Opinie
A A A
27.10.2011

RECENZJA: O Holender!

Martyn usztywnia kręgosłup.

Wyczekiwanie na drugą płytę Martyna można uzasadnić w trójnasób. Pierwszym usprawiedliwieniem jest wrażenie, jakie Martijn Deykers pozostawił po sobie dwa lata temu mocno spóźnionym pełnometrażowym debiutem "Great Lengths": niesztampowym przeglądem 2–stepu, dubstepu, IDM i UK Garage. Obiecująco brzmiało też Martynowe tłumaczenie się z tytułu nowego albumu. Po rozprawie z rozterkami własnego wnętrza, tym razem miał rozliczyć się z ludźmi–duchami. Terminem "Ghost People" Deykers określa didżejów pozbawionych kręgosłupa artystycznego. Bezmyślnie mają się oni poddawać hype'owi, przedkładając tym samym nośność nad jakość. Branżowa tematyka niespecjalnie zafascynuje pewnie postronnych słuchaczy, ale sama obecność konceptu albumom programowanym zwykła służyć – wspomnijmy Sheda czy to, co na tegorocznym "Wordplay For Working Bees" pokazał Lucy. Holendersko–amerykański producent przeklina więc "nowe trendy i mody", odrzuca muzyczne "błyskotki i mainstream", wraca do garażu i czasów, "gdy ludzie naprawdę szanowali muzykę i autentycznie o nią zabiegali". Trzecią zachętę Martyn precyzyjnie wycelował w Polskę. Na okładce "Ghost People" umieścił bowiem mural, który jego rodak Eroise wymalował jeszcze w maju na jednej z poznańskich kamienic. Posłuchać więc trzeba - tylko czy warto?

RECENZJA: O Holender! - T-Mobile Music

"Lubię puścić sobie free jazz. Byle nie za długo. Potrzebuję struktury, której mógłbym się przytrzymać – przyznał niedawno Martyn na łamach Resident Advisor. "Ghost People" jest więc tworem skrajnie uporządkowanym. Po luźnym intro "Love and Machines", w którym Spaceape'a gościnnie wciela się w filozofującą maszynę ("Don't you know that we're just extensions of you? Don't you know that we're just inventions of you?"), Martyn precyzyjnie rozwija swój funkowy trans. Brzmienia i podejście do rytmu potwierdzają jednoczesną fascynację producenta katalogiem Warp z lat 90., drum'n'basem przełomu wieków i łamańcami UK Garage. Na niewiele zdała się za to remikserska wymiana usług z Flying Lotusem oraz same przenosiny do wytwórni FlyLo. W puchnącym ilościowo i stylistycznie katalogu Brainfeeder – a więc obok Lorn, Teebs czy Gaslamp Killer – Martyn wypada na wskroś europejsko i parkietowo, ale też konserwatywnie.

Doskonałą robotę Holender wykonuje na drugim planie. Sypie hojnie samplami, bawi się perkusjonaliami i topi je w zakurzonych tłach. Gorzej z planem pierwszym. Zdominowały go melodyjki drugiej jakości oddane do tego syntezatorom już niemodnym albo jeszcze niemodnym – zależy, jak na to spojrzeć. Czy o to chodziło Martynowi, gdy zapowiadał zrywanie z modą? Tak czy inaczej jedynie chropowate, wolne od motywu przewodniego i klawiszowych błyskotek "Horror Vacui" wyrywa się z tego jednolitego setu. Jeśli ludzie–duchy zaprzedali swój kręgosłup, to Martyn własny nazbyt usztywnił.

Martyn "Ghost People", Brainfeeder

OCEŃ: 4 0
6

Ocena autora:

Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.