Opinie
A A A
11.01.2012

PODSUMOWANIE 2011: Najbardziej zgrane piosenki roku

Kiedy idę na imprezę, zwykle mam ochotę potańczyć. Oczywiście, kierując się zasadą inżyniera Mamonia, czyli do piosenek, które znam.

Didżeje, ścigający się na jeszcze nieodkryte przez masy nowości, nie znoszą takich klubowiczów, ale co mnie to obchodzi, w końcu to ja płacę za ich granie. Zresztą nie jestem w tej materii zawodzącym na puszczy samotnikiem – jakiś czas temu mniej więcej to samo zgrabnie ujęła Gosia Halber w felietonie "Tańcz!".

Imprezowym wzorcem z Sevres jest dla mnie sytuacja, w której didżej przypomina nagle jakiś nieco zapomniany, za to dysponujący świetnym potencjałem parkietowym kawałek, który odpalam na YouTube zaraz po powrocie do domu. Niestety to rzadkość. Wielu rodzimych didżejów sprawia wrażenie, jakby dzielili się jedną, niezbyt pokaźną biblioteczką singli: "Dobra, Andrzej, pożyczam na kwadrans Bloody Beetroots, a ty oddaj mi w końcu "D.A.N.C.E." - muszę zagrać to do północy, bo potem obiecałem pożyczyć Waldkowi na drugiej sali, któremu skończyły się piosenki i od pięciu minut zapętla początek remiksu "Heads Will Roll" Yeah Yeah Yeahs".
A, przepraszam, zapomniałem, że teraz nikt już nie gra z płyt.

Każdy didżej ma swój ulubiony kawałek, ale co roku pojawiają się nowe utwory, które dziwnym trafem puszczają wszyscy. Dlaczego? Bo mają pewność, że zapełnią każdy parkiet. Było już "Bonkers", było "We Are Your Friends", a poniżej przedstawiam listę 10 utworów, które w ciągu minionych 12 miesięcy męczono na praktycznie każdej imprezie. Jeśli jesteś początkującym didżejem i masz problem z ułożeniem pierwszej playlisty, pod żadnym pozorem nie graj żadnego z nich, o ile nie chcesz zostać uznany za lenia z zerową wiedzą muzyczną.

PODSUMOWANIE 2011: Najbardziej zgrane piosenki roku - T-Mobile Music
Lil' Jon    fot. Medium

10. Steve Aoki, Laidback Luke, Lil' Jon – "Turbulence"
I Steve Aoki, i Lil' Jon karierę zbudowali na zawodowym darciu ryja. Ten pierwszy uskutecznił to w słynnym "Warp" Bloody Beetroots, drugiego pamiętamy z ganiania po planie klipu "Yeah" Ushera. Co w towarzystwie tych dwóch cymbałów robi całkiem sprawny didżej Laidback Luke - nie wiadomo. Grunt, że umiejętnie udało mu się zniżyć do poziomu nowych kolegów, z którymi w 2011 roku podbił światowe parkiety singlem "Turbulence" – ohydnym, remizowym potupajem dla naćpanych gazem z zapalniczki małolatów. Jeżeli posiadasz jakiekolwiek zalążki dobrego gustu, nie puszczaj tego na swojej imprezie. No chyba, że zależy ci na tuzinach dzieciaków, skaczących za i przed twoją konsoletą. Tylko pilnuj, żeby któryś nie zwymiotował ci na laptopa.

9. Nero - "Promises"
Latem "Promises" nuciła cała Anglia. W sumie nic dziwnego, badziewie jakimś cudem dotarło na szczyt UK Singles Chart. Obleśny tech-dubstep o dyskotekowej proweniencji, idealnie trafił w muzyczne podniebienia smakoszy kuchni pokroju Kalwi & Remi, którzy, zapewne wiedzeni modą, potrzebowali czegoś ambitniejszego. W efekcie mało znani w masowej wyobraźni Polaków Nero są dziś dla większości rodzimych bookerów kapelą cenowo niedostępną. Zawsze jednak można posiłkować się ich największym hitem, co zresztą skrupulatnie wykorzystali rodzimi didżeje. Albo ci za takowych się uważający.

8. SBTRKT - "Wildfire"
Bardzo przyjemny kawałek, który miał to nieszczęście, że spodobał się wszystkim. I tak w 2011 roku "Wildfire" słyszeliśmy absolutnie wszędzie: w modnych kafejkach, sklepach odzieżowych, supermarketach, cudzych (lub własnych) dzwonkach telefonicznych i wreszcie na imprezach. Dodajmy – "tych lepszych". W efekcie dziś usłyszane w radiu "Wildfire" przełączyłbym nawet na transmisję obrad sejmu, a śpiewająca w nim Yukimi Nagano z Little Dragon już zawsze pozostanie dla mnie panną wożącą się na plecach zdolniejszych kolegów po fachu. TV On The Radio, Gorillaz, a teraz SBTRKT. I pomyśleć, że jeszcze 12 miesięcy temu nie potrafiłem wymówić jego ksywy.7. Rihanna feat. Calvin Harris – "We Found Love"

7. Rihanna feat. Calvin Harris – "We Found Love"
Nie wierzę w guilty pleasures, ale gdyby zmuszono mnie przed plutonem egzekucyjnym do wybrania własnej trójki z ostatnich lat, wskazałbym na "Somebody Told Me" The Killers, "Incomplete" Backstreet Boys i właśnie "We Found Love" RiRi i Calvina Harrisa. Jest w tym kawałku coś, co przyciąga jak magnes – to nic, że zwrotka i refren oparte są na tym samym bicie, a całość jest prosta, jak konstrukcja kilofa. Najbardziej zaraźliwy jest wokal Rihanny - i zwrotki, i refreny wpadają w ucho już po pierwszym przesłuchaniu, a po kolejnych trzech możemy bez problemu zanucić całość. Temat podchwycili didżeje i tak pod koniec roku "We Found Love" można było usłyszeć dosłownie na każdej imprezie. To świetny utwór dla didżejskich gołowąsów, pierwsze 24 sekundy piosenki można miksować na tysiąc sposobów. Ale nie róbcie tego i nie zgrywajcie "We Found Love" jeszcze bardziej. Publiczne puszczenie tego w styczniu 2012 roku jest tak banalne, jak zmiksowanie podczas imprezy dwóch części "Phantoma" Justice.

6. Skrillex – "Scary Monsters and Nice Sprites"
Mówi się, że brostep to nieco bardziej agresywna mutacja dubstepu – ja uważam, że brostepowi twórcy (jeśli w ogóle można oficjalnie mówić o takim podgatunku) to tacy dubstepowcy, którzy absolutny brak umiejętności zasłaniają nagromadzeniem jak największej ilości przeraźliwych "wiertarek", przeplatanych upośledzonym beatem rodem z gier platformówek. Niejaki Skrillex uchodzi za nieformalną twarz gatunku i – co bardziej przerażające – jednego z najbardziej wpływowych producentów elektroniki na planecie. Obecnie ów dżentelmen próbuje eksperymentalne pozżynać z ambitnych, połamanych harców Venetian Snares i Vex'D, co nie zmienia faktu, że jego starsze, słabsze kawałki dzielnie hulały w 2011 roku na playlistach większości młodzieżowych didżejów. Choć w sumie dzielenie kawałków Skrillexa na lepsze i słabsze jest tak samo trudne, jak wybór najlepszego filmu Jarosława Żamojdy.

5. Lady Gaga – "Born This Way" (GRUM remix)
W odróżnieniu od Skrillexa ten utwór jest naprawdę dobry, o niebo lepszy od oryginalnej wersji przeboju Lady Gagi. Zresztą GRUM to nie ułomki – pamiętam, jak w czerwcu ubiegłego roku zmęczony dwugodzinnym ruszaniem biodrami na koncercie Jamiroquai zajrzałem na chwilę na imprezę z ich udziałem, by pół godziny później zejść z parkietu z uśmiechem na twarzy, do tego spocony jak mysz kościelna. Plastyczność i prostota remiksu aż proszą się o wklejanie go na didżejskie playlisty, zaś nagromadzone tu i ówdzie niezmiernie przydatne przy miksowaniu repetycje i duża ilość przełamujących rytm utworu przestojów sprawiają, że parkietowy potencjał "Born This Way" dobrze wykorzystałby nawet didżej z dwutygodniowym stażem. Ale jeśli już musicie chwytać się GRUM, bardziej polecam ich remiks "Runaway" – tam to jest dopiero zabawa!

4. Beyonce – "Run The World (Girls)"
Najbardziej oczywisty miks roku? Zestawienie obok siebie "Run The World (Girls)" Beyonce z "Pon De Floor" Major Lazer. Może dlatego, że to pierwsze jest wyjątkowo bezczelnie oparte na samplu z tego drugiego? W 2009 roku świdrujący motyw "Pon De Floor" rozbrzmiewał na każdej imprezie, rok później chwytali się go tylko desperaci. Ale nadszedł 2011 i potwór powrócił. Chociaż Bóg mi świadkiem, że wolałbym już zasnąć z przyklejonymi do uszu słuchawkami, emitującymi na repeacie "Run The World (Girls)" Beyonce, niż jeszcze raz natknąć się na "On The Floor" jej konkurentki w walce o największe siedzenie show biznesu, czyli J.Lo.

3. Foster The People – "Pumped Up Kicks"
Jeśli w 2012 roku wychodziliście z domu przynajmniej na godzinę dziennie, mieliście jakieś 30% szans zetknięcia się z tym kawałkiem. Foster The People lecieli wszędzie – od namiotowych imprez na wielkich festiwalach po przenośne tranzystory w osiedlowych warzywniakach. Na didżejskich playlistach amerykańskie trio pojawiało się albo w wersji oryginalnej...

...albo koszmarnych, dubstepowych remiksach...

...ale i czasem w niegłupim remiksie Gigamesha, niezłego producenta nu disco.

Ja jednak po raz kolejny proszę: nie grajcie już tego na imprezach. Naprawdę. A przynajmniej nie w tej dekadzie.

2. Katy B – "Katy On A Mission"
Co prawda to wyspiarski hit z 2010 roku, ale my – zapewne z racji wydania przez Katy B w tym roku płyty, hehe – katowaliśmy go dopiero na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy. Nie wiem, co jeszcze mogę o nim mądrego napisać – ot świetny, popowy przebój, diabelnie łatwo wpadający w ucho i piekielnie ciężko wypadający z didżejskich playlist. Chociaż zaprzyjaźniony didżej utrzymuje, że przy tym kawałku najlepiej wyrwać na parkiecie tzw. dupy. Wierzę – "Katy On A Mission" znają już naprawdę wszyscy.

1. Lykke Li – "I Follow Rivers (The Magician remix)"
Polacy od dawna kochają wszystko, co skandynawskie – pamiętamy ABBĘ, przepracowaliśmy już szał na uduchowione dziwactwa z Islandii, a teraz mamy Lykke Li, ulubienicę rodzimych fanów "indie i ogólnie elektroniki" w przedziale 15 – 25 lat.

PODSUMOWANIE 2011: Najbardziej zgrane piosenki roku - T-Mobile Music
Lykke Li    fot. Medium

W sumie nie dziwota: Lykke jest cholernie ładna, pisze zupełnie czujne kompozycje, jej piosenki są podszyte i plemienną nutą, i północną wrażliwością, a klip do oryginału "I Follow Rivers" wygląda niczym skrzyżowanie "Frozen" Madonny z "Essential Killing" Skolimowskiego. To taka nasza sympatyczna wariatka, której nie idzie nie lubić. A już szczególnie remiksu "I Follow Rivers", którego skandowany refren to bodaj najczęściej młócony imprezowo chorus 2011 roku. Ta piosenka jest świetna, ale na Boga – ile? Ile można? Okazuje się, że można – moja przyjaciółka przesłuchała remix "I Follow Rivers" na swoim koncie last.fm dokładnie 444 razy. 444 razy. Chciałbym, żeby każdy twórca słuchał tyle razy swoich utworów przed ich nagraniem i puszczeniem w obieg. Mam wrażenie, że to jednak rzadkość.

OCEŃ: 9 -3
Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy
  • 12.01.2012
    dodany przez: Stolcowy
    Gość
    Przeczytałem, uświadomiłem sobie, że znam tylko jedną piosenkę z tego steku (Lady Gaga, chcąc nie chcąc w ucho wpadło) i poczułem się lepszy i szczęśliwszy.