T-MOBILE MUSIC
WSTYDLIWE PRZYJEMNOŚCI ANGELIKI: Maroon 5 feat. Christina Aguilera
W zasadzie nie ma żadnych przesłanek, żebym lubiła – choćby i wstydliwie – tę piosenkę.
Dowodzi ona przecież ostatecznie, że Maroon 5 – a co tam, niech stracę: kiedyś nawet sympatyczni – pogrążyli się właśnie w otchłani zupełnej ohydy. A Christina? No halo, wybudzona z głębokiego snu, w środku nocy, na pytanie "Britney czy Christina?" odpowiadam z automatu: "Britney na zawsze!"
To o co chodzi? Chodzi o to, że kocham brytyjskiego "Guardiana" i ich serwis guardian.co.uk. Wszystko tam jest ładne, błyskotliwe, zabawne – a do tego mają taki porządek w płytach, że mogłabym na tej stronie zamieszkać. Okej, są niereformowalnie anglocentryczni. Niby ich prawo, ale czasem boli, zwłaszcza gdy biorą się za pisanie o polskiej muzyce / kulturze, co ostatnio zaowocowało brzydką wpadką mojego ulubionego Alexisa Petridisa, który na podstawie życzeniowych omamów paru hiperoptymistów stwierdził, że Warszawa jest nowym techno rajem i za pięć lat dogoni Berlin. No cóż – nie jest i nie dogoni. Ale powtórzę za klasykiem – well, whatever, nevermind...

Maroon 5 fot. Medium
Nieważne, bo guardian.co.uk inspiruje tak czy inaczej i nie dalej jak dziś rano przeczytałam felieton jednej pani, która analizowała zjawisko tak oczywiste, że aż dziwne, że nie uświadomiłam sobie tego wcześniej, mimo że przecież doświadczam tej cudownej męki dwa razy w tygodniu. Tak, wszelkiej maści kluby fitness są mekką muzyki złej, strasznej, najgorszej. Ale ta fatalna muzyka (techno raj, o tak!), która urąga poczuciu estetyki, ma jakąś niebywałą moc utrzymywania organizmu przy życiu, gdy do mózgu poszedł już sygnał, że za chwilę nastąpi śmierć przez wycieńczenie. Ta okropna muzyka zabrania mi robić w głowie listy najmądrzejszych książek, jakie w życiu przeczytałam, tylko po to, żeby dojść do wniosku, że przecież kult szarych komórek należy czcić ponad wszystkie inne kulty.
I właśnie od miesiąca tego cudownego zniszczenia w mojej głowie dokonuje "Moves Like Jagger" Maroon 5 ze współudziałem Xtiny. Piosenka fatalna, obrzydliwa, uderzająca w nietolerowalne rejestry. "Uuuu" z refrenu śni mi się po nocach razem z Buką i duchami dzieci z "Sierocińca". Co najważniejsze, to piosenka niegodna, by posługiwać się nazwiskiem najważniejszej postaci w historii nieskoordynowanej choreografii. A jednak jakże magiczna! Rozumowi wbrew.
W bonusie dowód, że Mick Jagger wie, jak się ruszać (bo wokalista Maroon 5 oczywiście nie ma o tym pojęcia):
