Opinie
A A A
20.12.2011

PODSUMOWANIE 2011: Soul i r'n'b

Po bardzo dobrym 2010 roku (Badu, Bilal, Janelle Monáe, Cee Lo, Aloe Blacc), przyszło 12 miesięcy, które niełatwo podsumować. Tłustymi na pewno bym ich nie nazwał.

W r'n'b trwa okres totalnego rozwadniania gatunku i mieszania go ze wszystkim, co tylko możliwe. Najczęściej niestety z marną muzyką dance, autorstwa pewnego francuskiego didżeja oraz faceta, który w ramach Black Eyed Peas jeszcze pod koniec lat 90. wyznaczał nową jakość w hip-hopie. Sampluje się klasyki disco czy popu sprzed dwóch dekad, non stop szufluje tymi samymi nazwiskami, zapraszając gości (Pitbull, Lil Wayne, Nicki Minaj), produkuje wydawnictwa według tego samego schematu - dwa albo trzy single pod kątem iTunesa i wypełniacze. Wyjątki od tej przykrej reguły zliczyłem na palcach jednej ręki.

Soul, ten widziany klasycznie, z autorskimi tekstami, bogatymi aranżacjami wykorzystującymi oczywiście żywe instrumenty, też nie dostarczył za wielu wrażeń. Wciąż trwa penetrowanie brzmień lat 70. (Mayer Hawthorne, Raphael Saadiq), wciąż oczekujemy na powrót D'Angelo, na powiew świeżego powietrza. Czy okaże się nim na dłuższą metę nurt, do którego można wrzucić solowe dokonania The-Dreama, płyty Jamie'ego Woona czy The Weeknd? Duszna wypadkowa elektroniki i r'n'b brzmi intrygująco, wciąga. Sprawdza się zarówno w mrocznych, zadymionych klubach, jak i na dużych imprezach.

Czy będzie to tylko wydarzenie sezonu, czy też coś, co na stałe wpisze się w krajobraz czarnej muzyki? Czas pokaże. Zanim jednak poznamy przyszłość, podsumujmy 2011 rok. Bo choć obyło się bez rewelacji, smaczków godnych zapamiętania na szczęście nie zabrakło.

PODSUMOWANIE 2011: Soul i r\'n\'b - T-Mobile Music
Nikki Jean   fot. Medium

10. Nikki Jean - Pennies in a Jar (S-Curve)
Niesprawiedliwie przemilczany debiutancki album 28-latki z mroźnej Minnesoty to porcja przyjemnych, świetnie napisanych piosenek, przy których uśmiech nie schodzi z twarzy. Nie sposób się jednak temu dziwić, skoro Nikki wspomogli w nagraniach m.in. Black Thought z The Roots, Lupe Fiasco, Burt Bacharach, Lamont Dozier (facet, który na dobrą sprawę definiował brzmienie Motown w latach 70.) oraz sam Bob Dylan! Bombowe refreny, proste, ale niezwykle chwytliwe melodie i ogromny potencjał singlowy przynajmniej połowy longplaya. Nic unikalnego, a cieszy! Takie retro lubię.

9. Kindred The Family Soul - Love Has No Recession (Shanachie)
Filadelfia musi być dumna z małżeńskiego duetu. Niby wciąż nagrywają ten sam ciepły, przyjemny philly-neo-soul, ale z płyty na płytę robią to coraz lepiej. I co najważniejsze, nie celują w banalne single tylko z uporem godnym wyższej sprawy próbują nawrócić swoich słuchaczy, otworzyć im oczy na sprawy, których być może na co dzień nie dostrzegamy. Szczegóły znajdziecie tutaj.

8. Dego - A Wha' Him Deh Pon? (2000 Black)
Połowa formacji 4Hero z debiutanckim autorskim materiałem. Po latach współpracy z niezliczonym gronem muzyków pochodzących przede wszystkim z Zachodniego Londynu, Dego wziął sprawy w swoje ręce i przygotował wydawnictwo w połowie śpiewane, a w połowie instrumentalne. Jego soul to muzyka przyszłości, oparta przede wszystkim na świetnych partiach klawiszy, śmiało korzystająca z jazzu czy brzmień klubowych. Wokalnie popisują się m.in. Georgia Anne Muldrow, Nia Andrews i Sharlene Hector, a płyta daje przede wszystkim odpowiedź, kto za co odpowiada w 4Hero. Otóż Dego na pewno wybiega myślami do przodu, a Mark Mac ceni sobie klasyków pokroju Stevie'ego Wondera. Jedna zagadka rozwiązana.

7. Mark de Clive-Lowe - Renegades (Tru Thoughts)
Facet, którego nazywano swego czasu nowym Herbie Hancockiem, znów zaskoczył. Zazwyczaj produkcje Marka wyznaczały kierunki czarnych brzmień na kolejne laty, a tym razem buduje on na bardzo klasycznych fundamentach i zaprezentował wydawnictwo, na którym wizjonerstwo ustępuje miejsca relaksującemu klimatowi. Wpływ słonecznego Los Angeles okazał się najwyraźniej decydujący. Smaczne, pozytywne, takie w sam raz na leniwą wiosenną sobotę. Posłuchajcie sami.

PODSUMOWANIE 2011: Soul i r\'n\'b - T-Mobile Music
Soul czy nie soul, Beyonce zasługuje na zwycięstwo we wszystkich rankingach    fot. Medium

6. Beyoncé - 4 (Sony Music)
Im częściej słucham, tym bardziej mi się podoba. Nie jestem w tym odosobniony, bo właśnie rzuciłem okiem na oceny w serwisach zagranicznych i to najlepiej przyjęty z solowych albumów małżonki Jaya-Z. W pełni zasłużenie. A że bardziej niż do tego rankingu pasowałaby ta pozycja do popu? Nic nie szkodzi, może być i tu, i tam. Dla mnie to bliska ideału forma współczesnego r'n'b. Domieszka hip-hopu, nawiązania do musicali, bluesa i dobre teksty.
Tak, B zrobiła kawał dobrej roboty

5. Adele - 21 (XL)
Serwisy plotkarskie prześcigają się w informacjach na temat zdrowotnych problemów Adele, posuwając się nawet do sugestii, że "21" to może być jej ostatnia płyta. Mam ogromną nadzieję, że to czarnowidztwo się nie spełni, bo młodziutka Brytyjka z każdym rokiem jest lepsza, nagrywa muzykę pełną emocji i kunsztu. I tak naprawdę trudno w łatwy sposób wyjaśnić fenomen jej popularności, którego najlepszym dowodem jest sprzedanie w 11 miesięcy ponad 12 milionów sztuk "21"! To wynik doprawdy szokujący, gdy mamy do czynienia ze skromną, szczelnie chroniącą swoje życie prywatne dziewczyną, którą skandale zdają się brzydzić. No nic, mniejsza z tym. Z Adele mam ten sam problem, co z Beyoncé. Czy to jeszcze soul? Czy pasuje tutaj? Wydaje się, że tak. Co prawda w bardzo popowym, momentami trochę za rzadkim sosie, ale jednak pasuje. Oby tylko mieszkanka Londynu nie poszła drogą Joss Stone i nie zaczęła śpiewać smętnego barowego folk-country. Tego jej nie wybaczę.

4. The Weeknd - House of Balloons (wydawnictwo niezależne)
Jedna z dwóch największych sensacji 2011 roku w temacie r'n'b i jeden z dwóch Kanadyjczyków w najściślejszej czołówce. Zarazem idealny znak czasów w muzyce, bo "House of Balloons" to wydawnictwo bezpłatne, zamieszczone w internecie bez większego szumu. Ten zrodził się wraz z kolejnymi pozytywnymi opiniami ze strony innych artystów, niezależnych dziennikarzy czy też serwisów, które za punkt honoru stawiają sobie wynajdywanie i promowanie najświeższych, najciekawszych twórców oraz zjawisk. Za projektem The Weeknd stoi raptem 21-letni Abel Tesfaye, mieszkaniec Toronto o etiopskich korzeniach. Co wyróżnia jego muzykę? Klimat. Tak, to banalne, ale kluczem do sukcesu jest dobranie przez Abela takich bitów, które tworzą niesamowity nastrój, jakby zmysłowe piosenki r'n'b zostały odegrane w pogrążonej w ciemnościach kopalni. Muzyka kwaśna, wymagająca skupienia, ale cholernie wciągająca. Warto mieć tego faceta na oku.

PODSUMOWANIE 2011: Soul i r\'n\'b - T-Mobile Music

3. Frank Ocean - Nostalgia, Ultra (wydawnictwo niezależne)
Kolejny wyśmienity niezależny debiut. Gdyby przyznawać punkty tylko za okładkę i formę wydania (darmowy mixtape stylizowany na wydawnictwo kasetowe, stąd są też instrumentale z Radiohead czy MGMT), byłby niechybnie na szczycie. Doskonały tekściarz, który już niebawem będzie jedną z największych postaci amerykańskiej sceny. Pisał dla Beyoncé, śpiewał na "Watch the Throne" Jaya-Z i Westa, jest wielką nadzieją Def Jamu na kolejne lata. I wydaje się, że po prostu musi mu się udać, bo jest bardziej intrygujący niż Usher przed piętnastoma laty, ma głos nie gorszy niż chociażby R. Kelly, a za produkcję jego oficjalnego materiału wezmą się najwięksi, z Tricky Stewartem na czele. Od nas medal za największą niespodziankę i przypomnienie r'n'b w starym dobrym stylu.

PODSUMOWANIE 2011: Soul i r\'n\'b - T-Mobile Music

2. Jill Scott - The Light of The Sun (Warner)
Są artyści, którzy nie umieją nagrywać słabej muzyki. Ba, oni zawsze nagrywają rzeczy z najwyższej półki. Czasem wyjdzie im trochę gorzej, ale potem rekompensują nam to wydawnictwem niemal wzorowym. Oto Jill Scott i jej najnowsze dzieło. Z każdym odsłuchem zyskuje. Latem bujało głową, jesienią przyjemnie ogrzewa. Raz słuchamy ze względu na wspaniałe, bogate aranżacje, a potem wracamy, żeby wsłuchać się w wiersze i muzyczną poezję Scott. Wydawało się mi się z początku, że "The Light Of The Sun" jest trochę za bezpieczne, niezbyt odbiegające od wcześniejszych dokonań Jill, ale po czasie stwierdzam, że to jednak spory krok do przodu artystki, kolejny etap jej kariery. I za to czapki z głów.

PODSUMOWANIE 2011: Soul i r\'n\'b - T-Mobile Music
Nie, Drake nie chowa urazy do redaktora Cały za zbyt niską ocenę płyty...    fot. Universal

1. Drake - Take Care (Young Money)
Przesłuchałem "Take Care" już przynajmniej 50 razy od premiery. Od deski do deski, bez żadnego przełączenia. Gdybym dziś miał wystawiać ocenę przy tej recenzji, zapewne byłaby o oczko wyższa. Wszystko co w znajdziecie w tym tekście jest prawdą. Upewniam się w tym każdego dnia. A jeśli dzisiaj jeszcze nie rozumiecie, nie doceniacie tej płyty, nic nie szkodzi. Na wszystko przyjdzie czas. Stevie Wonder czy André 3000 nie grają ze słabymi.

OCEŃ: 7 -3
Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy
  • 11.01.2012
    dodany przez: sssss
    Gość
    Drake to nie rap?
  • 23.12.2011
    dodany przez: Prosiak
    Gość
    EEEE... Pan o ksywce The Weeknd zjada Drake'a w każdej kategorii może poza komercyjnością. Take Care świetny album,
    ale House Of Balloons razem z Echoes Of Silence to dwa najlepsze albumy r'n'b w tym roku. Zgodzę się z tym, że warto mieć
    The Weeknd na oku bo dawno już nie słyszałem takiej świeżości i klimatu w tym gatunku.
  • 23.12.2011
    dodany przez: Maik
    Gość
    A gdzie Nneka i jej "Soul is heavy"?
  • 20.12.2011
    dodany przez: Sprawiedliwy
    Gość
    Odkąd Adele to soul/r'n'b? Dlaczego brakuje Raphaela Saadiqa ? Znowu "błędy, rymy, życie" ?
  • 20.12.2011
    dodany przez: Sprawiedliwy
    Gość
    Odkąd Adele to soul/r'n'b? Dlaczego brakuje Raphaela Saadiqa? Znowu "błędy, rymy, życie" ?