Opinie
A A A
28.12.2011

PODSUMOWANIE 2011: Wydarzenie

Amy Winehouse, iTunes, płyta kompaktowa, EMI, dubstep – oto tematy najgorętszych okołomuzycznych dyskusji w 2011 roku.

Do końca roku już ostatnia, krótka prosta, poprosiłem więc koleżanki i kolegów z redakcji, by pomogli mi podsumować minione 12 miesięcy w muzyce. O najlepszych płytach polskich i zagranicznych, a także o koncertach, które zrobiły na nas w 2011 roku największe wrażenie, przeczytacie w najbliższych dniach. Dzisiaj omówienie wydarzeń, które wstrząsnęły nami, zasmuciły lub uradowały, albo dały nadzieję na to, że 2012 nie będzie aż tak zły, jak twierdzą Majowie.

PODSUMOWANIE 2011: Wydarzenie - T-Mobile Music
Katy B - nasza faworytka w kategorii "nowa twarz"    fot. Sony

Zaczniemy jednak od spraw bezsprzecznie smutnych, bo nawet jeśli narodził się w minionych miesiącach jakiś muzyczny geniusz, niestety nie jesteśmy jeszcze tego świadomi - za to na pewno geniusza, przynajmniej jednego, pożegnaliśmy. Śmierć Amy Winehouse, choć przecież nas nie zaskoczyła, wstrząsnęła nami do głębi. Dlatego, że ta wybitna wokalistka i znakomicie zapowiadająca się autorka nic już dla nas nie nagra i nigdy nie wejdzie na scenę, ale również dlatego, że choć wszyscy widzieliśmy, jak zsuwa się po równi pochyłej, choć wiedzieliśmy, jaki będzie tego koniec – nikt nie potrafił lub nie chciał jej pomóc.
Mówią, że rewolucja pożera własne dzieci. Jak się okazuje, show-biznes również, z niemniejszym apetytem. Dowodem nie tylko smutny los Amy Winehouse, ale i kłopoty zdrowotne Adele, która mogłaby zakończyć ten rok triumfalnie, gdyby nie fakt, że za nadmierną eksploatację głosu omal nie zapłaciła trwałym milczeniem. Nawiasem mówiąc - niemała w tym ironia losu, że już przy pierwszych potknięciach Winehouse to właśnie, debiutującą wówczas, Adele lansowano jako nową, zdrowszą, bezpieczniejszą Amy…

Z żalem żegnamy też Gila Scotta-Herona. Jego triumfalny, choć tak gorzki przecież, ubiegłoroczny comeback w postaci płyty "I'm New Here" zachwycił nas i rozbudził apetyty na więcej, a współpraca z Jamiem xx sprawiła, że Gila dostrzegła i doceniła publiczność nie tylko młodsza, ale i na co dzień niespecjalnie zainteresowana czarnymi brzmieniami. Zaproszenie do studia od Kanye Westa (Gil był współautorem piosenki "Who Will Survive in America", zamykającej album "My Beautiful Dark Twisted Fantasy") przywróciło też wokaliście należny mu status w branży za oceanem. Sam miałem to szczęście, że widziałem jego koncert w ubiegłym roku, na festiwalu Womad i nigdy go nie zapomnę, ale już planowany na lato 2011 występ Gila w Polsce nie mógł się odbyć. Artysta zmarł 27 maja, w wyniku komplikacji spowodowanych infekcją złapaną na europejskiej trasie. Na szczęście nie odchodził jako przegrany, złamany przez życie, zapomniany mistrz, ale jako artysta należycie doceniany i kochany.

PODSUMOWANIE 2011: Wydarzenie - T-Mobile Music
Michaelowi mówimy nie "żegnaj", lecz "do widzenia"     fot. Medium

Nie cieszyliśmy się też z rozpadu kilku ulubionych formacji, choć tu mamy do czynienia z procesem odwracalnym – przecież po to zespoły się rozpadają, by powrócić w blasku i chwale, prawda? Najwięksi nieobecni 2011 roku to oczywiście R.E.M., choć jeśli pogłoski o zawieszeniu działalności przez Sonic Youth okażą się prawdziwe, pozwolimy sobie na strącenie ekipy Stipe'a z pierwszego miejsca listy rozczarowań. Poza tym uprzejmie donosimy, że redaktor Dunaj oflagował się i odbył trzydniową głodówkę z okazji odwołania warszawskiego koncertu Queens Of The Stone Age.
Ale nie ma się co udręczać, bo mam wrażenie, że mieliśmy do czynienia z ostatnim rokiem, w którym liczba spektakularnych reaktywacji przewyższała liczbę spektakularnych końców działalności, a to dlatego, że reaktywowali się już prawie wszyscy. W tym roku na przykład Siekiera (pełne zaskoczenie, muzyką również!), Mazzy Star, Lamb, System Of A Down i Black Sabbath – a to tylko czubek góry lodowej. Redaktor Flint dodatkowo cieszy się z powrotu bigbitu, ale mam nadzieję, że świadczy to raczej o jego zauroczeniu Anią Rusowicz, niż realnym powrocie polskiej muzyki do odległej o kilka dekad, choćby i chlubnej, przeszłości.

Jesteśmy pod wrażeniem wyjścia dubstepu z ciemnych klubowych zakamarków na światło dzienne mainstreamu, czy to za sprawą połączenia owego z innymi gatunkami (Katy B, Jamie Woon, James Blake i wreszcie Skrillex et consortes z Kornem, ale też elementy takich brzmień w stricte popowych produkcjach), czy wreszcie coraz większej popularności samego dubstepu. Czy tam post-dubstepu, jak chcą puryści. Albo i dull-stepu, jak szyderczo życzy sobie brytyjski "Guardian". I choć niżej podpisany więcej sobie po tym okołodubstepowym zamieszaniu obiecywał, choć miał nadzieję, że za Blakiem i Katy B ruszy tłum innych, nie gorszych, nie sposób nie docenić faktu, że lekki powiew świeżości – niechby nawet była to świeżość sprzed kilku sezonów – dało się odczuć. Przełom to jeszcze żaden, szaleństwa na miarę grunge'u nie odnotowano, ale lepsze to niż nic.

PODSUMOWANIE 2011: Wydarzenie - T-Mobile Music
Skrillex. Raczej nie z Kornem    fot. Medium

Zresztą, prawda jest taka, że bardziej niż na tym CZEGO słuchamy, skupialiśmy się na tym JAK i SKĄD. Radiohead nie zaskoczyli nas tym, że znów nas zaskoczyli sposobem wydania płyty, w dodatku utrzymując ten fakt w tajemnicy niemal do premiery. Niestety, muszę się przyznać, że "The King of Limbs" w fizycznej postaci wciąż nie mam, bo boję się, że biodegradowalne opakowanie albumu zutylizuje mi się na półce… Kroku swoim brytyjskim kolegom postanowiła dotrzymać Björk, która tak nawydziwiała z wirtualnymi gadżetami towarzyszącymi albumowi "Biophilia", że w większości recenzji zabrakło miejsca na odnotowanie faktu, że płyta szalonej Islandki zawiera sporo znakomitej muzyki.

Wciąż trwa festiwal przepakowywania dostępnych już materiałów do nowych, ładniejszych pudełek. Czasem jest to mniej potrzebne ("Nevermind" Nirvany), czasem bardziej (wreszcie oficjalnie dostępne kompletne "The Smile Sessions" Beach Boys), a czasem wcale niepotrzebne - jak nowe wydania płyt Pink Floyd - za to zaskakujące zwrotem akcji. Otóż Floydzi, kiedyś tacy bardzo do przodu, znów postanowili kroczyć w awangardzie i wyłamali się z szalonego rytuału psucia reedycji przez podkręcanie ich głośności. Co z jednej strony cieszy, a z drugiej… Pewnie do 2015 roku znów będziemy wymieniać całe dyskografie ulubionych wykonawców na wydawnictwa z "nowym, lepszym masteringiem, wiernym dynamice oryginałów".

PODSUMOWANIE 2011: Wydarzenie - T-Mobile Music
Głośno było o cichych płytach Floydów     fot. Medium

Choćby z tego powodu śmierć kompaktu, uroczyście odtrąbiona jesienią, jeszcze długo nie nadejdzie. Zresztą, okazało się, że rzekome badania, na które powołało się niemało poważnych mediów, to tylko internetowe trollowanie jakiegoś żartownisia, a nie poważna analiza rynku. Co nie zmienia faktu, że sposób w jaki korzystamy z muzyki wciąż się zmienia i zmieniać będzie.
Ot, choćby polska wersja iTunes – choć trochę późno i po cichu, i z cenami nie do końca dostosowanymi do możliwości naszych portfeli - to bez wątpienia wielkie i miejmy nadzieję, że przełomowe wydarzenie. Które nie tylko ucywilizuje nieco nad Wisłą kwestię legalnego dostępu do muzyki w sieci, ale też pomoże rodzimym wykonawcom zaistnieć hen, za górami, za lasami.
Cieszy też coraz większa popularność Soundcloud, a co za tym idzie, coraz większa ilość przedpremierowych i darmowych odsłuchań płyt w tym serwisie, a martwi dotkliwa nieobecność w naszym kraju rozwiązań streamingowych w rodzaju Spotify. Czy po prostu Spotify, w którym – to dobra wiadomość – znaleźć można coraz więcej nagrań polskich wykonawców.

Zaintrygowała nas wiadomość o sprzedaży muzycznej części koncernu EMI innemu gigantowi – Universalowi (po publishing sięgnęło Sony). Nie wiemy czy się cieszyć, czy martwić, bo z jednej strony EMI ostatnio wyraźnie robił bokami (polski oddział był akurat pozytywnym wyjątkiem) i nowe otwarcie było potrzebne. Ale z drugiej – czy dla branży muzycznej powstanie takiego megamejdżersa to dobre rozwiązanie? Tym bardziej, że niezależni, choć walczą dzielnie na gruncie artystycznym, pieniędzy na promocję nigdy nie mieli, a dystrybucja płyt to teraz temat trudniejszy, niż kiedykolwiek wcześniej.

No, ale jeśli nie będziemy mieli skąd brać muzyki do posłuchania, zawsze będziemy mogli sobie o niej poczytać. Za polskie wydanie "Reszta jest hałasem. Słuchając XX wieku" Aleksa Rossa wielkie brawa dla PIW, a redaktor Wawro opowie wam, czemu zaskoczył stolarza zamówieniem nowej półki nie na płyty, ale na książki: "Po latach posuchy, kiedy to muzyczna biografia oznaczała często najnudniejszą książkę w całej księgarni, wreszcie coś się zmieniło - biografię Richardsa czytało się szybko i przyjemnie, wywiady-rzeki (Muniek Staszczyk, Krzysiek Grabowski / Dezerter, Grabaż) jeszcze lepiej. Przy czym poprawa literackiej jakości nie idzie w parze ze zmniejszeniem ilości, bo na rynku prawdziwy wysyp tytułów – na Zachodzie tylko ostatnio ukazały się książki o Pearl Jam, Iommim, Mustainie, Duffie McKaganie, Weilandzie, Stevenie Taylerze, czy zbiór wywiadów z Waitsem, a w Polsce "Soul Side Story" Budzyńskiego, Urbaniak, Villas, Niedźwiecki itd., itp. – no naprawdę, jest co czytać".

A kiedy już czytanie nam się znudzi, zawsze można coś o muzyce i okolicach pooglądać. Nergal w TVP to wydarzenie mijającego roku, bez dwóch zdań, choć szkoda trochę, że nie muzyczne aspekty programu, w którym wziął udział, były najchętniej nagłaśniane przez media i dyskutowane w polskich domach. A przecież jeśli komuś się nie podobało, zawsze mógł wyłączyć telewizor i pójść na koncert – do klubu, albo na festiwal, bo mimo kryzysu, muzyka grana na żywo wciąż rośnie w siłę. Najlepszym koncertom minionego roku poświęcimy osobne podsumowanie, ale już dzisiaj donoszę, że do rangi wydarzenia w tej kategorii zaliczyliśmy przede wszystkim występ Prince'a na Open'erze, OFF Festival oraz pojawienie się w Polsce programu Electronic Beats. W dwóch ostatnich przedsięwzięciach jako T-Mobie Music aktywnie uczestniczyliśmy, czego pod płaszczykiem fałszywej skromności kryć nie zamierzamy. Wręcz przeciwnie – z dumą prężymy wątłe piersi i życzymy sobie, i Wam, więcej podobnych wrażeń w nadchodzącym Nowym Roku.

OCEŃ: 13 -1
Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy
  • 28.12.2011
    dodany przez: Brunhilda
    Gość
    Ale jak mieliśmy pomóc Amy W? Napisać pokrzepiającego maila czy wykupić miejsce w placówce odwykowej?