T-MOBILE MUSIC
PODSUMOWANIE 2011: 10 polskich płyt, których nie było
Przedstawiamy krajowe płyty, które przeszły w ubiegłym roku słuchaczom koło ucha, nie spotykając się z należytym - naszym zdaniem - zainteresowaniem. Próbujemy ocalić je od zapomnienia.
Niewielka jest szansa na to, żeby któryś z poniższych albumów znalazł się w zestawieniach podsumowujących najlepsze polskie wydawnictwa mijającego roku. Niektóre z nich nawet nie doczekały się kompaktowej wersji, choć wszystkie przecież są znakomite. Jakim cudem nie spotkały się z szerszym zainteresowaniem? Tego nie wiemy. Wiemy jednak, że popularność nie jest miarą jakości i czasem szczęściu trzeba pomóc. Oto 10 na to dowodów.

10. Milcz Serce "Milcz serce" (wyd. własne)
Gitarowy debiut z Mysłowic. Muzycy spotkali się kilka lat wcześniej w zespole Gutierez, który zanim zakończył działalność, zdążył zagrać koncert przed Pearl Jam. Milcz Serce to jednak formacja, która nie ma czego szukać na wielkich scenach. W nowej grupie muzycy stawiają na kameralne rockowe brzmienia, które od pierwszego utworu odsyłają do tej charakterystycznej nastrojowości, rodem z górnośląskiego Manchesteru. To zdolni uczniowie Generała Stillwella i Myslovitz. Póki co materiał nie doczekał się oficjalnego wydania. Dziwne, bo miejscami grzeje mocniej, niż nowa płyta ekipy Rojka.

9. Kaseciarz "Surfin' Małopolska" (wyd. własne)
Nieznany nikomu krakowski gitarzysta, zasłuchany w The Ramones i Ściankę, nagrał płytę pełną punkowej energii i rockowej psychodelii. A wszystko to oparte na niewinnych surfrockowych melodiach. Jego album, zarejestrowany - jak mówi sam artysta - metodą "dziadostwa", daje ostro popalić. Gdyby zadebiutował w USA, z pewnością pochwaliłby go Pitchfork. Miałby też sporą szansę na trasę u boku Girls i Real Estate, a kto wie czy nawet nie reaktywowanych The Beach Boys. No dobra, tutaj może trochę się zapędziłem. Póki co możecie trafić na niego w krakowskich klubach. Warto.

8. Turnip Farm "All The Tangled Girls" (Gustaff Records/Locco Records)
Zostajemy jedną nogą w USA. Zostawiamy jednak szalone lata 60. i deski surfingowe, by przenieść się w lata 90., kiedy na MTV można było jeszcze znaleźć dobrą muzykę, a w garażach ciągle było słychać przestery. Panowie z Turnip Farm mieli nieco więcej szczęścia, niż powyższe dwie pozycje – ich płyta ukazała się oficjalnie. Zresztą nie ma się czemu dziwić, w końcu w składzie znaleźli się członkowie kapel Tin Pan Alley i nieistniejącej już formacji Blue Raincoat. Efektem ich spotkania jest surowa, dobrze hałasują płyta, utrzymana w postgrunge'owych klimatach. Całkowicie niemodne u nas granie. Ale za to jakie ciekawe.

7. Vreen "Good Luck ro-Man" (Radio Rodoz/Nasiono Records)
Vreen, czyli Mateusz Kunicki, samozwańczo określa siebie mianem pierwszego polskiego freak-folkowca. Debiutancki solowy krążek wydał w 2004 roku, więc nie ma powodu, by mu nie wierzyć. W międzyczasie muzyk popełnił kilka niezłych numerów, w takich trójmiejskich zespołach jak Kevin Arnold i His Name Is Robert Poulsen. "Good Luck ro-Man" to jego trzeci album wydany jako Vreen, zarazem najbardziej przystępny i przebojowy. Oczywiście, jak na freakfolkowe standardy. To także płyta dla tych, którzy od songwriterów wymagają nie tylko czarujących melodii, ale i frapujących tekstów.

6. Kiev Office "Anton Globba" (Nasiono Records)
Kiev Office, po udanym debiucie "Jest taka opcja" z 2009 roku, postanowili wkroczyć na bardziej bezkompromisową drogę. Muzycy zrezygnowali z mielenia indierockowych schematów, w zamian zaostrzyli gitary i postawili na muzykę różnorodną, szaloną, miejscami agresywną. Zresztą nie ma się czemu dziwić – patronem ich nowego krążka jest nieobliczalna grupa Totart, z Pawłem Konjo Konnakiem na czele ("Anton Globba" to tytuł jednego z jego wierszy). Dzięki tej płycie grupa zyskała własną tożsamość, to wielki krok naprzód w porównaniu do debiutu. Posłuchajcie tych gitar!

5. Don’t Be A Poor Person – "Lost And Found In The Woods" (wyd. własne)
Don’t Be A Poor Person nie mają szczęścia. Dwa lata temu samodzielnie zadebiutowali płytą "I Wish I Were Simple", która pokazała, że mamy do czynienia z zespołem o wielkich możliwościach. Mimo to ich muzyka nie wyszła poza Górny Śląsk. Dwa lata nic nie zmieniły w tej kwestii i grupa swój kolejny materiał udostępniła do pobrania z sieci . Szkoda, bo za taką muzykę warto dać każde pieniądze. To idealna propozycja dla fanów eksperymentów Blur z okresu "13" – nie tylko z uwagi na głos wokalisty. Don’t Be A Poor Person niespokojne ballady mieszają z dużą porcją ambientowych dźwięków. Ta płyta wzbogaci was o nowe emocje.

4. Trupa Trupa "Trupa Trupa LP" (wyd. własne)
Grzegorz Kwiatkowski, trójmiejski poeta z kilkoma sukcesami na koncie, w 2010 roku dał o sobie znać jako frontman grupy Trupa Trupa. Na pierwszej epce zwrócili na siebie uwagę ciekawym nawiązaniem do rockowych klimatów z lat 60. oraz polskimi tekstami. W końcu stanowisko poety zobowiązuje. Takie perełki jak "Opór" powinni omawiać w szkołach na lekcjach języka polskiego. Na debiucie wprawdzie polskich tekstów brak, ale brzmieniowo to nadal uczta dla uszu wszystkich zakochanych w rockowej psychodelii - od 13th Floor Elevators, The Doors… aż po czasy Joy Division. Gęsta, mroczna, bardzo inspirująca płyta.

3. George Dorn Screams "Go Cry On Somebody Else's Shoulder" (Ampersand Records)
Dżordże, przed laty dość mocno obecni w mediach, swój trzeci album nagrali ukradkiem, w tajemnicy przed wszystkimi. Jak pamiętamy, drugi krążek "O'Malley's Bar" zrealizowali w USA u boku Johna Congletona, ale tym razem postanowili nie przysłaniać zawartości płyty wielkimi nazwiskami. Pokazali za to, co potrafią najlepiej. To powrót do melodyjnego grania znanego z debiutu. Wizyta za oceanem zrobiła jednak swoje: grupa dorosła i zdobyte doświadczenie zaowocowało dojrzałym materiałem, gdzie słowo "piosenka" rozumiane jest na wiele różnych sposobów.

2. Mjut "Akcja ratowania ślimaków" (Mystic Production)
Polskie zespoły przyzwyczaiły nas do dziwnie brzmiących nazw i tytułów płyt. Na szczęście niektóre z nich, jak Mjut, udowadniają, że za słownym żartem może czaić się niezwykła muzyka. Na swój debiut kazali czekać długo. Od kilku lat można było ich spotkać na koncertach u boku Hey, Comy i happysad. Dostępne w sieci demówki nie zapowiadały jednak, że na debiucie Mjut zaprezentują się jako zespół o tak szerokich horyzontach. "Akcja ratowania ślimaków" to album przemyślanie skonstruowany, gdzie najważniejszy jest nastrój i to, co słychać w tle. Wszyscy, którzy przedwcześnie ochrzcili ich następcami happysad, powinni posłuchać tej płyty i wystosować małe sprostowanie.

1. Pogodno "Jestem wyjebany w kosmos" (Inferno Industry)
Mało znana niemiecka wytwórnia Inferno Industry postanowiła wydać na jednym krążku zestaw utworów Pogodno z lat 1996-98. Dla tych co nie pamiętają – to lata sprzed oficjalnego debiutu, kiedy grupa działała w składzie: Jacek Szymkiewicz, Adam Sołtysik i Tomek Kubik. Krążek wypełniają sześciominutowe gitarowe mini-etiudy, które choć surowe, udowadniają, że Budyń od początku był muzykiem o nieograniczonej wyobraźni, podążającym własną drogą. Rock'n'roll jest tu podany w (prawie) każdej postaci.
-
9.01.2012dodany przez: marcin
Brawo POGODNO! Tak trzymać szkoda tylko że nie na liście najczęściej kupowanych płyt ;) -
7.01.2012dodany przez: Versace
Mjut FTW! -
7.01.2012dodany przez: Versace
Mjut FTW!!! -
6.01.2012dodany przez: koalny
To mówicie, że Budyń od początku był muzykiem o nieograniczonej wyobraźni, podążającym własną drogą. -
komentarz
