T-MOBILE MUSIC
WYWIAD: Nigeryjski wstyd
- Z powodu sławy ojca musiałem wkładać w muzykę 10 razy więcej energii - mówi Femi Kuti. Książę afrobeatu i syn słynnego Feli na festiwalu Skrzyżowanie Kultur zamierza narobić wstydu władzom Nigerii.
Arabska Wiosna odcisnęła jakiekolwiek piętno na nastrojach w Nigerii?
Żadnego.
Mimo okazji do zmiany, jaką były kwietniowe wybory prezydenckie?
Żadnego. Znów wygrał Jonathan Goodluck. Ludzie są zbyt zajęci walką o codzienny byt, by zajmować się jeszcze polityką.

fot. materiały promocyjne
Podobno tym razem Goodluck wygrał w miarę uczciwie.
Nigeria to ogromny kraj. Na północny kraju były liczne skargi. Osobiście nie ufam temu, co przekazują media. Wierzę w to, co zobaczę na własne oczy. A widzę kraj ciągle pozbawiony elektryczności i porządnych dróg, w którym życie jest coraz droższe, a pracy dla młodych coraz mniej. Z winy Jonathana Goodlucka i jego administracji. Nie mają żadnego pomysłu, jak zaradzić tym wszystkim problemom, a najmniej zajmują się korupcją. Korupcji zresztą najwięcej jest w tych właśnie środowiskach, które kształtują politykę, więc koło się zamyka. Ludzie, którzy kiedyś okradali państwo, swobodnie chodzą po ulicach. Jaki to przykład dla młodych? Jakie wyciągną wnioski z tego, że dla większości moich rodaków najlepszym pomysłem na przetrwanie to pozwolić się skorumpować?
W lutym widziałem prognozę Citibanku, zgodnie z którą Nigeria w najbliższych dekadach będzie miała najszybsze tempo wzrostu gospodarczego na świecie. Jak to możliwe w tych warunkach?
Wystarczyło, że politycy przestali wywozić kapitał za granicę. Pojawiła się presja ze strony bogatych krajów, by tego nie robili. Takie okradanie Nigerii zrobiło się trudniejsze, więc muszą inwestować swoje majątki w kraju. I stąd ten postęp. Poza tym Nigeria jest bardzo bogata w surowce mineralne. Mamy ropę, kauczuk, świetne rolnictwo, tyle że jeszcze nie potrafimy za bardzo czerpać z nich należytych zysków. Jeśli to się uda, będziemy mieli wzrost.
Słyszałem w słuchawce głosy.
To moje dzieci.
Podobno masz ich czwórkę?
Już piątkę. (śmiech) Trzech chłopców – jeden jest już prawie dorosły – i dwie dziewczynki. No i do tego czwórka adoptowanych dziewczynek.
Imponujące!
Mam taką umowę z ich matkami, że kiedy wracam z trasy koncertowej do domu, to wszystkie dzieci przyjeżdżają do mnie. Stąd ten hałas.
Co myślą o twoim zawodzie?
Zwykle widzą mnie zmęczonego trasą, ale co poradzić. Są za mali, by w ogóle rozumieć, czym się zajmuję - z wyjątkiem najstarszego syna Made. On gra na saksofonie w moim zespole i studiuje inżynierię dźwięku. Prawdopodobnie zostanie muzykiem.
Patrząc na swoją własną przeszłość, wyobrażasz sobie, że mógłby muzykiem nie zostać?
Byłoby mu bardzo trudno, bo cała Nigeria tego po nim się spodziewa! Ludzie od małego zaczepiali go na ulicy i pytali, kiedy wreszcie zacznie grać. Mówili, jak wiele się po nim spodziewają. Uciec od muzyki w tej rodzinie...
Której tradycje muzyczne sięgają pradziadków.
To prawie niemożliwe.

fot. Medium
Znów z twojego doświadczenia: czy sława ojca na dłuższą metę pomaga czy przeszkadza?
Przeszkadza. Musisz pracować ekstra mocno. Z powodu sławy ojca musiałem wkładać w muzykę dziesięć razy więcej energii niż w innych okolicznościach. Made czeka ta sama walka. Tworzenie muzyki to nie leczenie ludzi. Lekarz postępuje według instrukcji znalezionych w książkach, a jako muzyk musisz napisać własną książkę.
A kiedy ty napisałeś swoją? Kiedy mogłeś przestać walczyć?
Ciągle walczę! Myślę, że będę aż do śmierci. Ledwie wydam album, od razu pytają mnie o następny, żądają nowych pomysłów. Gdy chcę wrócić do domu i zająć się rodziną, ludzie chcą więcej i więcej. To tak jak z jedzeniem: ledwo zjesz śniadanie, już myślisz o obiedzie.
Więc pewnie myślisz już o nowym albumie?
Właśnie zaczynam zbierać materiał.
Ubiegłoroczną płytę "Africa Africa" nagrywałeś w Nigerii, chociaż mogłeś wybrać dowolne studio na świecie. Skąd ta decyzja?
Prawie nikt nie kupuje już płyt kompaktowych, więc ich wydawanie zrobiło się trudniejsze. Trzeba oszczędzać. Nigeria była dla nas znacznie tańsza, a to przekładało się na swobodę pracy. Już samo wysłanie całego zespołu do Europy byłoby zbyt drogie. Bez wydatków na bilety lotnicze i hotele obcięliśmy budżet o połowę, więc mogliśmy zająć studio na całe trzy tygodnie – zamiast trzech dni w Europie!
OK.
Z drugiej strony nagrywanie w Nigerii przypomina prowadzenie bitwy. Wszystko, o czym zamierzasz powiedzieć, jest obok. Śpiewam o problemach z elektrycznością i nagle wyłączają nam prąd. Śpiewam o biedzie, ona jest za progiem. A gdy pracowałem w Paryżu, mieszkałem w drogim hotelu i miałem studio ze stabilnym zasilaniem. Dziwnie śpiewać o trudnych sprawach w tak komfortowych warunkach... Nagrywanie w Nigerii to walka.
Potem jednak zabierasz tę muzykę - nagraną w tak trudnych warunkach - i prezentujesz w Paryżu publiczności, która nie ma pojęcia, co to brak prądu. Nie wspominając o głodzie.
I dobrze! Bo za ich pośrednictwem wywieram presję na nasz rząd. Gdy skarżę się na sytuację w Nigerii, robię wstyd naszym władzom i zmuszam je do działania. Trudniej im okradać własnych obywateli i przewozić pieniądze do Europy, gdy ludzie na świecie patrzą im na ręce. Nie wiesz, kto przeczyta wywiad, którego właśnie ci udzielam. (śmiech)
Dwa lata temu władze zamknęły The Shrine, klub założony przez twojego ojca, który dziś prowadzisz ty. W mediach było o tym bardzo głośno.
Dlatego szybko znów pozwolili mi go otworzyć. Teraz jest znacznie, znacznie lepiej. Wcześniej rząd nie zdawał sobie sprawy z tego, jak popularny jest The Shrine. Odkąd uświadomili to sobie, nie było większych komplikacji. Drobne incydenty.

fot. Medium
Myślałeś kiedykolwiek o wyprowadzce z Nigerii?
Nigdy. To byłby straszny grzech. Moi przodkowie stąd pochodzą, mój ojciec tutaj mieszkał, nie potrafiłbym wyjechać. A gdybym to zrobił, moi fani byliby bardzo rozczarowani.
Podobno od jakichś dziesięciu lat nie słuchasz cudzej muzyki?
Bo staram się tworzyć własną i być tak oryginalny, jak to tylko możliwe. Może gdy dobiję sześćdziesiątki, to wrócę do muzyki, którą lubiłem w młodości. Miles Davis, John Coltrane, Charlie Parker, Dizzy Gillespie, Fela... Ale na razie chcę, by muzyka wypływała bezpośrednio z mojego wnętrza. Dlatego chronię swój umysł przed jakimikolwiek wpływami.
Skąd więc bierzesz nowe pomysły, nowe rozwiązania?
Z ćwiczeń. Do niedawna codziennie spędzałem kilka godzin z saksofonem. Teraz mniej, bo uczę się grać na pianinie i trąbce. Aby zostać dobrym trębaczem, potrzeba od 10 do 20 lat ciężkiej pracy. Ja mam za sobą dziesięć lat. Potrzebuję jeszcze pięciu, aby osiągnąć poziom mistrzowski. No więc ćwiczę.
A gdybyś miał przekazać tylko jedną radę swojemu synowi?
Powiedziałbym mu... Rzeczywiście mu to powiem. Czasem jest dobrze, a czasem jest źle. Kiedy będzie źle, powinien dalej ćwiczyć i nie tracić nadziei.
Oby usłuchał.
Na pewno usłucha, to dobry chłopak.
25-30 września – Skrzyżowanie Kultur, Warszawa
Wystąpią m.in. Femi Kuti, Sara Tavares, Aynur.
