T-MOBILE MUSIC
RECENZJA: Przegląd kanałów
Nie takie znowu wielkie odkrycia na nowej płycie Tokyo Jihen.
Pierwsze miejsce na liście Oricon to dla Tokyo Jihen żadna nowina. Szczyt japońskiego "Billboardu" odwiedzali przedtem dwukrotnie i tyle samo razy zatrzymywali się tuż pod nim. (Więcej podejść nie było). Pytanie: skąd ten błyskawiczny sukces kapeli powstałej ledwie w 2004 roku? Odpowiedź: Shiina Ringo. Przed założeniem Tokijskich Wypadków charyzmatyczna – niektórzy mówią: irytująca – wokalistka grupy wydała dwie pierwszorzędne, hipereklektyczne płyty. O "Shōso Strip" Wikipedia pisze: "J-pop, pop, rock and roll, hard rock, grunge, punk rock, pop rock, jazz, kayōkyoku, enka, alternative rock, electronica, computer music". Niewiele bardziej powściągliwie wypowiada się o słynnym w niemal całej Azji Południowo-Wschodniej "Karuki Zamen Kuri-no Hana": "alternative rock, electronica, folk music, traditional music, world music, orchestra, new wave". Przy czym jesteśmy odpowiednio w roku 2000 oraz 2003, a więc dopiero w fazie wstępnej stylistycznego Schengen.

Oba tytuły japońscy dziennikarze od razu zanotowali pod hasłem "podsumowanie dekady". Ostatecznie częściej przypominali sobie potem o "Karuki..." - i słusznie: na tej płycie wahania nastrojów Ringo brzmiały bardziej naturalnie, piosenki były lepsze, melodie chwytliwsze. Przepustkę do tych samych rankingów Tokyo Jihen wydali sobie sami w 2006 roku. Od czasu premiery "Adult" tokijczycy ścigają się z tą płytą mniej więcej tak, jak Radiohead ze swoimi "OK Computer" czy "Kid A". I z podobnym skutkiem: bez wygranej, ale też bez dotkliwych porażek.
Jeśli teledyski Jihen dzielą się na te radosne i te zadziwiające, to singiel promujący ich piąty album przynależy zdecydowanie do tych pierwszych. Jak poniekąd zapowiada tytuł "Atarashii Bunmeikaika" ("Nowa westernizacja"), Ringo postawiła w nim na język globalny, który to – powtórzę za podsumowaniem 2010 roku – właśnie westernizuje nastrój, a to, co charakterystyczne, sobie tylko znanym sposobem przemienia w kiczowate. Z drugiej strony do rozrzucanej po tekstach Ringo angielszczyzny każdy musiał się w swoim czasie przyzwyczaić.
Całe "Daihakken" powstało w ciągu niespełna kilkunastu miesięcy. Na tym pośpiechu straciły nie tyle kompozycje, co najbardziej zagorzali fani: bodaj pięć z trzynastu utworów będą znali już z wcześniejszych singli. Tytuł płyty oznacza tyle co "wielkie odkrycie" albo "przełom" i jako pierwszy w historii grupy nie nawiązuje do ramówki telewizyjnej (były już "Edukacyjne", "Dla dorosłych", "Rozmaitości" oraz "Sport"). Owe odkrycia nie odnoszą się raczej do muzyki, bo ta nie wykracza poza stylistyki zgłębiane uprzednio przez sekstet. Każdy z utworów brzmi rzecz jasna inaczej - elektro-kosmicznemu patosowi "Kaze-ni Ayakatte Ike" Jihen kazali na przykład sąsiadować ze skocznym bigbandowym swingiem "Onna no Ko wa Daredemo" - jednak nie ma tu aż takich skrajności, by w trakcie odsłuchu trzeba było zmieniać poziom głośności albo grono słuchaczy. Chodzi więc raczej o teksty Ringo, obejmujące tematykę od kondycji człowieka XXI wieku aż po wizytę najeźdźców z kosmosu.
Główną zaletą i jedynym w zasadzie powodem, dla którego po "Daihakken" powinien sięgnąć ktoś niespecjalnie zainteresowany japońskim podejściem do muzyki rockowej, są melodie. Wszelakiej maści, za to regularnie wykraczające poza kreskę taktową – towar coraz rzadziej spotykany w popie anglosaskim. Zaletą drugoplanową, obejmującą zresztą cały dorobek Ringo, jest relatywnie niski jak na j-muzykę poziom kiczu. Szczytowym wyczynem zahaczającym o granicę tolerancji może się wydawać rzewna ballada "Denki-no nai toshi", jednak tylko do momentu, gdy tytułowe "Miasto bez świateł" skojarzymy z marcowym trzęsieniem ziemi. Równie łatwo wytłumaczyć, ale trudniej usprawiedliwić wrażenie losowości materiału: zapewne skutek jego skróconej inkubacji. "Daihakken" słucha się jak składaka, tak jakby różnorodność nagle zaczęła przeszkadzać grupie w utrzymaniu spójności. Trafnie zauważył któryś z japońskich fanów: poprzednie płyty Tokyo Jihen były programami telewizyjnymi. Tym razem ktoś skacze po kanałach.
Tokyo Jihen "Daihakken", EMI Music Japan
-
26.08.2011dodany przez: sirinea
Tytuł tej płyty wbrew temu co pisze autor nadal wiąże się z ramówką telewizyjną, bo po angielsku oznacza Discovery, jak Discovery Channel na przykład. -
komentarz
