T-MOBILE MUSIC
OutKast: 18 strzałów z Południa
Właśnie ukazała się u nas złożona z 18 piosenek składanka z największymi hitami duetu OutKast. Nie pierwsza, zapewne nie ostatnia - potraktujmy ją jako pretekst do przypomnienia, że to nie jest po prostu kolejny zespół hiphopowy, któremu trafiło się kilka parkietowych szlagierów.
Grupy, która nie okazała chwili słabości, która legitymuje się dwoma bardzo dobrymi i trzema przełomowymi krążkami, nie można ograniczyć do wersów "I'm sorry Miss Jackson" czy "Shake it like a Polaroid picture". Oto odpowiedź na skonstruowany po linii najmniejszego oporu, ordynarny "best of", alternatywna osiemnastka - utwory wartościowe, wymowne, zdumiewające zaproszonymi gośćmi, ale też spektakularne hity.

zdjęcia: Sony Music
1. Funky Ride
Wbrew pozorom oni nie przylecieli tu z Kryptona. Na "Southernplayalisticadillacmuzik", swoim debiucie z 1994 roku uchodzili jeszcze za względnie normalny zespół z południa Stanów Zjednoczonych. Rację ma ten, kto chce w nich dostrzec kolejne ogniwo ewolucji czarnej muzyki. U zarania zawsze był funk – późniejsze kompozycje dowiodą, że grupa jest za pan brat z Rogerem Troutmanem, a z Georgem Clintonem wręcz nagrywa kawałki. "Funky Ride" to raczej Prince, numer-kocur, najbardziej stylowe łóżkowe sofciarstwo, świetnie zaśpiewane, opatrzone mięsistym basem i zaskakującym gitarowym solo.
2. Myintroletyouknow
Krótko można było wierzyć w to, że OutKast to typowy southernowy rapowy tag-team, który zapija się piwem, zażera kurczakami z kreolską musztardą i Hoopin’ Johnem (ryż z fasolą i dodatkami), a wolny czas spędza w klubach striptizowych. "Myintroletuknow" to już szansa obcowania z czymś niezwykłym, zapowiedź kosmicznego "ATLiens". Niepokojący i mało harmonijny numer, podszyty jest bluesem, gęsto skreczowany, wzbogacony zdawkową gitarką. "Kiedyś, gdy byliśmy niewolnikami, założę się, że byliśmy odjazdowymi czarnuchami / Teraz jesteśmy sępami" - rymuje Big Boi. Wpija się w nasze uszy i nie puszcza.
3. E.T. (Extraterrestrial)
Gdzieś w oddali chór, gitara, absolutnie żadnej perkusji. Dwóch niszczących emcees przetaczających się ze swoją zmieniającą tempo nawijką. Czyste emocje i pełen magnetyzm. Raperzy pomstują na kolegów po fachu, którym wydaje się, że są czarnymi wersjami Stevena Seagala. W refrenie pada pytanie "Będąc spoza tego świata, czy jesteś obcym?". To tłumaczy grę słów z tytułu drugiej płyty – "ATLiens" (1996) jest zrostem słów Atlanta i Aliens. To ten moment kiedy OutKast pozostawiają resztę branży w tyle i już nigdy nie pozwolą się dogonić.
4. ATLiens
Największy hit Big Boia i Andre? Żadne tam "Hey Ya" czy "Miss Jackson", tylko "ATLiens" - nafaszerowany klimatem grupy Parliament imprezowy nieśmiertelnik, bez którego żadna szanująca rapowa biba nie ma prawa się obejść. Prosty rytm, wyrazisty bas, klawisz jakby z innego wymiaru, a w refrenie słynne "Throw your hands in the air / and wave them like you just don’t care!", frazes, którym didżeje pokroju Kool Herca czy Grandmaster Flasha rozpalali tłum podczas nielegalnych block parties z końca lat 70. Działał, działa i będzie działać.
5. Wheelz Of Steel
Druga strona singlowego "ATLiens". Trudno ten numer komentować, łatwiej odczuć. Może mała podpowiedź – zimno, zimniej, "Wheelz Of Steel". Wyszło z tego zabójcze Science Fiction: pochodzą ze świata zwanego Geo-Chrom i - według przepowiedni - tylko oni pomogą odeprzeć atak galaktycznych najeźdźców. Im więcej kawałków takich jak ten, tym łatwiej wziąć to na serio.
6. Skew It On The Bar-B
Kawałek, którzy może bić się z "Rosa Parks" o miano wiodącego szlagieru na trzecim w dorobku południowców, wydanym w 1998 roku krążku "Aquemini". Jedna z najlepszych perkusji w rapowych numerach. Brawurowo wysamplowany Henry Mancini, który do dziś pozwala błyszczeć Lil Wayne’owi czy Pitbullowi. Big Boi, który zna już swoją wartość i domaga się od magazynu "Source" oddania połowy "mikrofonu" (jednostka używana tam do oceniania płyt) zabranego - jak rymuje – debiutowi jego grupy. Kiedyś, w dobie terroryzmu "prawdziwości", sporo osób w Polsce nie wiedziało czy w ogóle wypada OutKast słuchać, bo to przecież dziwacy, przebierańcy, zapewne geje, a to co grają, to nie hip-hop. Ten numer uciął sporą część takich rozmów, bowiem z wizytą wpadł sam Raekwon z Wu-tang Clan. I dał chłopakom z Atlanty najlepiej nawiniętą zwrotkę w swoim życiu.
7. Da Art of Storytellin' (remix)
Po czym poznać dobrego rapera? Umie się przechwalać, ale przede wszystkim sprzedać dobrą historię. Ta mówi o niezwykle gościnnej w kroku Suzy Skrew i nie powinno się słuchać jej z dziećmi, a co więcej nie należy słuchać jej z płyty "Aquemini"! Jedynie w winylowym remiksie zaczyna Big Boi, opowieść podejmuje Andre, zaś kończy Slick Rick, Numer 1 wszech czasów wśród narratorów w branży, właściciel najbardziej leniwego flow na świecie, angielskiego akcentu, przepaski na oku i myśli bardziej świńskich niż schabowy. Swoją drogą Big Boi odwiedza Ricka na płycie będącej w latach 90. jego wielkim powrotem do gry. Ale to już zupełnie inna historia…

8. Y’all Scared
Gitara irytująca niczym bzycząca nad uchem mucha, chlaśnięcie werbla jak uderzenie gazetą przy próbie zabicia insekta, kompani z Goodie Mob, kapeli interesującej nie mniej niż OutKast, której temat jeszcze tu wróci. I niełatwy temat. Dobry numer dla tych, którzy deprecjonują mikrofonowe umiejętności Andre, zakładając, że jego największy życiowy dylemat sprowadza się do tego, jaką ekscentryczną kreację na siebie wcisnąć. Tu Andre Benjamin zdumiewa nie tylko flow, lecz również wrażliwością społeczną: "crack wprowadzono do latynoskich i czarnych społeczności / ale przeniósł się na białych, zyskując niepodzielną uwagę / ponieważ bierze go twoja córka i nie możesz tego ukryć / może twój syn też próbował, na terapii nie ma już miejsc / Ty się boisz, ona się boi, wszyscy się boją / boją się o tym mówić".
9. Liberation
Najbardziej uduchowione dziewięć minut "Aquemini". Utwór "Liberation" to dla OutKast nie tylko wyzwolenie, ale też nowy poziom świadomości. Organiczne, neosoulowe, etniczne i jazzujące zarazem granie na żywo, godne najlepszych momentów The Roots, ilustrują słowa o miłości, nienawiści, poświęceniu i walce. Z wizytą wpada Cee-Lo Green (ten od Gnarlsa Barkleya i trzech głośnych solówek), śpiewa Erykah Badu, późniejsza żona Andre i matka jego dziecka. Królowa, bez której łez nie byłoby hiciora "Ms. Jackson".
10. We Luv Deez Hoez
Wraz z czwartym albumem pt. "Stankonia" (2000) od krytyków poszedł sygnał, że OutKast nie tylko można, ale trzeba się jarać. Wtedy to duża część smutnych chłopców zobaczyła, że świat nie kończy się na Blur i Radiohead. Ale wbrew pozorom ów krążek to nie tylko eksperyment rozpędzony do nadświetlnych prędkości. To również dawka rasowego południowego pimpingu, z którego płynie krzepiący dla wielu mężczyzn wniosek, że czasem w życiu nie chodzi o to, by dojść do szczytu artystycznych możliwości, ale żeby po prostu dojść. "We Love Deez Hoes" to prosta lekcja robienia hitów: naprawdę wystarczy pełnokrwisty refren i dobrze grający na moogu kolega.
11. Trans DF Express
Patton i Benjamin nie wszystko osiągnęli sami. Zawsze mieli za plecami rewelacyjnych artystów, z którymi tworzyli supergrupę Dungeon Family. Ta doczekała się jednej, wydanej w 2001 roku płyty. "Even In Darkness" to producencki geniusz Organized Noize, mikrofonowa inwazja OutKast i Goodie Mob, poezja Big Rube'a, niesamowity muzyczny instynkt Sleepy Browna, specyficzne wokale Witchdoctora i dużo, dużo więcej. Mówiąc pokrótce, najlepsze, co w latach 90. Atlanta mogła dać światu. Zaszczepione West Coastem "Trans DF Express" nie bez powodu jest pierwszym singlem. To przebój nie z tej ziemi, jedyny fragment "Even In Darkness" gdzie Big Boi i Andre rapują razem, a zarazem "rodzaj mistycznej hipnozy przenoszącej cię w miejsce, gdzie wszystkie twoje problemy topią się w olbrzymią, pełną potu, taneczną orgię".
12. Roses
Opromieniony sukcesem "Stankonii" duet mógł wreszcie działać z totalnym rozmachem, pozwolić sobie na wszystko. I pozwolił. Za cenę pęknięcia w zespole - wydane w 2003 roku "Speakerboxxx/The Love Below" traktowane jest jak dwie solówki, zrealizowane pod szyldem grupy. "Roses" to część Andre 3000, panowie są jednak razem, reinterpretując na miękko dorobek czarnej muzyki: Jamesa Browna, Curtisa Mayfielda, Prince’a Nelsona. Zobaczcie jeszcze raz "West Side Story", perłę lat 60. Posłuchajcie sobie jak grali klawiszowcy dekadę później. Łatwiej będzie wtedy docenić świat seksownych, zabawnych stylizacji OutKast.
13. Ghettomusick
Co by było gdyby Patti La Belle słuchała rave’u? No, właśnie to by było. Podczas gdy Andre 3000 gra rolę pięknego, Big Boi rozpoczyna swoją część dylogii jak na bestię przystało. Choć trochę ten podział sztuczny - producentem tego szaleństwa, nowej, jeszcze lepszej mutacji "B.O.B." ze "Stankonii", jest właśnie Dre, ten sam typ, który u siebie tak zmysłowo śpiewa o miłości... W "Ghettomusick" to "sick" góruje nad "ghetto". Słuchacz musi przygotować się na przynajmniej trzy zmiany tempa oraz wokalistów i wokalistki zmagających się z bitem tłukącym ponad 140 razy na minutę, opętańczą hybrydą electro, rocka, elektroniki i soulu.
14. Last Call
Końcówka "Speakerboxxx" to dobry powód, by przypomnieć, że OutKast nie są z okołohiphopowego kółka artystycznego, tylko mają we krwi dirty south – muzykę wulgarną, seksistowską, przywracającą muzyce miejskiej energię, robioną z myślą o furach i parkietach, a nie pretensjonalnym kwękaniu trendsetterów. "Last Call" naciąga mięśnie szyi, plącze nogi i urywa zadek. Nie bez podstawy zaproszono Lil Jona, odpowiedzialnego za barbarzyńską, jednak w stu procentach skuteczną odmianę dirty south nazywaną crunk. Ponoć w nazwie tej chodzi o połączenie "crazy" i "drunk". W tym kawałku zresztą również. Yes, y’all!
15. Morris Brown
Dla twórców składanki z hitami duetu "Idlewild" się nie wydarzyło. Wymazali wydarzenia z 2006 roku z historii grupy. Szkoda, bo to etap jej rozwoju. Filmowe ambicje i bluesowe aspiracje znalazły odpowiednie ujście. O ile pierwszy singiel "Mighty O", czyli OutKast vs Cab Calloway, to jeszcze nie to, to drugi, czyli "Morris Brown", należy do osiągnięć wybitnych. Stworzono uroczy, psychodeliczny chaos w cyrkowo-marszowej otoczce. Rap (Big Boi) niszczy, aranżacja (Andre 3000) porywa, fantastyczne chórki dopełniają całości. Warto spojrzeć na klip – z tyłu samochodu siedzi Janelle Monae, reprezentująca drugie pokolenie Dungeon Family. W 2010 roku zajmie już miejsce kierowcy, wyprzedzając wszystkich innych.
16. The Train
Rozsądek mówi, że tu powinien być "Hollywood Divorce", z dobrymi gościnnymi występami Snoop Dogga i Lil Wayne'a oraz wdzięcznym do opisania musicalowo-teatralnym zacięciem. Serce żąda jednak "The Train", gdzie Big Boi pokazuje się z nieco innej strony niż zwykle – przejmująco, choć bez tkliwości mówi na przykład o byciu niegotowym do roli ojca i śmierci niezwykle bliskiej mu ciotki. Poza tym trudno nie kochać tych mayfieldowskich dęciaków, gitary i skreczu na dalszym planie oraz wokali jakie na beat kładą Scar i Sleepy Brown. Po prostu rozpędzony Trans DF Express zatrzymał się na kolejnej stacji!
17. International Players Anthem (I Choose You)
Numer z płyty UGK, żywych (no, w połowie) legend południowego rapu i gości, którzy zjedli Jaya-Z na jego własnej płycie. Bit od producentów z nagrodzonej Oscarem Three Six Mafii. Gościnnie OutKast. Jako, że za dotknięciem cudownej różdżki milionowej sprzedaży płyt, Big Boi i Andre z wyrzutków stali się celebrytami, zapraszani są na płyty innych. Patton wpadł do Missy Elliott, Beyonce, Dissy'ego czy Game'a. Benjamin odwiedził Gwen Stefani, Johna Legenda, Kelis i TLC. Nigdy jednak nie wypadli aż tak dobrze jak tu. Lekkie zwrotki, zgrabny bit rodem z katalogu Motown i klip skoncentrowany wokół fikcyjnego wesela Andre 3000 to sam wdzięk. Nic więcej.
18. Ain’t No DJ
Nazwijmy ów, zamieszczony na zeszłorocznej solówce Big Boia kawałek, korespondencyjnym trackiem OutKast, a będziemy mogli na jego podstawie wróżyć. A przyszłość maluje się surowo. Bit Andre jest oszczędny, repetytywny i nieprzyjazny, zostawia fanów łatwych melodii z ręką w nocniku. "Kryłem się głęboko w cieniu / zbierając artylerię na bitwę / teraz jestem w pierwszym szeregu, mikrofon w prawej dłoni / lewa stopa na gazie, nie prowokuj mnie do tego, bym wsadził ci ją w tyłek" – jasno sprawia sprawy Big Boi. "Bujam się z uczniami alfonsów, kosmitami z Atlanty" – rapuje z kolei zaproszony Yellawolf, biały freak, którego oficjalny debiut ma być teraz mocnym strzałem zamykającym świetny dla hip-hopu 2011 rok. Niech no tylko sprawdzą się doniesienia, a jest szansa w 2012 królować będzie OutKast. Amen.

Dla porównania, tracklista płyty "SpottieOttieDopalicious - The Best Of OutKast":
1. Camp Fire Intro
2. Hey Ya!
3. Ms. Jackson
4. The Way You Move
5. So Fresh, So Clean
6. B.O.B.
7. Funkin' Around
8. Ain't No Thang
9. Rosa Parks
10. The Whole World
11. Aquemini
12. Southernplayalisticadillacmuzik
13. Crumblin' Erb
14. Playa's Ball
15. Elevators (Me & You)
16. SpottieOttieDopaliscious
17. Git Up, Git Out
18. Movin' Cool (The After Party)
