T-MOBILE MUSIC
RECENZJA: Ponieśli i wilka
Wydawało się, że to Wiz Khalifa zwycięży w niezbyt chlubnej klasyfikacji na największe rozczarowanie w rapowym mainstreamie mijającego roku. Yelawolf rzucił mu jednak wyzwanie.
O 32-latku z Alabamy pisaliśmy już kilka miesięcy temu, mając nadzieję, że będzie godnym następcą chociażby Bubby Sparxxxa, który lata temu z pomocą Timbalanda pokazał, jak z klasą i wyczuciem robić wieśniacki hip-hop. Wychodzi jednak na to, że się pomyliliśmy, a pretensje należy mieć po równi do Żółtego Wilka, jak i jego wydawcy - Eminema.

Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego Slim Shady postanowił z charakterystycznego, oryginalnego rapera, który wyróżnia się na tle sceny, zrobić kolejną kalkę samego siebie? Dlaczego sam Yelawolf nie potrafił postawić weta, przeforsować własnej wizji muzyki, jaką od lat szturmował podziemie? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze, ale i tu nie wyszło najlepiej, bo już wiemy, że płyta "Radioactive" wcale nie podbiła list przebojów i sprzedaje się zdecydowanie gorzej od oczekiwań. Bogiem a prawdą, sporo w tym sprawiedliwości, bo wydawnictwo zupełnie nie przystaje do oczekiwań. Dopóki gospodarz korzysta z wykręconych, balansujących na granicy rapu, rocka i muzyki alternatywnej bitów - jeszcze jest OK. "Let's Roll" czy "Hard White (Up in the Club)" z Lil Jonem szybko wpadają do głowy, mocno nią przy tym bujając. Ciekawe jest "Animal" na bicie Diplo, chociaż to nagranie z rodzaju kochaj albo znienawidź i zapewne będzie miało tyle samo fanów, co zaciekłych antagonistów. Jest jeszcze niezłe "Radio" oraz warte kilkakrotnego przesłuchania "Growing Up In The Gutter". Reszta to niestety nic ciekawego. Yelawolfowi wciąż co prawda zdarzają się ciekawe zwrotki, zaskakujące porównania, ale jest ich stanowczo za mało. Nie porywa też (a często denerwuje) muzyka.
Największym rozczarowaniem albumu jest to, że nie pokazuje on ani trochę charakteru rapera. Yelawolf po kapitalnych wydawnictwach niezależnych połasił się chyba na miliony i zapomniał o tym, że w światku, w którym świetnych raperów jest tysiąc, najbardziej lubi się tych charyzmatycznych, oryginalnych. Zawód. Przede wszystkich dla tych, którzy przyglądali się i kibicowali mu od dawna.
Yelawolf "Radioactive", Shady Records
