-na-siłę ma ustawić we właściwym szeregu mnie i mi podobnych. Niepewność wpisana jest w wolny zawód i wolny być on winien również od rachunków. Redukuj je, amigo, bo życie to poligon.

A propos kamaszy...
Sportowe buty i mokasyny.
Dobra skóra uchroni przed śniegiem. Letnie skoki nie dają się pokonać zimie w mieście, o ile tylko chodzisz energicznie, omijasz kałuże, a na przystanku nie stajesz przy samej jezdni ryzykując "splash!" od życzliwego kierowcy. Ostatnie, typowo zimowe timberlandy kupiłem osiem lat temu. Od tej pory użyłem ich raz w górach. Raz. Nie potrzebuję czegoś takiego, jak buty zimowe.
Imprezy zamknięte.
Raz zamknięte, raz pół-zamknięte. Wieczorny bankiet w warszawskim Domu Dziennikarza (ścisłe centrum, pełen przepych) kusił co lepiej ustawionych mieszczan świetnym żarciem, piciem i świętowaniem jakiegoś zbliżenia z Francją lub rocznicy takowego. Nie byłem poinformowany o szczegółach, to natężenie taksówek, stukotu szpilek i flag zatkniętych na zderzakach naprowadziło mnie na ten trop. Pomyślałem wtedy, że ja też czasem współorganizuję imprezy na 700 osób. Kiedyś się odwdzięczę, choć muzyka będzie z innej bajki. A na razie wykorzystam przypadkiem założoną akurat marynarę i obecność przy boku pięknej, młodej damy w dobrze skrojonej sukience. Postawa, błysk w oku, pewny krok i już jesteśmy w środku.
- Czieśś, do kogo pszy-lisz-sie? - spytał pijany Francuz przy barze.
- Do kogo przyszliśmy... - przetłumaczyła moja towarzyszka.
- Jesteśmy od Jean-Pierre'a - odparłem po chwili namysłu.
- Aaa, oui...
Dalej było tylko lepiej.
Stare budownictwo.
Nowe bloki? Wyglądają jak czyste stare bloki, miewają tylko mniej pięter. Czy ściany są bardziej dźwiękoszczelne, niż w mojej wielkiej płycie? Skąd. Czy sufity wyższe? Nieznacznie albo wcale. Windy szybsze? A kto to sprawdza? Blok to blok - i dopóki nie jest kamienicą sprzed wojny, gdzie ściany były grubości pnia dębu, a sufit pozwalał na instalację tablicy do koszykówki - różnica jest finansowa i czysto prestiżowa. Sram na ten prestiż. Ale o tym w następnych odcinkach.
-
22.01.2012dodany przez: krecik
@jaaa jest też coś takiego jak komorne ;] -
16.01.2012dodany przez: Ewela
Czytając te komentarze odnoszę wrażenie, że połowa ludzi chce wiedzieć jak oraz gdzie mieszka niejaki Piotr S. - autor tych felietonów.
Czy dla rozwiania wątpliwości wrzuciłbyś, drogi Autorze, zdjęcie swojej kawalerki oraz bloku, żeby ludzie mogli powiększać owe zdjęcia i z precyzją sapera próbowac odczytać nazwę ulicy, numer bloku oraz zawartość Twojej lodówki? -
12.01.2012dodany przez: anonimek
Mes, mi się to czyta zajebiście. Lajtowo czytając ten felieton, wyobraża się wszystko samo. Tak jakbym wyobraźnią za Twoimi słowami szedł. Na prawdę kawał dobrego pisania - moim obiektywnym zdaniem.
A Ci co piszą, że to pierdoły itd. oraz, że raper z Ciebie dobry, ale pisarz do dupy to pewnie tylko bogate dzieci, tudzież hipsterzy, którym ktoś na jakiejś 18-stce puścił kawałek "My", wielce się zajarali, ale jeśli chodzi o Twoje pisanie, to zrozumieć go nie mogą. Przykre to jest. Piona Mes ! -
12.01.2012dodany przez: nick
nie zgodze sie z tym, ze za felietony nalezy brac sie pod koniec kariery pisarskiej. albo ma sie talent do dobrego pisania, albo sie nie ma, niezaleznie od wieku i doswiadczenia. np. taki łukasz orbitowski z pewnoscia nie jest u kresu swojego pisarstwa, a felietony sieka DOSKONAŁE. -
12.01.2012dodany przez: kepmysz
"a cóż że dziś nie najem się w nocy kawiorem ... nieważne, seks jest lepszy i za darmo." Magda, pięknie ujęte w słowa ;) -
12.01.2012dodany przez: Wosiu
Co do tematu - opowiadanie/felieton/krótka forma "Jak żyć bez pieniędzy" Kornela Makuszyńskiego polecam.
Wbrew powszechnemu mniemaniu pisarz również, a może przede wszystkim, dla dorosłych.
A czytanie Mesa jest ciekawe, ale męczące, bodajże Passent powiedział, żeby za felietony brać się pod koniec kariery pisarskiej, bo9 to perła formy i najtrudniejsze zadanie dla piszącego.
I wygląda na to, że wynoszenie się ponad mainstream i trendy ma taką samą wartość lansu jak tenże mainstream i trendy. Czyli wozisz się tym, że sie nie wozisz, co jest tak samo pocieszne.
Wydaj poradnik kandydata na szaleńca i postaw go w empiku. Można pomyśleć też nad klubem i legitymacjami parrtyjnymi. -
12.01.2012dodany przez: kaaban
i znowu sciemniasz, ze sie wbiłeś na bankiet na tzw krzywą mordę, bo miałes marynareczke na sobie i dupe obok??
beka -
12.01.2012dodany przez: psiak
naprawdę dobrze napisane,czyta się ten felieton o wiele lepiej niż wcześniejsze napisane z encyklopedią na kolanach... pozdro Piotrze.. -
12.01.2012dodany przez: Adziu
Brak Hajsu:D dosyć częste zjawisko u mnie i moich kumpli:P Pozdro dla Garbosia:D -
12.01.2012dodany przez: wisnia88@wp.pl
Omijasz kałuże, w ogóle jesteś odporny na powszechne trendy, modę i całą reszte, pomimo, ze sam nie zylem ani w biedzie ni w bogactwie, brak mi charakteru, piątka Mes! -
12.01.2012dodany przez: jaaa
Zakupy na raty, bajery na kredyt, długi wobec banków - to dobre dla klasy średniej, utrudzonych mięśni społecznego organizmu. My, kandydaci na szaleńców, nie jesteśmy jego zębami, nie nazwiemy się mózgiem, ani zbrojnym ramieniem – raczej ozdabiamy, jak włosy. Organizm obejdzie się bez nas.
Kandydacie Mesie jedno pytanie : czy swoja kawalerke 30pare metrow na 10 czy ktoryms pietrze:
1) kupiles na kredyt
2) kupiles za kase
3) dostales po babci/dziadku/ukochanej
pytanie wynika z czystej ciekawosci:)
pozdro! -
12.01.2012dodany przez: bubu
"Zaznaczę też, że pierwszy łyk trunku nie ma potem w sobie nic z konieczności klina, ani zbyt wiele ze szczeniackiej chęci urżnięcia się po lekcjach, bo po lekcjach to trzeba było wrócić do domu."
"zawodników z satysfakcją odbierających medal za wejście do multipleksu na studenta (nie polecam przekręcania kin studyjnych, i tak zaraz wymrą).
- znanych ze zwinności championów angielskich wyjść z tramwaju / autobusu, gdy tylko rozpoznają podejrzane lico kanara, jeszcze zanim ten wyciągnie osprzęt kontrolny. "
Obłuda ?! Czy aby "dyscypliny sportowe" nie były jakoby przykładami zachowań owych "szczeniaków" ?!
Śpieszę z odpowiedzią : Tak ,są. -
12.01.2012dodany przez: jaaa
mes, a ile placi ci Era za jeden felieton? czy to objete tajemnica jest w umowie? lubie takie rozkminy finansowe hehehe "jestem biedny, pierdole kase" - klasyczne SRANIE W BANIĘ przez ę :) -
12.01.2012dodany przez: ziąą
piszesz, że LOŁ BADŻET a z J&B za pan brat 24H -
11.01.2012dodany przez: isek
spoko felieton. być spłukanym i żyć z klasą - to jes klasa! pozdro mes -
11.01.2012dodany przez: kuba ka
neon mryga a ten typ spaźnia się do pani doktór, która z nudów zaczęła włanczać radio. poszłem do sklepu ale stwierdziłem, że nie będę nic kupywać. bynajmniej -
11.01.2012dodany przez: Kandydat.
i wkoncu znalazlem odpowiedz z tym telefonem na karte ;d wyznawalem i wyznaje podobna filozofie,fajnie ze to sie pokrywa z mysleniem mesa. Fajnie sie to czyta,płyty rowniez wiadomo ze propsuje.Pozdroo -
11.01.2012dodany przez: magda
rozumiem, akurat do jasnej cholery mam tak samo w tym momencie i czasem mam wrażenie że tak łatwiej rozłożyć ręce i iść na spacer niż do tego pieprzonego kerfura czy innego tesko by lodówka nie straszyła, łatwiej zmobilizować dupsko tez by zmienić sytuację i nieco polepszyć sytuację w kieszeniach... a cóż że dziś nie najem się w nocy kawiorem ... nieważne, seks jest lepszy i za darmo.
pozdrawiam -
11.01.2012dodany przez: jajcok
przegoniłeś sam siebie mesie ! to jest mega ! -
11.01.2012dodany przez: W
Piotr z checia czytam Twoje felietony i z checia slucham Twoich tekstow;d pozdro czekam na wiecej. -
Czytając to nasuwa mi się myśl przewodnia mojego taty- "kto zabroni biednemu bogato żyć"...
-
11.01.2012dodany przez: mdo
naprawde szanuje Cie jako rapera, ale WYPISUJESZ TAKIE BZDURY, ze sie tego czytac nie da, serio -
11.01.2012dodany przez: wgw love
wielka płyta, na mokotowie, co ? :) dobrze się to czyta. -
11.01.2012dodany przez: ruda
Piotrus jesteś świetny :) tworzysz dobry rap, pisanie tych felietonow rowniez wychodzi Ci dobrze :) Pozdrawiam serdecznie :) -
komentarz
