Opinie
A A A
10.10.2011

RANKING: Prosta historia

Subiektywny ranking 10 najlepszych dokumentów muzycznych, czyli domniemanie morderstwa, kozetka psychoterapeuty i kredyt wbrew żonie. Oraz dużo, dużo więcej…

Powiem to głośno: większość dokumentów muzycznych jest dramatycznie nudna. Obejrzałam ich  mnóstwo. O no wave, hip-hopie, black metalu, elektronicznej scenie w Wielkiej Brytanii, o grunge'u. Niektóre próbują opisać zbyt duże zjawisko w zbyt krótkim czasie i są powierzchowne niczym seriale TVN-u. Jeszcze inne kręcone są na kolanach, jak np. ten o Doorsach, kiedy Johnny Depp natchnionym głosem opowiada o tym jak Morrison jako szesnastolatek czytał Rimbauda i Nietschego. Rzadko w nich mówi się o muzyce – o tym, jak powstają utwory, jaką kto ma filozofię tworzenia. No, niestety.
Ale najlepiej sprawdzają się te, gdzie opowiedziana jest jedna konkretna (najlepiej dramatyczna) historia. Specjalnie dla was, w kolejce na pokazy jednego z największych festiwali filmowych w kraju (mam na myśli Warszawski Festiwal Filmowy) spisałam 10 moich ulubionych dokumentów z muzyką w roli głównej. Kolejność przypadkowa.

RANKING: Prosta historia - T-Mobile Music
fot. Medium

Kurt & Courtney (1998)
Kto by pomyślał, że film mający na celu udowodnienie, że Kurt Cobain wcale nie popełnił samobójstwa lecz został zamordowany na zlecenie swojej żony, może mieć wartość. A jednak. Mimo tematu rodem z czasopisma "Detektyw", mamy tutaj rzetelną dziennikarską robotę, wykonaną przez angielskiego dziennikarza. Fakt, że pochodzi z innego kontynentu, wydaje mi się nie bez znaczenia. Z czasem okazuje się, że domniemane zabójstwo jest mniej interesujące, niż sama postać Courtney. Od czasu kiedy zobaczyłam jej koleżanki oraz byłego chłopaka (oczywiście lidera popularnego niezal-zespołu) nie umiem myśleć o niej dobrze. "Kurt & Courtney" oferuje wiele smaczków, choćby scenę z detektywami z LA, którzy obiecują, że z pewnością uda im się nakręcić wypowiedź Love i ponoszą kompletną klęskę oraz spotkanie twarzą w twarz z domniemanym zabójcą Cobaina, który dwa dni po udzieleniu wywiadu na potrzeby filmu zginął potrącony przez pociąg (serio!) i wiele, wiele innych.

Generacja CKOD (2004)

Lubię ten dokument za dwie rzeczy. Po pierwsze, Piotr Szczepański nakręcił go taką małą kamerką...  Jeździł przez dwa lata z zespołem, był z nimi od początku, do momentu kiedy image Cool Kids Of Death rzucił cień na autentyczną wartość ich pierwszej płyty.  Po drugie, za brutalną prawdę. Za rozbite browary, kłótnie z organizatorami koncertów, nagrywanie w bloku i kulisy super fajnej gali (wstyd się przyznać, ale pojawiam się w tej scenie i ręczę za jej autentyczność). Znam wielu, którzy na samą nazwę CKOD reagują alergicznie. Podobno jeden z członków zespołu próbował wymusić przemontowanie filmu, bo stawiał go w złym świetle. Nie wiem, czy to prawda, niemniej jest to możliwe i potraktujcie to jako zachętę. Generacja CKOD jest bezlitosna, bo z jednej strony pokazuje to, jacy chłopcy chcieliby być, a z drugiej, jacy są (albo byli), kiedy zapominali, że jest przy nich włączona ta mała kamerka.

The Devil and Daniel Johnston (2005)

Człowiek, który stał się znany dlatego, że Kurt Cobain nosił koszulkę z okładką jego płyty. Zanim świat usłyszał o Arielu Pinku albo Philu Elverumie, był Daniel Johnston. Obdarzony tysiącem talentów, jako nastolatek pisał, rysował, kręcił filmy. Jego produkcją można by obdzielić kilkunastu niezależnych artystów. Nagrywał kolejne kasety z piosenkami, rysował do nich okładki, rozdawał je ludziom. Pod koniec lat 80., bez internetu, myspace'a i facebooka, Daniel torował sobie drogę do sukcesu. Ale coś się stało. Kiedy zaproponowano mu kontrakt z Elektrą, Daniel odmówił, bowiem wytwórnia wydawała Metallikę, a Metallica przecież… była opętana przez szatana.
Daniel Johnston bowiem po prostu zwariował. Teraz ma 50 lat, za sobą wielokrotne pobyty w szpitalach psychiatrycznych. "The Devil and Daniel Johnston" przedstawia cały jego lo-fi dorobek i pokazuje jak niezwykłą był postacią. I też niestety to, że wielka wrażliwość idzie w parze ze straszliwymi skutkami ubocznymi.

Some Kind of Monster (2004)


To chyba mój ulubiony dokument muzyczny, a naprawdę nigdy nie byłam i nie będę fanką Metaliki. Jednak "Some Kind of Monster" ma  napięcie i pokazuje jeden z największych zespołów świata. Legendę. I ta legenda od lat nie nagrała studyjnej płyty, tylko płytę z remiksami, z orkiestrą i z coverami. W tym czasie wyrzucony z legendy basista radzi sobie bardzo dobrze. W trakcie nagrywania nowej płyty wokalista idzie na odwyk. Management zespołu decyduje się na zaangażowanie terapeuty, który ma uleczyć relacje w zespole. I my to wszystko oglądamy. Powtarzam: terapeuta leczy Metallikę. Nie będę zdradzać szczegółów, ale bardzo chce stać się częścią zespołu. No i scena z nowym, z trudem znalezionym basistą, tym, który gra z nimi do tej pory. Ta, kiedy przyjmują go do rodziny i w związku z tym oferują mu milion dolarów. Takie rzeczy tylko w kinie.

Będzie głośno (2008)


O nie, Jack White - tak, Jimmy Page – rozumiem, ale The Edge?! To była moja reakcja, kiedy dowiedziałam się o tym "spotkaniu trzech gigantów gitary", jak niestety o nim pisano. A dla mnie to film o trzech podejściach do muzyki. Z jednej strony Jack White, tapicer z Detroit, który ze swadą pokazuje jak można zagrać na pudełku z kablem. Z drugiej Jimmy Page, w białym futrze, człowiek który nikomu już nic nie musi udowadniać, z niejednego rockandrollowego pieca chleb jadł. No i The Edge... Mame wrażenie, że twórcy "Będzie głośno" też go nie lubią. Bo z jakiego innego powodu wybraliby do filmu ten fragment, w którym The Edge ćwiczy jogę i rozmawia przez telefon komórkowy? Albo ten, kiedy pokazuje pudło swoich efektów gitarowych, wielkości trabanta. W zestawieniu z Whitem i Pagem The Edge wychodzi na kabotyna. Najboleśniej widać to w ostatniej scenie spotkania trzech gigantów, kiedy po prostu mają grać. The Edge nie jest w stanie wstrzelić się ze swoim riffem, a mnie rośnie serce.

Wściekłość i brud (2000)


Ten film jest antytezą nudnego dokumentu. Widać, że Julien Temple wie dobrze o czym opowiada i świetnie ilustruje wszystkie aspekty fenomenu The Sex Pistols. Jest analogia między "Generacją CKOD", a "Wściekłością i brudem". Obydwa nakręcone zostały przez kolegów zespołu. Dzięki temu napakowane są materiałami, których nie zdobyłby nikt inny. Temple miał ich w archiwum mnóstwo i postanowił zmierzyć się z legendą. Zresztą po raz drugi – najpierw opowiedział tę historię z punktu widzenia Malcolma McLarena w filmie "The Great Rock 'n' Roll Swindle". Tym razem opowiadają ją głównie członkowie zespołu. Mają zaciemnione twarze, żebyście nie zastanawiali się "jak oni teraz wyglądają". Mówią szczerze do bólu. Dla mnie osobiście istotne jest rozprawienie się z mitem Sida Viciousa, który na niczym nie umiał grać, interesował się piciem i narkotykami, ale dobrze się ubierał i dlatego przyjęto go do zespołu.

Wrzeszczący faceci (2003)

Muzyka dla prawdziwych mężczyzn. Kontrpropozycja dla metalu. Co prawda chór Wrzeszczących Facetów - właściwa, oryginalna nazwa to Mieskuoro Huutajat - zapraszany jest najczęściej przez Muzea Sztuki Nowoczesnej na całym świecie, ale w Warszawie występowali w Sali Kongresowej. Istnieją naprawdę. 30 mężczyzn wykrzykuje całe fragmenty tekstów: ustaw, hymnów państwowych, ale również dziecięcych piosenek.

RANKING: Prosta historia - T-Mobile Music
fot. Bad Vugum Records

Ta forma prezentacji stawia je w zupełnie innym kontekście. Dla członków chóru krzyk jest formą oczyszczenia. Reżyser dokumentu o Wrzeszczących Facetach sam był jego członkiem, pokazuje relacje, jakie budują się między mężczyznami, którzy z różnych przyczyn postanowili krzyczeć zamiast grać na gitarze, ale drąży też temat samego krzyku. Koniecznie.

Wingspan – An Intimate Portrait (2001)

Na pewno kumacie te wszystkie żarty o żonach w zespole, które nie potrafią na niczym grać, więc grają na tamburynie? One wzięły się od Lindy McCartney. I choćby dlatego, żeby dowiedzieć się, jak to się stało, że zaczęła grać na tamburynie, warto obejrzeć Wingspan. Ale przede wszystkim, żeby zobaczyć, jak McCartney poradził sobie po rozpadzie Wielkiej Czwórki. "Nigdy nie musiałem kompletować zespołu, nie wiedziałem jak to się robi, przez całe życie byłem Beatlesem" - ten dokument pokazuje mozolną drogę Paula na szczyt, łącznie z początkami zrób to sam, kiedy zespół, żeby się rozegrać zrobił pierwsze tournée po Wielkiej Brytanii, jeżdżąc od uniwersytetu do uniwersytetu i grając partyzanckie koncerty. Od razu uprzedzam, że nakręciła go córka McCartney'a (stąd też intymny portret) oraz że zespół Wings nie jest najwybitniejszym w historii muzyki rozrywkowej.

MC5: A True Testimonial (2002)


Zanim nadeszli The Sex Pistols oraz Minor Threat byli MC5. Niestety, istnieje prawdopodobieństwo, że nie słyszeliście o tym zespole, może kojarzycie ich kolegów - The Stooges. MC5 swoją pierwszą płytę nagrali podczas koncertu, czyli w stu procentach live, po to, żeby oddać w pełni energię, zwaną też czadem. Pewnych rzeczy w muzyce nie da się oszukać i tutaj nie ma świateł Madison Square Garden, tylko obskurna sala balowa gdzieś w Detroit w drugiej połowie lat 60. a w niej rokendrol na poziomie, do którego nie zbliżył się żaden zespół z Wielkiej Brytanii. Robi na mnie wrażenie to, że żyjący członkowie MC5 to naprawdę twardzi goście. Nie ma żadnych tatuaży, ani opowieści o jakiejś "scenie" tylko prosta, trochę tragiczna historia.

Anvil! The Story of Anvil (2008)


Anvil to historia porażki. Zaczyna się od ekspozycji festiwalu w Japonii, gdzie w 1984 roku zagrali Scorpions, Whitesnake, Bon Jovi i... Anvil. Kto? No właśnie. Okazuje się, że autor scenariusza filmu "Terminal" (ten z Tomem Hanksem) przez trzy lata był roadie zespołu Anvil i po 20 latach postanowił nakręcić o nich film. O kanadyjskim metalowym zespole zapomnianym przez wszystkich, z wokalistą zajmującym się obecnie dostarczaniem cateringu do podstawówek. O pięćdziesięcioletnich facetach, którzy nie odnieśli sukcesu, mimo że Slash i Lemmy mówią do kamery: "Tak, Anvil, pamiętam". "The Story of Anvil" pokazuje trasę koncertową zorganizowaną przez – a jakże – dziewczynę gitarzysty. I nie jest to trasa tryumfalna. Ile jest takich zespołów na świecie? Ile niespełnionych marzeń, kredytów na płyty zaciągniętych wbrew obawom żon?

OCEŃ: 9 -1
Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.