T-MOBILE MUSIC
RECENZJA: Odtrutka na "Lulu"
Oficjalnie "Beyond Magnetic" to materiał, który Metallica wydała przy okazji urodzinowych koncertów w San Francisco. I jak sam tytuł wskazuje, należy go traktować jedynie jako suplement do albumu "Death Magnetic". Czyli niby nic, a jednak…
Szkopuł w tym, że Metallica równo sześć tygodni wcześniej wydała nagrany z Lou Reedem album "Lulu". Ambitny, bezkompromisowy w swojej nieprzystępności i - niestety - kompletnie niesłuchalny. Próba wyjścia poza metalowe ramy zakończyła się jakże piękną katastrofą (aż miło było poczytać te miażdżące recenzje z cyklu "kopanie leżącego"), ale przynajmniej próbowali. Błyskawicznie jednak pojawiły się w sieci informacje, że Metallica jest w zaawansowanym stadium prac nad nowym, dziesiątym albumem. Który oczywiście będzie stricte Metallikowy i w ogóle powrót do przeszłości pełną gębą… Wiadomo, przywykliśmy już do tego piarowego bełkotu.

Ale to wszystko przyszłość. Tymczasem dokładnie w 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego przez pewnego generała w ciemnych okularach, w sklepie iTunes pojawił się "Beyond Magnetic".
Cztery utwory, trwające w sumie prawie 30 minut, które są owocem sesji "Death Magnetic", a więc zostały zarejestrowane przez zespół na przełomie 2007 i 2008 roku. Opublikowane akurat teraz. Czyżby rzucone rozeźlonym fanom w formie rekompensaty za straty moralne wywołane przez "Lulu? A może szukam, jak zwykle zresztą, dziury w całym?
Technicznie rzecz rozpatrując, są to surowe miksy, ale szczerze mówiąc od czasów "St. Anger" żadna ekstrawagancja brzmieniowa w wykonaniu kompanii Hetfielda nie jest w stanie mnie już zdziwić. Drażni pykająca stopa Ulricha, czy zbyt schowany w bas, ale generalnie wszystko słychać, jak trzeba.
Bronią się też same kompozycje. "Hate Train" i "Rebel Of Babylon" mogłyby spokojnie zastąpić "Unforgiven III" i "Suicide & Redemption" na finalnej wersji albumu, z pożytkiem dla całokształtu "Death Magnetic". "Hell And Back" byłby z kolei bardzo na miejscu gdzieś na "Load/Reload". Odstaje jedynie trochę zbyt bałaganiarski, rozbity nieudaną kodą "Just A Bullet Away" (zostawiono tu nawet odliczanie przed pierwszym nabiciem Ulricha), ale na pewno nie jest to też siedem minut wyjętych z życia.
Generalnie Metallica należała do zespołów nie mających prawie nigdy B-side’ów, oprócz coverów, a i okazjonalne utwory autorskie nie umieszczone na żadnej płycie ograniczają się bodajże do "I Disappear" (soundtrack "Mission Impossible 2"). Tym bardziej cieszy takie wydawnictwo jak "Beyond Magnetic". Niedoskonałe, mające swoje oczywiste uchybienia, ale pokazujące jednocześnie ludzką twarz gigantów. Choćby nawet naznaczoną zmarszczkami, które pewnie złapali od Lou.
Metallica "Beyond Magnetic", wydanie cyfrowe
