Opinie
A A A
05.07.2011

RECENZJA: Przedskok w pop

Zomby zmienia wszystko poza pseudonimem.

Najlepszy swój pomysł na muzykę Zomby zmieścił dwa lata temu w trzech minutach "Godzilli". Oszczędnego w swej dosadności utworu, w którym 16-bitowym arpeggiom powierzył harmonię, melodię i obowiązek destabilizowania rytmicznym ADHD niewzruszonego dubstepowego bitu. Cała półgodzinna epka "One Foot Ahead of Another" bardzo się zresztą Zomby'emu udała. (Z dzisiejszej perspektywy znacznie bardziej niż starszy o rok retrorave'owy debiut "Where Were You in '92"). Niewiele brakowało, a w elektronicznych podsumowaniach 2009 roku powalczyłaby o podium z pełnometrażówkami Martyna, Oneohtrix Point Never, Moderat czy SND, nie wspominając o Hopkinsie czy Deaconie. Postanowił więc Zomby ten swój najlepszy pomysł porzucić.

RECENZJA: Przedskok w pop - T-Mobile Music

Wizyta Panda Beara w singlowym "Things Fall Apart". Fortepianowa miniaturka "Basquiat". "Riding With Death", które w ciągu dwóch minut prowadzi nas przez UK funky, techno i house, a niektórzy słyszą tam jeszcze chicagowskie juke. Przekombinowane brytyjskie r'n'b w "Natalia's Song". 2-stepowa "Alothea". Spojrzenie wstecz w "Digital Rain". Paradoksem w tym bogatym krajobrazie – albo raczej świadectwem kunsztu londyńczyka – jest to, że jego drugi longplay wydany przez 4AD okazuje się diablo spójny. Trik? Smakowanie stylistyk Zomby podporządkował charakterystycznej dla niego przejrzystej produkcji oraz... songwritingowi. Bo jak określić "Haunted" czy "A Devil Lay Here" jeśli nie mianem instrumentalnych piosenek? Z rytmicznych komplikacji niemal zupełnie zrezygnował, aranżacje rozwija metodą podręcznikową - nazywaną przez adeptów el-muzyki "kanapkową" - a każdą z warstw obdarowuje osobną melodią. Kiedyś próbował słuchacza hipnotyzować, potem zadziwić. Teraz chce się przypodobać. Naiwniak? Niekoniecznie. Utworem "Tears in the Rain" swoją publiczność na poprzedniej trasie rozgrzewała Lady Gaga, a na swoich pokazach Zomby'ego puszczała Prada.

"Dedication" płytą krótką (35 minut) i zmienną jest. Cztery minuty przekracza tylko powszechnie hołubiona, pisana ponoć dla Buriala "Natalia's Song" (te strzępy wokalne Zomby wysamplował laureatce rosyjskiego talent-show Irinie Dubtzovej). Ponad trzy minuty wytrzymują "Mozaik" oraz wspomniane wspominkowe "Digital Rain". Z pozostałych 13 utworów składowych połowę stanowią okołominutowe przerywniki. Wiele z nich jest zupełnie niepotrzebnych. Te potrzebne błagają o rozwinięcie. Ale metodą kopiuj/wklej swoją karierę rozwija jakieś 90% laptopowców i nie tylko laptopowców - patrz ostatni album Radiohead. Skoro ktoś potrafił oprzeć się pokusie ekranowej manufaktury, to wypada go pewnie pochwalić za ten umiar, bo lepszy niedosyt niż przesyt. Tyle że tutejszy niedosyt nie należy do tych, którego skłaniają do ponownego wciśnięcia trójkąta po zakończeniu odsłuchu.

I jeszcze dwa słowa o tytułowej dedykacji. Ojciec Zomby'ego, który sam podobno parał się muzyką z przystankiem w Abbey Road na koncie, zmarł niedawno na raka. Wydarzyło się to jednak już po ukończeniu "Dedication" i nie miało wpływu nawet na dobór tytułów wyświetlonych na pogrzebowej okładce. Tak o tym wszystkim mówił w jednym z wywiadów niezmiennie anonimowy producent: "Myślałem, że wszyscy będziemy żyć wiecznie. Dorastałem w świecie marzeń: nigdy nie złamałem żadnej kości, nigdy nie widziałem mojego ojca w chorobie, nigdy nie musiałem brać w pracy dnia wolnego. A na tym przecież polega życie, co nie?".

Zomby "Dedication", 4AD

OCEŃ: 9 -2
6

Ocena autora:

Autor: Mariusz Herma
Tagi: recenzja, 4ad, zomby
Do góry
Billboard Music Awards 2012 Galeria Hercules and Love Affair Galeria Vladimirska

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.