Opinie
A A A
07.01.2012

RECENZJA: Trzecie uderzenie Siekiery

Ten scenariusz nie śnił się w najczarniejszych koszmarach punkom pamiętającym lata 80. Tomasz Adamski pod szyldem Siekiera nagrał płytę, którą śmiało można polecić fanom Stachury i Starego Dobrego Małżeństwa. Cóż, jeśli to komuś przeszkadza – jego strata.

Do niedawna wydawało się, że Siekiera przeszła do historii. Po rozwiązaniu zespołu pod koniec lat 80. Tomasz Adamski, główny tekściarz i autor piosenek grupy, zniknął ze świata muzyki. Poświęcił się poezji oraz prowadzeniu "Teatru Poszukującego" w Puławach. Pojawiające się raz na jakiś czas oferty nie skłoniły go do powrotu na scenę. Wydawało się, że idealnym pretekstem, by reaktywować zespół było wydanie w 2008 roku wczesnych nagrań Siekiery: nie było mowy o ponownym nagrywaniu utworów – na płytach znalazły się oryginalne nagrania z prób i koncertów w pierwszym składzie grupy z Tomaszem Budzyńskim. Adamski okazał się jednak człowiekiem z głową na karku, który nie podejmuje decyzji mając na uwadze wyłącznie stan konta. Reaktywacja pierwszego składu Siekiery z Budzym na wokalu nie miałaby racji bytu - panowie w ciągu kilkunastu lat oddalili się od siebie o lata świetlne. Mimo to krążek "Na wszystkich frontach świata" sprzedał się w większym nakładzie niż wydane w tamtym czasie w Polsce płyty Lenny'ego Kravitza i Alicii Keys razem wzięte. Szaleństwo.
A co zrobił Adamski z zarobionymi pieniędzmi? Zainwestował je w wyposażenie studia, które miało pomóc w nagraniu nowej płyty trzeciego wcielenia Siekiery.

RECENZJA: Trzecie uderzenie Siekiery - T-Mobile Music

Trudno znaleźć inny zespół, który na przestrzeni trzech płyt przeszedłby tak daleko idącą metamorfozę. W książeczce dołączonej do "Ballad na koniec świata", Adamski podkreśla, że akustyczny materiał zaprezentowany na płycie odzwierciedla aktualny etap jego artystycznego rozwoju. Jak sam przyznaje, w trakcie 23 lat od rozpadu Siekiery zdążył przerobić w głowie kilka płyt, które z różnych powodów nie ujrzały światła dziennego. Dlatego między "Nową Aleksandrią", a nowym wcieleniem Siekiery różnic jest tak wiele. Na najnowszym krążku Adamski odszedł od punkowych korzeni tak daleko, że gdyby mieć na uwadze względy czysto stylistyczne, mógłby sobie darować posługiwanie się nazwą dawnego zespołu. To jednak nadal jego muzyka i teksty, pod całością podpisuje się swoją osobą…  Jakie są więc te "Ballady na koniec świata?". Fani dawnego wcielenia grupy - trzymajcie się mocno, będziecie zaskoczeni.

Jeśli ktoś oczekuje spotkania z legendą punk rocka lat 80., będzie zawiedziony. Adamski na nowej płycie Siekiery jest przede wszystkim poetą. Jego wiersze odbijają jego spojrzenie na świat. Są spokojne, wyciszone, skupione na sprawach fundamentalnych. A piosenki stanowią dźwiękową ilustrację do tych poetyckich tekstów. Dzięki temu płyta w wielu miejscach przywodzi na myśl wczesne dokonania Grechuty, czy Cohena u których warstwa liryczna stoi na równi z muzyką. Nad muzyką z kolei unoszą się także duchy z płyt Dead Can Dance i ścieżki dźwiękowej do "Miasteczka Twin Peaks" Badalamentiego. Słychać to zwłaszcza w partiach instrumentalnych, otwierających i zamykających płytę, w których pobrzmiewają zupełnie niemodne syntezatory i orientalny duduk.  
Do tych porównań można dodać także odległą od punkowej estetyki grupę Stare Dobre Małżeństwo, opierającą swoje numery na wierszach m.in. Edwarda Stachury. Zresztą do Stachury bardzo Adamskiemu blisko. Każdy kto zestawi pisany po pierwszej próbie samobójczej autora "Siekierezady"  dziennik "Pogodzić się ze światem" i wstęp do płyty (zwłaszcza jego końcową część) zauważy, że mamy do czynienia z osobami o podobnej wrażliwości i spojrzeniu na świat, którym trochę ciężej od innych funkcjonuje się w społeczeństwie. Słychać to zwłaszcza w finałowej "Drodze na szczyt", w której Adamski śpiewa: "Wyciągam ręce do Twych gwiazd / Rozniecam ogień pośród miast / Czy warto było wiernym być / Na koniec świata z Tobą iść". Poza tym ślady Stachury słychać m.in. w "A gdyby" ("A gdyby można było tak, wyrzucić z serca urok zły / A gdyby można chociaż raz powiedzieć sobie / Powiedzieć sobie oto, oto warto żyć") i "Przekwitło lato" ("Przekwitło lato, odeszło, opadły dawne złudzenia / Napełnił stare winnice odwieczny miód zapomnienia").

Na nowej płycie Siekiery Tomasz Adamski utarł nosa wszystkim Brylewskim i Lipińskim, którzy poza wspominaniem dawnych lat w kolejnych filmach dokumentalnych, nie potrafią zająć słuchaczy żadną nową muzyką. Szkoda tylko, że album trwa zaledwie 45 minut. Szkoda też, że nigdy nie usłyszymy wspomnianych płyt, które grały w głowie artysty w ciągu ostatnich 23 lat. Jeśli były tak dobre, jak "Ballady na koniec świata", to naprawdę mamy czego żałować.

Siekiera "Ballady na koniec świata", Manufaktura Legenda

OCEŃ: 9 -4
8

Ocena autora:

Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy
  • 13.01.2012
    dodany przez: adam b
    Gość
    Mimo wszystko Brylewski jest wciąż na chodzie. Może 52UM nie był najwyższych lotów, a wszelkie reaktywacje nie wypadają najlepiej, ale nie powiem żeby Rob spoczął na laurach. Armia na DER PROZESS i FREAK też daje radę (co innego koncerty z "Legendą"). Także dosyć naciągany ten tekst. że Adamski utarł nosa. Ta muzyka mnie osobiście żenuje.
  • 9.01.2012
    dodany przez: Radek
    Gość
    Utarł nosa Brylewskim i Lipińskim? No żarty, zobacz Marcinie drogi gdzie się udziela Brylewski, w ilu projektach uczestniczy, które wciąż wydają nowe rzeczy. Żarty