T-MOBILE MUSIC
RECENZJA: Złota jesień
The Field w samozapętleniu.
Poślizg recenzencki ma tę zaletę, że pozwala odbić się od cudzych opinii. Przekaz większości dotychczasowych tekstów o trzeciej pełnometrażowej płycie The Field streszczał się mniej więcej w takiej obietnicy: "Looping State of Mind" wydaje się zrazu banalne, lecz jeśli uważnie się przyjrzysz, to okaże się dziełem złożonym, świeżym, nawet innowacyjnym. Jako że moje wpatrywanie się w ten album żadnych zakamuflowanych fenomenów nie odsłoniło, będę przekonywał, że zaszła fatamorgana.

Zsumowanie krótko- i długoterminowych wrażeń z obcowania z "Looping State of Mind" prowadzi przede wszystkim do wniosku, że to płyta zupełnie przyzwoita i nadająca się do wielokrotnego odsłuchu, ale też wtórna (pierwsze przesłuchanie) i nudna (dziesiąte oraz dalsze). Przynajmniej w zestawieniu z fenomenalnym debiutem "From Here We Go Sublime", płytą jednocześnie szalenie chwytliwą i absolutnie niezużywalną. Obu tych cech – powierzchownej atrakcyjności i tak zwanego drugiego dna – "Looping State of Mind" brakuje, znów zresztą wbrew powszechnym przekonywaniom. Chwalący często wspominają o innowacjach rytmicznych, ale chyba nie chodzi o tę prymitywną polirytmię w utworze tytułowym? A może o pijany loop perkusyjny w "Sweet Slow Baby"? Pętla trwa dwie sekundy. Utwór trwa 9 minut 16 sekund. To daje nam 278 okazji do sprawdzenia, czy istotnie mamy do czynienia z postępem.
Konkurencyjną strategią dowartościowywania nowego wyczynu Axela Willenera jest usprawiedliwianie jego powrotu do "wczoraj" niepowodzeniem ekspedycji w "jutro" na "Yesterday and Today"” z 2009 roku. Tyle że "Looping State of Mind" jest równie nierówna! Przez całe minuty "Arpeggiated Love" nie dzieje się absolutnie nic. Przy następnym "Burned Out" wypada porzucić wszelkie zajęcia i śledzić rozstawianie rytmicznej obstawy przed nieśmiałym wejściem wokalu w ostatniej ćwiartce utworu, ale kolejne "Is This Power" to już stuprocentowy Willner sprzed czterech lat. Tyle że po tak banalne, trzynutowe melodyjki wtedy nie sięgał.
Po "Yesterday & Today" reputacja The Field niespecjalnie ucierpiała, bo płycizny albumu wypadało uznać za skutek uboczny odważnej reakcji na sieciowy sukces debiutu. Tegoroczną stagnację zwykło się usprawiedliwiać wyborem serca – "Niech chłopak robi to, co najbardziej lubi" - ale to pachnie tanią litością. Chyba, że taka złota jesień artystycznego życia jest także tym, co najbardziej lubi słuchający.
The Field "Looping State of Mind", Kompakt
