T-MOBILE MUSIC
TEN TYP MES: Hodujmy wspomnienia
Oczywiście, że nie mam zamiaru przyjaźnić się z Kosmą. Dziewczyny, którym może mnie przedstawić, również zachęcą raczej do remake'u sceny podpalania włosów z "Nic śmiesznego", niż do ożenku. Ale brnę dalej.

Spotkałem tego chłopaczynę na nocnym Tour de Varsovie z dwoma załogantami ode mnie. Już niemal wśliznął się Kosma kocim ruchem do taksówki pełnej dzierlatek, wszyscy bardzo młodzi i bardzo piękni, ale jakaś Nadia lub może Wiktoria nagłymi wymiotami opóźniła ewakuację teenagentów sprzed klubu. Zagadnąłem o imprezę, że może dołączymy. Widać gołym okiem, że wiele nas różni, ale przecież może być egzotycznie. Młodzieniec zapytany o życiowe pasje odparł, że gra w zespole indierockowym już kilka lat i ma na koncie nawet dwa gigi w stolicy. Tak, wie, że to zajebiście, ale jakby co, jest ustawiony - żebym nie myślał, że chce grać zawsze, że to jedyny jego plan.
Gdzieś we mnie małe ludziki z serialu "Było sobie życie" dostarczały w pocie czoła nowych pokładów cierpliwości, z początku taczkami, potem już cysternami, bezpośrednio do niewyparzonego języka. Zagaiłem więc, nie bez wysiłku, bardzo spokojnie: Gdzie w tym rock'n'roll?
Kosma wybuchł. Nie tak po słowiańsku, z rzutem mięsem i gestem zamaszystym, skąd. Chłodno klarował przez zęby, że nawet jeśli naprawdę jestem Ten Typ Mes, to zna jakąś jedną moją piosenkę, którą uważa za chałę, on gra na gitarze, a na czym ja gram, poza tym mniejsza o to granie, on jest ustawiony do końca życia, a ja niech sobie rapuję. Zdanie "Gdyby nie kamery, przearanżowałbym ci tę dziewczęcą twarz" zakończyło naszą krótką znajomość. Razem z kompanami odszedłem szybkim krokiem, omijając oko Big Brothera, Kosmę, jego lico, nasze kłopoty. Irytacja, zaduma nad kondycją młodzieży (dziady!) i bezproduktywnie zaciśnięte pięści sponsorowały następne trzy kwadranse i pół litra. Rozeszliśmy się do domów nad ranem.
Owa przypowieść średnio zachęca do zawierania znajomości na ulicy, to pewne, a jednak coś ją wyróżnia. Otóż pamiętam ją! Ze wszystkich wieczorów na mieście, zlewających się w jeden bełt, tę historyjkę pamiętam ze szczegółami. I skłania mnie to, by zaapelować do moich znajomych, ale i do samego siebie, o dywersyfikację miejsc i rozmówców. Bo czemuż to dawne sesje kreskowo-wódczane w wynajętym mieszkaniu na Marymonckiej są tylko białym, spoconym żartem ze wspomnienia, a jednorazowe kiranie na Górce Szczęśliwickiej o zachodzie słońca – wyrazistym flashbackiem? Dlaczego setki rozmów w tym samym gronie mogę podsumować jednym zdaniem, a unikatową dysputę z bezdomnym artystą przy trzech piwach odtwarzam z przyjemnością, temat po temacie? Zaburzały kuszącą bezpieczeństwem powtarzalność. Potrząsały planszą z zakurzonymi, nieruchomymi figurami.

Fot. Piotr Litwic
Oczywiście, utrzymywanie dyscypliny w zmianach tła i składu interlokutorów (chyba każdy, kto chce się przylansować słownictwem mówi "interlokutor", ja nie jestem lepszy) wymaga czasem przymusu. Lekkiego dociśnięcia charakteru, szczególnie przed wyjściem z domu, gdy wybór "bezpieczne i znane miejsce" może zastąpić masochistyczna gadka z Kosmami i jemu podobnymi, a wymarzona, inspirująca postać wcale nie nadejdzie. A jednak, nawet małymi krokami (park nie ten najbliżej domu, kino po drugiej stronie miasta, trasa autobusu ciut przydługa) można zmienić nie do poznania rok znajomości. Z kobietą, przyjaciółmi, ziomami. I po tychże dwunastu miesiącach spojrzenie wstecz będzie jak pierwsza wklejka oka w kalejdoskop. W innym wypadku wzrok może zatrzymać się na przesuwaniu krzeseł i talerzy przy tym samym stole, na klatce schodowej, gdzie trudno po pijaku znaleźć światłowłącznik, choć tkwi w tym samym miejscu od lat, na klonach popcornu pochłanianego w jednej pozycji wśród rzędów foteli "twojego" multipleksu.
Dzisiaj akurat boli mnie noga, mało spałem kilka nocy, przejdę się więc do knajpy obok, jutro kino... Tak, to trzy przecznice dalej, niestety nie mam czasu na dalsze wojaże. Pojutrze przyjaciele, owszem, niezmienni od lat. Hej, jestem tylko człowiekiem. Ale czwartej nocy przyśni mi się koszmar rutyny, a jej właśnie boję się najbardziej.
-
18.09.2011dodany przez: ja
bylem na kilku koncertach Typa i zawsze po koncercie rozmawia sobie z ludźmi tez chętnie bym z nim pogadał ale o czym? o muzyce przecież każdy gada z nim o muzyce, o życiu nie no nie wypada bo go nie znam osobiście nie będę go pytał o sprawy osobiste, a nie chce być jednym z tych najebanych kolesi którzy bełkoczą mu coś jednocześnie plując na niego, wiec nie podchodziłem nigdy, bo nie chce być jak wszyscy i jak wszyscy zacząć gadkę od "Mes zajebista płyta, kiedy następna" chce pogadać o czymś z sensem. -
31.08.2011dodany przez: lesdegas
Wrażliwość jest constans. Tylko język się zmienia. Gloria i prawda. -
19.07.2011dodany przez: bartek
Fajne to to całkiem. Szkoda tylko że tak zakamuflowane w odmętach sieci. Ale się czyta. Dobre g na ulice i na parkiet -
13.07.2011dodany przez: SSB
Każdy się czegoś boi -
12.07.2011dodany przez: Maniuś
Ja pierd*lę... Dlaczego wszyscy w tym mieście muszą być odkurzaczami? Lubię Cię, Drogi Piotrze, Twoją twórczość, szanuję poglądy, które publicznie wyrażasz, dzielę uwielbienie dla dobrej wódeczki i równie dobrej konwersacji nad nią, ale przeraża mnie to, że to miasto jest zasypane prochem... Abstrahując od tego, że zasada fair play w walce na kieliszki cierpi na tym okrutnie. -
10.07.2011dodany przez: Monika
Świetny felieton ;)
Doskonale rozumiem sytuację takowych ''znajomosci'', które na zawsze odbijają piętno w pamięci i utożsamiam się poglądowo z przeczytanym tekstem.
Brawo. -
5.07.2011dodany przez: paula
Chciałabym z Typem porozmawiać. Sprawdzić, czy mnie onieśmieli, czy nie będę szukała w głowie synonimów do tego, co przychodzi do niej jako pierwsza myśl. Ciekawe... -
4.07.2011dodany przez: Sun
Kam1lson
Zgadzam się z Tobą, też dobrze wspominam wykładowców, którzy dopuszczali i szanowali do siebie zdanie innych. Doceniali odwagę i pomagali się przebić a nie cofali intelektualnie. Ponieważ jestem w środku, a raczej na początku mojej edukacji wyższej mam nadzieję na spotkanie jeszcze takich osób.
Jak na ironię był to również u nas szanowny Pan (przez duże P wręcz) od angielskiego. Który zawsze powtarzał (mimo obowiązkowych zajęć) jeśli masz coś ważniejszego do zrobienia, spoko zrozumiem. I z samego szacunku każdy z chęcią wpadał na zajęcia, zawsze był otwarty na nasze pomysły a angielski nie wyglądał tak, że się ryło czasowniki i odmieniało przez wszystko tylko rozmawialiśmy po angielsku o wszystkim. O naszych pasjach, o naszym przyszłym zawodzie. Nie uczyliśmy się na pamięć wszystkiego, prosił by zapisywać to co według nas, nam się przyda...indywidualnie. Można?...najwidoczniej TAK! :)
Odbiegając od intelektu i nawiązując do człowieczeństwa;)
Było więcej osób które na widok bandy skacowanych studentów uśmiechały się pod nosem i mówiły po zajęciach idźcie dospać. (jak basen w którym na sam widok wody bujało ci się w żołądku niemal synchronicznie)
Gdy wpadaliśmy lekko wcięci (bo ranek nas zastał gdzieś...) ale rzecz jasna staraliśmy się zachować pozory i nawet z sensem mówiliśmy, jak np na Anatomii gdy profesor mówi "od dawna wiedziałem że student, nie człowiek" i się uśmiechał.
Reasumując wywody... są normalni ludzie na tej planecie, może nieliczni ale warto ich spotykać;) -
2.07.2011dodany przez: tatypicames
Ten Typ Mes jako felietonista? Dziwne, ale bardzo ciekawe. Felietony to on pisze dobrze, jak na Tego Typa przystało. -
2.07.2011dodany przez: kam1lson
Przypomina mi ten felieton rozmowę, a raczej część inspirującego monologu, kobiety, która wykładała mi angielski na studiach, a której przez szacunek nie obrzucę sformułowaniem nauczycielka. Pewnego słonecznego dnia powiedziała, aby grupa wyszła z zajęć i poszła zrobić coś, czego jeszcze nie robiła - niech to będą odwiedziny w muzeum, może przejażdżka (?) wrocławskim statkiem po Odrze (od tych miejscówek na mostach). Cel był jeden - pozbycie się koszmaru rutyny o który tak łatwo na studiach, ale myślę, że pokazało coś więcej - otwarty umysł, nowy pomysł, inny punkt widzenia (niech będzie nawet ten od Kosmy) tworzą w naszej głowie ciekawe kleksy. Z perspektywy czasu zwracamy uwagę na kleksy w zalewie tysiąca linii, chociaż nie rzadko ciekawych, mądrych, tworzących kolejne litery.
Dzięki -
1.07.2011dodany przez: Sun
Czytając poniższe komentarze nasuwa mi się pewna koncepcja, wreszcie ktoś rusza młode umysły i kreuje modę na myślenie. To działa.
Ludzie już nie tylko słuchają Cię bo myślą, ale zaczynają myśleć żeby słuchać. :) -
28.06.2011dodany przez: michal.s
kurwa coraz częściej muszę przy wywiadach do słownika sięgać ;o
niektórych może to odstraszyć... -
26.06.2011dodany przez: DNL
Pełen podziw, w sumie zgadzam się z Tobą, ja jak i pół polski powie " myślę podobnie jak Ty "
Pozdrawiam ;) -
24.06.2011dodany przez: Kevin
Bardzo często słyszę i widzę komentarze o tym, jak bardzo styl pisania Mesa przypomina Bukowskiego. A jeśli Piotr nigdy publicznie o Charlesie by nie wspomniał, czy wtedy też tak wiele osób by to zauważyło?
Felieton świetny i przyjemnie się czyta, a twórczość Bukowskiego zapewne była dla Typa inspiracją, nie stylem do kopiowania. -
24.06.2011dodany przez: Kevin
Bardzo często słyszę i widzę komentarze na temat tego, jak bardzo styl pisania Mesa przypomina Bukowskiego. A jeśli Piotr nigdy publicznie o Charlesie by nie wspomniał, czy wtedy również tak wiele osób by to zauważyło?
Felieton świetny i przyjemnie się czyta, a twórczość Bukowskiego na pewno jest dla Typa inspiracją, nie stylem do kopiowania. -
23.06.2011dodany przez: adaste
Przypomina mi się intro z twojej płyty Typie!
Przestań K##wa Gadać Prozą!!! -
23.06.2011dodany przez: Jerry
Świetny felieton jak zwykle na poziomie Mesa, pełen goryczy i humoru. Piotrek się nie zmienia, on ewoluuje. Czekam na kolejne felietony i pozdrawiam! -
21.06.2011dodany przez: Jens
Widać w tekstach Mesa duży wpływ Bukowskiego chociaż nie jest on stylem próbującym napisać coś tak jak dałby to Hank (dosłowność i surowość uzupełniona, czasem, kosmicznymi wręcz porównaniami). Chociaż wolę rap niż prozę od Typa to felieton czyta się równie dobrze jak każdy poprzedni, czekam na kolejne! -
21.06.2011dodany przez: dzidek877
No no, Piotrze! Fajnie się to czyta. Widzę również że twoi fani w zaparte próbują naśladować twój styl pisania. Mnie to jebie!:) Świetnie czyta mi się felietony doprawione kąśliwością i goryczką. Nie ukrywam jednak że niektóre zdania są przekombinowane i pierdoli mi się w oczach od tych wszystkich porównań. Piątka dla Ciebie, hejty dla jebanych skurwysynów którzy zarzucili ci komercyjność. Chcesz jeść, musisz pracować, prosta matematyka...a swoją drogą - jak sklasyfikować liderów grup punkowych którzy od 20 lat chodzą w jednych majtkach a teraz grają kurwa na dniach Rząśni???:-/ czysty survival...V -
21.06.2011dodany przez: flowers
Wiec co?! Pakuje się w doniczkę i chcialbym uciec z tad, wypieprzyc gdzies tam!!! -
17.06.2011dodany przez: Daniel
Propsy Piotrek ! Chcemy więcej treści przelewanych na t-mobile :) -
17.06.2011dodany przez: SylwiaSilla
Piotrek podziwiam Cię ! -
17.06.2011dodany przez: SylwiaSilla
Piotrek podziwiam Cię ! -
17.06.2011dodany przez: SylwiaSilla
Piotrek podziwiam Cię ! -
17.06.2011dodany przez: SylwiaSilla
Piotrek podziwiam Cię ! -
16.06.2011dodany przez: Marcowy
sprawia wrażenie jakby tekst przede wszystkim miał przekonać o kunszcie autora.
Gdzieś się zagubiła treść w tej całej słownej żonglerce.
będę zaglądał. -
16.06.2011dodany przez: sbl
No często człowiek zapamiętuje rzeczy na które nie zwracał specjalnie uwagi a sytuacje które chciało by sie trzymać jak naj dłużej, pełne emocji, rozmywają sie. -
16.06.2011dodany przez: tomek malicki
bardzo dobry tekst! -
16.06.2011dodany przez: paulina
a mi się właśnie bardzo podoba ten styl pisania i wcale nie ciężko się czytało;d -
16.06.2011dodany przez: Bąku
Do stylu pisania Mesa trzeba się przyzwyczaić. Wcześniej, czytając felietony Typa na alkopoligamii, też jakoś strasznie się to czytało. -
16.06.2011dodany przez: Ola
-
16.06.2011dodany przez: koralGol
Strasznie się to czyta. -
16.06.2011dodany przez: RBS
ZACNIE! -
komentarz
