T-MOBILE MUSIC
RANKING: Para nie do pary
Spróbujcie muzycznych odpowiedników kiszonego ogórka z nutellą, dziwniejszych niż Lou Reed i Metallica. Czy strawnych?
Dla jednych to eksperyment, dla innych szansa na rozgłos, a dla jeszcze innych desperacka próba ratowania kariery. Zapowiedź współpracy między dwojgiem znanych muzyków (albo zespołów) skutkuje licznymi nagłówkami w portalach muzycznych, ale efekty zwykle wywołują konsternację. Tak jak najdrożsi piłkarze nie zawsze stworzą udaną drużynę, tak samo spotkanie dwóch talentów może zaowocować narodzinami muzycznego potworka. Mimo to oni wciąż próbują. Kiedy pojawiły się pierwsze informacje o współpracy Lou Reeda z Metalliką – dwóch legend w swoich dziedzinach – można to było wziąć za żart. Jednak stare wilki morskie dobrze wiedzą, że już nie takie rzeczy się widziało. Przypomnijmy sobie te najbardziej znaczące, te najbardziej kuriozalne, a nawet… te udane.

Tatuaże Glacy zrobiły na Edycie duże wrażenie fot. Medium
Sweet Noise i Edyta Górniak
Dawno, dawno temu ogłoszenie szczerej miłości do zespołu Glacy nie niosło za sobą ryzyka utraty wszystkich znajomych. Opiniotwórczy i niezależny magazyn komiksowy "Produkt", znany z przenikliwości i muzycznie obeznanych autorów, publikował nawet historię inspirowaną posępną (nieco przesadnie) otoczką, jaką wytwarzał wokół siebie Sweet Noise. A potem ci mroczni niezależni zaprosili do współpracy wokalistkę, która interpretacją "Mazurka Dąbrowskiego" na mundialu w Korei Południowej zapracowała sobie na opinię najbardziej znienawidzonej z polskich celebrytek. Muzycznie wyszło z tego coś na kształt polskiej odpowiedzi na Evanescence – więc nie tak daleko od poletka Sweet Noise. Jednak czystej i pachnącej kwiatkami plamy na mrocznym wizerunku grupy nie usunęły nawet wieści o późniejszej współpracy Glacy z basistą Toola.
Verba i Rezerwat
Jak z niegdysiejszej gwiazdy, którą współczesna młodzież określa takimi zwrotami jak "pierdziel", "zgred" czy "próchno" zrobić idola nastolatków, kogoś na czasie – a w najgorszym wypadku zarobić na nim jeszcze trochę i wyrzucić na śmietnik? Zastanawiali się nad tym w latach 90. wysocy szczeblem pracownicy wytwórni muzycznych. I oto jeden z nich doznał olśnienia – duet z hiphopowcem! Obrodziło więc kolaboracjami. Z początku z raperami współpracowały zespoły z tzw. alternatywy, później już każdy, jak leciało. Szczególnym złem wiało od tych produkcji, w których niezbyt finezyjnie wysamplowanemu fragmentowi archiwalnego nagrania towarzyszyła mniej lub bardziej błyskotliwa nawijka i o jakiejkolwiek interakcji między wykonawcami mowy być nie mogło. Niestety, mimo że hiphopowców mieliśmy całkiem niezłych, to właśnie tego typu wytwory dobrze zadomowiły się na polskim gruncie. Szlak przetarli tutaj Krystyna Prońko i Thinkadelic, ale to współpraca Verby i Andrzeja Adamiaka wyjątkowo dobrze nadaje się do straszenia dzieci.
Eminem i Elton John
Niby działa tu mechanizm podobny, co w powyżej – weteran sceny i popularny hiphopowiec. Jednak występ najsłynniejszego białego rapera z Eltonem Johnem na gali nagród Grammy w 2001 r. miał rewolucyjne znaczenie przede wszystkim na polu obyczajowym. Marshall znajdował się wówczas pod ciągłym ostrzałem środowisk sprzeciwiających się homofobii – i nic dziwnego, słowo "pedał" pojawia się w jego tekstach wielokrotnie, z czego raz w kontekście dźgania nożem. Kto by się spodziewał, że w wykonaniu jego najbardziej znanego utworu pomoże mu nie Dido (z którą nagrał oryginał piosenki), ale właśnie zdeklarowany gej? Chociaż w wywiadzie dla MTV Eminem przyznał, że nie miał pojęcia o orientacji sir Eltona, to jednak ten występ, zakończony symbolicznym złapaniem się za ręce, na zawsze zdjął z niego łatkę wroga mniejszości, kobiet i wszystkiego co dobre. Muzycy przyjaźnią się do dziś, a John pomaga Marshallowi walczyć z uzależnieniem.
Krzysztof Krawczyk i Smolik
Działo się to niedługo po tym, jak Krawczyk nagrał płytę z Goranem Bregovićem, umacniając swój tytuł "króla kiczu", który w latach 90. przylgnął do niego ze względu na flirt z muzyką chodnikową i występy w Polsatowskich programach typu "Disco Relax". Zdawałoby się, że następnym etapem powinien być duet z Beatą Kozidrak albo – w najlepszym wypadku – Justyną Steczkowską, a nie jednym z najbardziej cenionych podówczas twórców leniwej muzyki elektronicznej. Najsłynniejszy z Trubadurów postawił jednak na eksperyment. Okazało się to podwójnym sukcesem: zdezorientowani krytycy podzielili się na dwa obozy – to progres po duecie z Bregovićem, jednomyślnie oblanym pomyjami – natomiast publiczność ruszyła do sklepów (choć akurat "Krawczyk & Bregović" też była kasowym sukcesem). Fama się rozeszła i Smolik kilka lat później wyprodukował też album dla Maryli Rodowicz – tu jednak medialny szum skupiła na sobie nie tyle sama współpraca, co okładka z nagą Marylą siedzącą na tygrysie.
Kazik i Violetta Villas
Kiedy ukazała się płyta "Tata 2" – apogeum w dyskografii Kazika, po którym następował już tylko stopniowy spadek formy – Staszewski miał za sobą kilka mniej lub bardziej udanych duetów: Acid Drinkers, Voo Voo, Kasia Nosowska, Piersi. Jak jednak sam punkowy bard powiedział, wszystkie te współprace nie wyszły od niego, to on został do nich zaproszony.

Violetta Villas fot. Medium
Z Violettą Villas sprawa wyglądała inaczej – to Kazikowi zależało na jej gościnnym udziale w nagraniu. "O pani Violetcie nie dam złego słowa powiedzieć. Zaprosiłem ją do współpracy, ponieważ jest artystką totalną" – mówił w wywiadzie. - "To było spotkanie dwóch światów, dwóch biegunów, które się mieszczą na skrajach muzyki popowej". Kazik o tej współpracy wyrażał się zawsze enigmatycznie, ale czuć w jego słowach, że nie chodziło o to, żeby z duetu wyszły dobre jaja i beka z blond śpiewaczki. I nie wyszły.
Jack White i Alicia Keys
Początkowo motyw przewodni tej części przygód Jamesa Bonda miał przygotować Mark Ronson z nieboszczką Winehouse, jednak pobyt duetu w studiu nie przyniósł zamierzonych efektów (złośliwi twierdzili, że nagrywanie zmieniło się w imprezę). Zaszczyt, którego w przeszłości dostąpili m.in. Madonna, Nancy Sinatra czy Tina Turner (pamiętne "Goldeneye") przypadł zatem w udziale niecodziennej parze. W końcu współpraca bluesmana, zakorzenionego w gitarowym niezalu i klasycznie wykształconej soulowej wokalistki nie zdarza się codziennie, szczególnie przy tak uroczystej okazji, jaką niewątpliwie jest premiera nowego Bonda. Co ciekawe, na White’a nie posypały się gromy, głosów że "się sprzedał" raczej nie słyszeliśmy, a już na pewno nie tak wielu, jak wtedy, gdy Nick Cave wystąpił z Kylie Minogue. Czy to znak postmodernistycznej pierwszej dekady XXI wieku, w której Chris Cornell (wokalista Soundgarden) bez oporów nagrywa z Timbalandem? "Another Way To Die" z pewnością utorowało drogę innym niezależnym: artrockowcy Of Montreal już nie musieli się już tłumaczyć ze współpracy z Solange Knowles, a brodatego Justina Vernona (Bon Iver) chwalono za udział w nowej płycia Kanye Westa. Od czasu tej współpracy Jack White brnie w coraz większy eklektyzm – niedawno zapowiedział nagranie interpretacji Mozarta do spółki z psychorapową grupą Insane Clown Posse...
Snoop Dogg i Buzz Aldrin
Snoop Dogg to MC z zachodniego wybrzeża, jeden z twórców wizerunku rapera-alfonsa, od niedawna także reżyser filmów erotycznych. Buzz Aldrin to uczestnik misjo Apollo 11, która jako pierwsza dotarła na powierzchnię Księżyca. Stawiam dolary przeciw orzechom, że w podstawówce na twoim osiedlu ten pierwszy jest bardziej znany. Pomysł, żeby obaj nagrali wspólny kawałek (Snoop był tutaj producentem) wydaje się odrobinę kiczowaty, ale przede wszystkim bardzo uroczy. Muzycy zaangażowani w ten projekt wydają naprawdę jarać się możliwością współpracy z legendarnym astronautą. On sam przyznaje zresztą, że ma w życiu tylko dwie pasje: odkrywanie kosmosu i hip-hop. Dlaczego, ach dlaczego nikt nie zrobił czegoś podobnego z Mirosławem Hermaszewskim?
