Opinie
A A A
30.09.2011

RECENZJA: Nieprzerwana lekcja muzyki

Na prywatce u Tony'ego, czyli jak się bawią wyższe sfery amerykańskiej piosenki.

Nigdy nie rozumiałem ludzkiej potrzeby fotografowania się z gwiazdami. Co komu z tego, że dotknie znudzonego Szyca, albo obejmie wystraszoną Nosowską? Skapnie przez to na nas, maluczkich, odrobina ich talentu? Przelotnie oświetli nam mroki codzienności blask ich chwały? A może po prostu chodzi o to, żeby rodzinie i sąsiadom się pochwalić, w jakich to my nie obracamy się kręgach? Wiesz, kumie, jak my z Borysem na zakupy do galerii się wybrali…

RECENZJA: Nieprzerwana lekcja muzyki - T-Mobile Music

Ale żarty na bok, bo jak się okazuje, nawet najwięksi tego świata nie są od tej potrzeby wolni. Nie umiem bowiem innym mechanizmem wytłumaczyć faktu, że wielkie gwiazdy muzyki, niektóre zbyt zajęte, by pilnować własnych karier, ustawiły się w długiej kolejce do studia nagraniowego, w którym podejmował je włoski łamacz serc w stanie spoczynku – Tony Bennett. Ten ich udział w "Duets II", u boku 85-letniego starca, ta jedna wspólnie wykonana piosenka, to jak pamiątkowe zdjęcie z legendą. Pal licho, że repertuar niby wyliniały, że nie da się z tego wycisnąć soków, których nie spijaliby wcześniej inni, że Bennett już głosu nie ma jak dzwon – najważniejsze, że wnukom będzie się można pochwalić tym jednorazowym nurem w odmęty historii muzyki rozrywkowej.

RECENZJA: Nieprzerwana lekcja muzyki - T-Mobile Music
fot. Sony Music

Napisałem, że głos Bennetta już nie ten - i to prawda. Wyraźnie się oszczędza, czasem posiłkuje melorecytacją (formuła duetu jest na tyle wdzięczna, że łatwo zamienić ją w zabawny dialog, taką operetkową pigułę), ale też kilka razy zrywa się do lotu na wysokościach nieosiągalnych dla większości dzisiejszych, o pokolenie lub dwa młodszych, gwiazdorów mikrofonu. No i wdzięku ma całe tony, dzieli się nim hojnie ze swymi gośćmi, przez co na przykład Lady Gaga z zimnego jak sopel lodu dziwadła przeistacza się w słodką trzpiotkę (świetnie sprawdziła się w "The Lady Is a Tramp"), a z Michaela Bublé wychodzi prawdziwy zawadiaka, co to z niejednego pieca chleb jadł (choć "Don't Get Around Much Anymore" to taki killer, że każdego ofermę na gieroja zmieniłby). Nie mogę też przestać słuchać "Body and Soul" z Amy Winehouse (i, niestety, nie mogę przestać myśleć, czy naprawdę była w stanie tak zaśpiewać, czy ekipa realizatorów musiała się napracować, żeby to posklejać ze strzępów jej wokaliz - bo wypadła świetnie), sprytnie zastawionej pułapki "Speak Low", czyli seksownej opowieści o przemijaniu (pyszna Norah Jones), czy "Blue Velvet" (tu z k.d.lang, ale tak kocham tę piosenkę, że nawet w wykonaniu pijanej orkiestry weselnej wzruszyłaby mnie do łez), ale każdy znajdzie tu coś dla siebie. Aretha Franklin, Sheryl Crow, Willie Nelson, Natalie Cole, Andrea Bocelli, Mariah Carey… Niezłe towarzystwo, prawda?

"Duets II" płyta, która nie tylko na liście wykonawców łączy pokolenia – a czyni to za sprawą osobowości gospodarza, ale też siłą standardów, urokiem tłustego, organicznego brzmienia znakomicie grającej orkiestry i magią wybitnych, ultracharakterystycznych głosów. Nikt tu Ameryki nie odkrywa, ale wszyscy pięknie ją wyśpiewują. Nie da się nie lubić.

Tony Bennett "Duets II", Sony Music

OCEŃ: 1 0
7

Ocena autora:

Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.