T-MOBILE MUSIC
WYWIAD: Dziewczyńskie rzeczy
- Amy była wybitną artystką i pozwoliła mi zaistnieć. Nic dziwnego, że wszystko, co nagram, będzie odnoszone do jej muzyki - powiedziała nam Dionne Bromfield, piętnastoletnia chrześnica Amy Winehouse.

Zdjęcia: Universal Music
Do Polski przyjechała na weekend. Promując płytę "Good for the Soul" zaśpiewała w kilku programach telewizyjnych (m.in. finale "Tańca z Gwiazdami"), dała serię wywiadów. Zastrzeżenie było jedno - wszystkie pytania, w których pojawiałaś się wątek Amy Winehouse, musiały przejść przez czujnych menadżerów. Tych samych, którzy opiekowali się kiedyś właśnie autorką hitu "Rehab". Panowie bardzo chronią swoją młodą podopieczną i... trudno się temu dziwić.
Na wstępie Dionne ucieszyła z tego, że ma okazję zobaczyć Warszawę i stwierdziła, że Polacy są bardzo mili, pomocni oraz uczynni. Była zaskoczona deszczową pogodą i tym, że późnojesienne dni są u nas takie krótkie i ponure. Narzekania jednak nie było, przyszła więc pora na zasadniczą rozmowę.
Zaczęłaś profesjonalną, międzynarodową karierę, a wciąż się uczysz, chodzisz do szkoły. Jak udaje ci się to pogodzić? Bywa ciężko?
To prawda. Wciąż uczę się w londyńskiej Sylvia Young Theatre School, jestem teraz na dobrą sprawę na ostatnim etapie. Tak naprawdę dopiero od roku czułam, jak trudno znaleźć równowagę, pogodzić to, ale muszę przyznać, że szkoła bardzo mi pomaga, idzie na rękę i zarazem bardzo wiele daje. To fantastyczne miejsce do nauki.
Masz indywidualny tryb nauczania, czy też idziesz takim samym programem jak reszta rówieśników?
Bardzo bym chciała być takim wolnym uczniem, ale na razie muszę robić to samo, co wszyscy, zdawać te same egzaminy. W tej chwili moje główne specjalności to gra aktorska, taniec i nauka śpiewu. W czwartki i piątki jest tylko taniec, więc w tych dniach bardzo często w szkole mnie nie ma.
Jeździsz wtedy po świecie i promujesz swoją muzykę.
Tak, dokładnie. Szkoła schodzi na drugi plan.
Czy mimo tego nadmiaru zajęć masz wolny czas? Co wówczas lubisz robić? Poświęcasz go przyjaciołom?
Tak, przede wszystkim spotykam się ze znajomymi. W końcu jestem nastolatką i chcę robić dokładnie to samo, co robią nastolatki na całym świecie. Kariera tu nic nie zmienia. Mam swoje lata i chcę z nich korzystać jak najlepiej się da. A co lubię robić? Dziewczyńskie rzeczy. (śmiech) Kino, zakupy, dużo spania. To bardzo lubię.
Koncerty, kluby?
Koncerty, zdecydowanie! Uwielbiam oglądać muzykę na żywo. Zarówno wielkie gwiazdy, jak i swoich znajomych, ludzi ze szkoły.
I gdy widzisz na scenie znanego artystę, jak to odbierasz? Czy jak zwykła fanka, czy jednak bardziej jako artystka, która ogląda to show od strony czysto profesjonalnej?
Ostatnio byłam na występie Ushera, bo tego chciałam, zawsze byłam wielką fanką jego muzyki. Ale to chyba naturalne, że staram się też poczynić różne spostrzeżenia, coś zapamiętać, ocenić od bardziej profesjonalnej strony i przede wszystkim czegoś się nauczyć. Jestem młodą artystką, dopiero na początku swojej drogi, więc jeszcze mnóstwo pracy przede mną.

Nie chcę cię męczyć i nawet nie bardzo mogę, pytaniami o Amy, ale kilka zadać muszę. Byłaś jej podopieczną, sporo razem pracowałyście. Jaka jest najważniejsza nauka, którą ci przekazała?
Hmm, chyba rada, żeby zawsze pisać samemu swoją muzykę. Uważała to za absolutną podstawę, coś najważniejszego. Pytałam się jej - dlaczego to takie istotne, a ona zawsze odpowiadała, że dopiero wtedy, gdy to będzie twój tekst, gdy będziesz czuwała nad kompozycją, ta muzyka będzie w pełni twoja. I z czasem to zrozumiałam. Kolejna nauka, którą uważam za niezwykle ważną to, aby zawsze zachować skromność i pokorę, twardo stąpać po ziemi.
To ciekawe, co powiedziałaś. Bo wiadomo, że inspirujesz się muzyką soul oraz r'n'b. Część reprezentantów tych gatunków, np. Erykah Badu czy Jill Scott, samodzielnie pisze sobie teksty. Ale już Usher czy Joss Stone sięgają po pomoc z zewnątrz, Mary J. Blige też nie wszystko pisze sama. Czy to nie kłóci się z tą autentycznością?
Nie można negować wartości Ushera czy Mary J. Blige, bo to są wspaniali artyści, niesamowicie utalentowani, mający za sobą bagaż doświadczeń. Jeśli śpiewasz soul albo jazz i chcesz przekazać szczere, prawdziwe emocje to albo musisz pisać samemu, albo pracować nad tekstami z ich autorami twarzą w twarz. Nie każdy ma talent do pisania, ale poprzez takie sesje może przekazać swoje myśli, które ktoś dobrze ubierze w słowa. I to jest OK. W innym wypadku to jedynie pop z czarnymi elementami.
To dobry czas dla wokalistek z Wysp. Adele święci wielkie triumfy, wcześniej wspaniałe wyniki miała Amy.
Teraz jest niesamowity czas Adele. Ona przeciera nam wszystkim ścieżki. Jest wspaniała! Być może mi też będzie łatwiej zaistnieć poza granicami dzięki temu, że ona robi nam doskonałą reklamę. Na Wyspach nie ma jednak wielu osób w młodym wieku zajmujących się muzyką. Nie mogę się więc z nikim porównywać i dla mnie to dobre.
To musiało być trudne - nagrać debiutancką, dojrzałą płytę, w wieku 13 lat. Mylę się?
Nie, masz w pełni rację. To było dziwne, niezwykłe doświadczenie. Trudno to z czymkolwiek porównać! (śmiech) A tak poważnie - było fajnie. Pierwszą płytę zaczęłam nagrywać mając 12 lat i to była przede wszystkim dobra zabawa. To było tak naprawdę moje przywitanie z ludźmi, na zasadzie: "Zobaczcie, ja naprawdę umiem śpiewać!". Nie pisałam wtedy tekstów, bo co ja miałam tak naprawdę do przekazania? Teraz się to zmieniło. Nowa płyta to taki właściwy debiut. Teraz muzyka jest dla mnie już w pełni pamiętnikiem, zapiskiem życiowych przejść.
Masz jednak świadomość, że póki co trudno ci będzie trafić do starszych, dojrzałych fanów? Takich jak rówieśnicy wspominanej wcześniej Mary J. Blige chociażby.
Oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę. Tyle że staram się o tym nie myśleć. Po prostu robię to, co kocham, jak najlepiej potrafię.
A na kim się wzorujesz? Kto jest twoją inspiracją?
Musiałabym długo wymieniać. Ale na pewno na pierwszym miejscu jest Aretha Franklin. Lauryn Hill, Beyonce, one też, na pewno! Beyonce jest niesamowita. Podziwiam ją pod każdym względem. Jej głos jest wspaniały, potrafi rozszarpać na strzępy.
Czy twoim zdaniem to wzór wokalistki A.D. 2011? Jeśli chodzi o kwestie artystyczne, ale też to, jaką jest kobietą?
Tak, mogę się pod tym podpisać. Nigdy nie przeczytałam niczego złego na jej temat. A poza tym widać, że ona wkłada zawsze sto procent siebie we wszystko, co robi. Nigdy półśrodków, zawsze na maksa! Jest wspaniała.
To teraz, jeśli chcesz kiedyś być na jej miejscu, musisz poszukać sobie jakiegoś znanego rapera i się w nim zakochać. (śmiech)
Tak, to fakt. Tylko nie może być tak brzydki jak Jay-Z. (śmiech) On jest straszny. Chociaż to oczywiście świetny artysta.
Może Tinchy Stryder?
To dobry pomysł, on jest bardzo przystojny i miły.
Spytałem o Tinchy'ego, bo właśnie z nim nagrałaś ostatnio kawałek, który będzie hymnem igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku. Czujesz emocje związane z tym nadchodzącym wydarzeniem? To będą gorące dni!
Jestem podekscytowana, oczywiście. Poczułam się bardzo wyróżniona możliwością nagrania tego kawałka. Ideą było, aby za sprawą tej piosenki młodym ludziom udzieliła się ta atmosfera, by dać im coś pozytywnego. Wiadomo że w Londynie ostatnio nie działo się najlepiej i teraz jest czas, aby to zmienić! Ja sama zupełnie nie interesuję się sportem, ale wiem, że to będą ważne i piękne dni dla Londynu. Oby młodzi też to poczuli, niech zarażą się entuzjazmem, atmosferą pięknej sportowej rywalizacji.

Autorką tej piosenki jest Speech Debelle, gwiazda wytwórni Ninja Tune.
Tak, to jej utwór! Speech nie jest może bardzo popularna, nie jest znana każdemu, ale to wspaniała artystka. Pomogła mi w nagraniu, stworzyła refren, nie wnikała tylko w partie Tinchy'ego, ale on jak wiadomo jest raperem, więc pracuje na własne konto.
Łączenie r'n'b, rapu i muzyki dance to teraz najgorętsza moda na muzycznej scenie.
Zgadzam się w pełni. Sama nigdy nie zdecydowałabym się na to, żeby zrobić miałki pop, ale jeśli popem jest robienie tak gorącej, ciekawej kooperacji to już zmienia postać rzeczy. Łączenie muzyki generalnie jest w porządku. Mnóstwo młodych ludzi, takich w moim wieku, nie zna twórców soulu. Nie wiedzą, kto to Aretha Franklin. A czasem poprzez sample, remiksy mogą się tego dowiedzieć. To dobra tendencja.
Ale trochę męcząca, nie uważasz? Kawałki Guetty czy Will.I.Ama są do siebie bliźniaczo podobne. Wszędzie wokodery, Pitbull jako gość, żadnych emocji.
Cóż, sama tańczyłam do kawałków Guetty, chyba każdy to robił. Taka jest moda. Poza tym to, że mi się akurat to nie podoba, nie zmniejsza mojego szacunku dla sukcesu, jaki osiągnął. A że nagrywa bardzo podobne numery? Skoro ludziom się to podoba... Nie mnie oceniać.
To na koniec ostatni wątek związany z Amy. Wiesz, że jeszcze długo, bardzo długo będziesz z nią porównywana. Nie denerwuje cię to?
Nie, to zupełnie normalna sytuacja. Amy była wybitną artystką i pozwoliła mi zaistnieć. Nic dziwnego, że wszystko, co nagram, będzie odnoszone do jej muzyki. Nie ucieknę od tego. Przede mną bardzo dużo pracy, żeby to się zmieniło. Mam jednak na to dużo czasu i jestem dobrej myśli.
