T-MOBILE MUSIC
BIURO PODRÓŻY: Wszyscy jesteśmy Celtami
Popularność muzyki celtyckiej na całym świecie musi czegoś dowodzić: najprawdopodobniej wszyscy jesteśmy Celtami.
Któż z nas nie pamięta obietnic o Irlandii nad Wisłą. Jak się okazuje, w naszym kraju jest jednak bardziej zielono, niż nam się może wydawać. Pierwszy zaskakujący fakt: najprawdopodobniej mamy więcej zespołów wykonujących muzykę irlandzką, niż pozostałe kraje europejskie (nie licząc Wysp Brytyjskich). Drugi zaskakujący fakt: kulturą irlandzką generalnie chętniej zajmują się obcokrajowcy, niż sami Irlandczycy. Trzeci zaskakujący fakt: nasz rodzimy folk od dawna głęboko zakorzeniony jest w celtyckich brzmieniach. Można powiedzieć, że od tego wszystko się zaczęło.

Istotnym faktem przy omawianiu muzyki Wyspiarzy jest konieczność rozróżnienia pojęć "muzyka celtycka" i "muzyka irlandzka", które często traktowane są synonimicznie – zupełnie niesłusznie. Nie wszyscy Irlandczycy są Celtami i nie każda irlandzka nuta odpowiada muzycznemu dorobkowi Celtów. W dużym skrócie można zatem stwierdzić, że termin "muzyka irlandzka" jest wobec "muzyki celtyckiej" inkluzywny. Każdy kwadrat jest prostokątem, nie każdy prostokąt jest kwadratem – wszyscy to rozumieją. Znakomita większość odbiorców tego gatunku nie rozróżnia jednak szczegółów, charakteryzujących muzykę Szkotów, Irlandczyków czy Celtów w ogóle. Z racji tego, że nie ma to większego – poza etnomuzykologicznym – znaczenia, pozwolę sobie wszystkich wrzucić do jednego worka.
Boom popularności muzyki i tańca z Wysp, który dotarł i do Polski kilka dekad temu, zaowocował powstaniem szeregu grup tanecznych, wielkich festiwali muzyki celtyckiej i wielu zespołów, sięgających po folklor zielonej koniczyny. Organizacja Irish Music Association, zrzeszająca promotorów muzyki irlandzkiej na świecie i w samej Irlandii, co roku organizuje plebiscyt na najlepszą kapelę sięgającą po muzyczne korzenie Zielonej Wyspy.

Beltaine fot. materiały promocyjne
W tym roku najlepszy okazał się polski zespół Beltaine (kategoria Top Celtic Rock Band), łączący celtyckie i irlandzkie wpływy, z muzyką Dalekiego Wschodu – zarówno na płaszczyźnie instrumentalnej, jak i czysto muzycznej. Nie brakuje też wpływów współczesnej muzyki rozrywkowej. Dzięki takiemu połączeniu muzyka Beltaine stała się niezwykle popularna nie tylko w kręgach miłośników irlandzkich klimatów. W 2002 roku w Katowicach zespół założyli: lekarz, polonista, architekt, technik budowy płatowców, absolwenci Akademii Muzycznej i Akademii Sztuk Pięknych. Od tego czasu grupa jest jedną z najbardziej popularnych i najwyżej cenionych wykonawców muzyki folkowej w naszym kraju. W muzyce Beltaine mieszają się brzmienia Irlandii, Bretanii, Galicji, wygrywane na szeregu "egzotycznych" instrumentów, jak mandolina, whistle (flet irlandzki), bęben bodhran, bombarda, dudy. Całości dopełnia instrumentarium dalekie od Zielonej Wyspy - tabla, cajon, darabuka, djembe. Współczesnego sznytu całości nadają gitary elektryczne.
Na długo przed powstaniem Beltaine, w 1987 roku, na polskiej scenie pojawiła się grupa Carrantuohill - zapożyczając nazwę od najwyższego szczytu w Irlandii. Grupa prężnie działa do dziś, zbierając na koncie ponad tysiąc koncertów w Polsce i za granicą. Carrantuohill od dawna już nie ograniczają się do wygrywania tradycyjnych melodii irlandzkich, chętnie sięgając do innych stylistyk i próbując współpracy z muzykami w ogóle nie kojarzonymi ze sceną irlandzką w Polsce. Dowodem tego jest wydana w 2002 roku płyta "Inis", na której irlandzkie jigi i reele okraszone są wokalami m.in. Anny Marii Jopek, Pawła Kukiza, Anity Lipnickiej czy Stanisława Sojki. Sieć często przy okazji opisywania działalności Carrantuohill, przytacza nobilitujący cytat irlandzkiego poety Seamusa Heaneya, laureata nagrody Nobla: "...nieoczekiwanie poczułem się jak w domu podczas spotkania z zespołem Carrantuohill, polskimi muzykami grającymi irlandzkiego jiga i reela w takim stylu i z takim szelmostwem, że nawet Irlandczycy nie zrobiliby tego lepiej".
Sporą dbałość o autentyczność irlandzkiego folku usłyszeć można w muzyce grupy Duan. Zespół powstał w 2005 roku z inicjatywy muzyków wcześniej już związanych ze sceną folkową. Duże doświadczenie i ogromna wiedza na temat historii Celtów, Irlandii, ich kultury, uważne pochylanie się nad niuansami artystycznymi i tekstami, sprawiły, że Duan - mimo stosunkowo niedużego stażu - zaskarbił sobie sporą przychylność nawet najbardziej wymagających odbiorców. Duan docenili też twórcy gry komputerowej "Wiedźmin", na której soundtracku znalazły się utwory zespołu.
Na gruncie silnej fascynacji muzyką celtycką z jednej strony, a współczesną z drugiej, w połowie lat 90.powstała grupa Shannon. Rok 1994 to moment, w którym scena folku irlandzkiego nie była jeszcze tak silnie rozwinięta i wyedukowana, jak dziś, muzycy zespołu musieli zatem sporo napracować się, by zdobyć wiedzę, którą teraz dzielą się z innymi. W muzyce Shannon słychać inspirację popularną w ostatniej dekadzie XX wieku muzyką z nurtu new age, elektroniczną, a z drugiej strony - mocno rockową. Koncerty Shannon to zawsze sporo mocy i energii. Publiczność to kocha, stąd wiele zaproszeń dla Shannon na największe imprezy muzyki celtyckiej - nie tylko w kraju. Polska publiczność najbardziej do zespołu zbliżyła się podczas jego trasy koncertowej w pubach, promującej jeden z browarów. Świeżość, nowatorskie pomysły i szerokie horyzonty muzyczne przy jednoczesnej dbałości o wiarygodność irlandzkiego folku i znakomity męski wokal to cechy wyróżniające Shannon. Niesłabnąca popularność świadczy o tym najlepiej.
Przykładem nieco innego podejścia, stworzenia czegoś na wzór irish-jazzu, cechuje się muzyka Danar. Do nowatorskiego i luźnego stosunku do folkowej tradycji irlandzkiej zespół otworzył sobie drzwi już samą nazwą, którą można tłumaczyć jako "inny" lub "obcy". W aranżacjach i inspiracjach Danaru nie znajdziemy granic – jest swing, jazz, bossa nova, nawiązania do tradycji Dalekiego Wschodu (jak nietrudno zauważyć – dość łatwo dającej się pożenić z muzyką irlandzką) i rocka. Mocną stroną Danar jest wyróżniająca się sekcja rytmiczna, ze szczególnym wskazaniem na osobę Patrycji Napierały, bębniącej na wszystkim, co tylko po uderzeniu wydaje dźwięk i zawsze z wirtuozowską swobodą. Jako wyróżniająca się instrumentalistka Napierała otrzymała zresztą nagrodę na jednym z najpoważniejszych festiwali muzyki folkowej w Polsce – Mikołajkach Folkowych.
Równie chętnie, jak Polacy, po muzykę irlandzką sięgają także przedstawicieli innych narodów – szczególnie Hiszpanie. Kilka lat temu na festiwalu muzyki celtyckiej Zamek w Będzinie, polska publiczność miała okazję poznać niezwykłe brzmienie grupy Dealan. Znakomity wokal, doskonali instrumentaliści i konstrukcje utworów, jakich nie powstydziliby się najwięksi twórcy ze stajni Real World Records – kuźni największych talentów world music. Pojawienie się Dealan na światowej scenie muzyki irlandzkiej sześć lat temu, otworzyło oczy publiczności na zupełnie nowe postrzeganie wyspiarskiego folku we współczesnej muzyce.
Innym zespołem, który znacznie wzbogacił dziedzictwo irlandzkiego folku, łącząc go z mocną muzyką elektroniczną – na przykład z breakbeatem – i tradycyjną muzyką afrykańską, jest gwiazda wspomnianej wytwórni Real World – Afro Celt Sound System. Jak to zwykle w sound systemach bywa, trudno tu policzyć wszystkich muzyków i gości udzielających się podczas nagrań…
Zespół powstał w 1991 roku z inicjatywy zdobywcy nagrody Grammy, producenta Simona Emmersona i jego współpracownika, wielkiego talentu sceny afro-pop - Baaba Maala. Nad grupą zebrały się czarne chmury gdy 27-letni klawiszowiec zmarł nagle na atak astmy. To przykre wydarzenie wstrzymało pracę Afro Celtów. Resuscytacji zespołu podjęła się sama Sinead O'Connor. Rozpoczęła współpracę z grupą i pomogła muzykom w wyjściu z dołka. Pojawienie się irlandzkiej gwiazdy w szeregach grupy muzycy komentowali później jako powiew nowych emocji i "niewiarygodnej siły". Sinead nie była bynajmniej jedyną gwiazdą, jaka zasiliła Afro Celt Sound System swoim talentem. Na wydanym w 2001 roku albumie "Volume 3: Further in Time", usłyszymy głosy Petera Gabriela i Roberta Planta. Później zespół na swojej drodze spotkał jeszcze Jesse Cooka, Sevarę Nazarkhan, Heather Nova czy Pete'a Locketta. Obecność wielu znakomitych wokalistów, instrumentalistów i producentów w szeregach zespołu uczyniły go jednym z najmocniejszych zawodników sceny world music.
Choć na świecie nie brakuje wykonawców muzyki irlandzkiej, nikt tak dobrze nie wykona swojego rodzimego folku jak sami Irlandczycy. Kraj ten nie może narzekać na brak utalentowanych artystów (wspomniana Sinead O’Connor i U2 wystarczą za dowody) i trzeba wspomnieć o tej, która jako jedna z najpierwszych muzykę celtycką wyniosła na światowe salony. Enya, dziś już nieco zapomniana, perfekcyjnie wstrzeliła się w newage'owe nastroje końca lat 80., kiedy na szerokie wody wypłynęła albumami "Enya" i "Watermark". Pochodzący z tego drugiego hit "Orinocco Flow" na stałe wpisał się w historię muzyki popularnej. Trzy lata temu artystka wydała kompilację podsumowującą jej dotychczasowe osiągnięcia, nie ogłosiła jednak końca kariery – niewykluczone zatem, że Królowa Celtów jeszcze czymś nas zaskoczy. A zatem, przeżyjmy to jeszcze raz.
Enya wypłynęła z grupy Clannad, założonej wraz z trzema siostrami – szybko pozostawiając ją na rzecz solowej kariery. Clannad istniał jednak bez niej, osiągając niemały, międzynarodowy sukces. W ślady siostry niedługo później poszła kolejna wokalistka, Moya Brennan. Artystka przypomniała się polskiej publiczności, odwiedzając w zeszłym roku nasz kraj na dwóch koncertach.
Kolejną artystką z krainy celtyckiej łagodności jest Loreena McKennitt – tym razem wokalistka i harfistka z Kanady, ale pochodzenia irlandzko-szkockiego, która wsławiła się newage'owymi interpretacjami celtyckich przekazów muzycznych. Za całokształt swojej pracy otrzymała najwyższe odznaczenie w swoim kraju – Order Kanady. Wszystkie trzy panie, wraz z zespołem Clannad, przyczyniły się do ugruntowania w masowej świadomości wizerunku muzyki celtyckiej, jako średniowiecznych pieśni bardów, magicznych, tajemniczych, kojących. Ze względu na bardzo słabą dokumentację materiału muzycznego Celtów trudno powiedzieć, ile w tym stereotypie jest prawdy, więc pozostaje nam wierzyć, że sporo. Loreena McKennitt w dalszym ciągu prężnie rozwija swoją karierę, koncertując i nagrywając nowe albumy – każdy podobny do poprzedniego, jednocześnie równie dobrze trafiający w oczekiwania jej najwierniejszych odbiorców.
Zgoła inne podejście do muzyki irlandzkiej zaprezentowała grupa The Pogues. Angielsko-irlandzki zespół, łączący irlandzki folk z punk rockiem, kojarzy się bardziej z wyspiarskimi pubami niż chłodnymi ścianami średniowiecznych świątyń. Nazwa zespołu to uproszczona wersja stwierdzenia "Pogue mahone", znaczącego dosłownie 'Pocałuj mnie w dupę". Ten bardzo jasny przekaz okazał się znakomitym pomysłem na sukces, choć zespół przez prawie trzydzieści lat istnienia zmagał się z niejednym problemem – cenzurą, alkoholizmem, by rozpaść się w końcu i powrócić na scenę ponownie. Od 2001 roku The Pogues możemy usłyszeć już tylko na koncertach.
Do inspiracji muzyką The Pogues czy The Dubliners przyznaje się zespół Flogging Molly, święcący dziś triumfy na scenach wielkich festiwali muzycznych - w tym w Jarocinie (2010 rok). Flogging Molly mieszają punk rock, szanty i irlandzki folk w bezkompromisową, anarchistyczną moc. Regularnie wydawane albumy i intensywna działalność koncertowa zespołu świadczą o tym, że popyt na tego typu brzmienia wciąż jest spory.
Muzyka celtycka od wielu lat jest zastrzykiem inspiracji dla wielu muzyków z całego świata. Czy świadczą o tym legendy i mitologie, czy rozpoznawalne i wyjątkowe brzmienie tradycyjnego instrumentarium, czy jest to po prostu efekt zamiłowania do Guinessa – trudno wyczuć. Obserwując jednak rosnącą popularność kultury irlandzkiej, nie tylko w Polsce, czy coraz huczniej obchodzony Dzień św. Patryka, mylony w kraju ze "świętem zielonego piwa", rozwojowi sceny celtyckiej na całym świecie można wróżyć jeszcze wiele lat światła i chwały. No i mamy swoją Irlandię - wszędzie!
