Opinie
A A A
06.06.2011

WYWIAD: W piwnicy z gitarą

Annę Calvi rozsławiła protekcja Briana Eno oraz miejsce na liście BBC Sound of 2011. Nam opowiada o miłości do gitary, analogów i włoskiej opery.

Większość z nas poznała cię dzięki liście BBC Sound of 2011. A co działo się wcześniej? Jak zostałaś muzykiem?
Gitarzystką jestem od ósmego roku życia. Wszystkiego nauczyłam się sama, a raczej w towarzystwie Jimiego Hendriksa i Django Reinhardta. Pięć lat temu postanowiłam zostać także wokalistką. Marzyłam o tym od zawsze, ale brakowało mi umiejętności i odwagi. W końcu podjęłam decyzję: zrobię to, znajdę własny głos. I ćwiczyłam po sześć godzin dziennie, posługując się przy tym metodą sprawdzoną przy nauce gry na gitarze: puszczałam sobie utwory Niny Simone, Edith Piaf czy Scotta Walkera i śpiewałam wspólnie z nimi. Piaf była najwspanialsza. Nie było w niej ani krztyny cynizmu, któremu ulega dziś większość wokalistów.

WYWIAD: W piwnicy z gitarą - T-Mobile Music
fot. materiały promocyjne

Od początku liczyła się tylko muzyka, czy istniał plan B?
Lubię malować i tym bym się zajmowała, gdyby nie powiodło mi się z muzyką. Przy nagrywaniu wciąż myślę obrazami. Każdy dźwięk jest jak pociągnięcie pędzlem, a kompletna piosenka to rodzaj filmu krótkometrażowego. Przy czym fabuła nie ma być tylko domeną tekstów, ale skutkiem przemyślanej narracji muzycznej.

W twojej muzyce są też akcenty operowe.
Mój tata pochodzi z Włoch. Gdy dorastałam, oprócz Stonesów czy Captaina Beefhearta puszczał mi płyty Marii Callas... Często bywałam w Rzymie, znam najważniejsze włoskie opery i to wszystko na pewno powraca teraz w mojej muzyce. Szczególnie charakterystyczny operowy dramatyzm.

Lubisz też kontrasty dynamiczne. Nawet pojedyncze utwory rozpinasz pomiędzy cicho-głośno.
Zestawianie skrajnie intymnych momentów z bardzo głośnymi, szybkimi to jedna z rzeczy, które w muzyce fascynują mnie najbardziej. Chciałam to usłyszeć także na własnej płycie.

Ile czasu zajęło ci zbieranie materiału?
Zaczęłam pisać dwa i pół roku temu. Pracowałam sama. Zamykałam się w piwnicy  w kompletnej izolacji.

Z gitarą?
Tylko z nią. Kiedy gram na gitarze, wyobrażam sobie, że to cała orkiestra. Gitara ma ogromną rozpiętość dynamiczną: potrafi zaśpiewać pojedynczym głosem, a chwilę potem wybuchnąć pełnym brzmieniem. Staram się wydobyć jak najwięcej z tego jednego instrumentu, zamiast posiłkować się innymi. Nie korzystam nawet specjalnie z pedałów i efektów gitarowych.

I komputerów? Twój debiut powstawał podobno na sprzęcie analogowym.
Niektóre elementy już po sesji dograliśmy w Pro Toolsie, ale wokale i bębny zarejestrowaliśmy na taśmę. Zależało mi na naturalnym, żywym brzmieniu. Pracowaliśmy w Black Box Studios we Francji. To miejsce ukryte gdzieś na wsi, z dala od cywilizacji i skrzętnie chronione przed wpływem nowych technologii. Praca na analogowym sprzęcie sama w sobie okazała się bardzo inspirująca.

WYWIAD: W piwnicy z gitarą - T-Mobile Music
fot. Medium

A Rob Ellis, producent płyty?
Posłuchał moich demówek, wysłuchał moich życzeń dotyczących brzmienia albumu, a następnie pomógł mi tę wizję zrealizować. Nie próbował niczego zmieniać, a jedynie uzupełniał moje pomysły swoimi. Wspaniały współpracownik.

Ellis kojarzony jest głównie z PJ Harvey, do której bywasz często porównywana. Innym kojarzysz się z Florence And The Machine czy Siouxsie Sioux. Któreś z tych skojarzeń uważasz za szczególnie absurdalne?
Szczerze mówiąc: wszystkie. Florence wydaje mi się najbardziej niedorzeczna. Siouxsie Sioux nigdy w życiu nie słuchałam. PJ Harvey niezwykle szanuję jako artystkę, ale nigdy nie należała do moich inspiracji. Inspirowali mnie Claude Debussy, Olivier Messiaen, Ravel... Dlatego stawianie mnie w jednym rzędzie z osobami, które wymieniłeś, wydaje mi się bez sensu. Oczywiście nie mam wpływu na to, z kim się kojarzę słuchaczom. Gdy na scenie pojawia się nowy artysta, zawsze próbuje się go porównać do kogoś już popularnego. To część całego procesu.

Z osób popularnych ciepło o tobie wypowiada się Brian Eno. Jak to jest mieć tak sławnego fana?
Jego zainteresowanie to zaszczyt. Miałam sporo szczęścia... Wyłączając krąg moich najbliższych znajomych, Brian był pierwszą osobą, która usłyszała moje piwniczne demówki. Wkrótce potem dostałam od niego bardzo pochlebny list. To był dla mnie sygnał, że czas brać się do roboty.

Myśleliście o tym, by kiedyś wspólnie wejść do studia?
Podobnych planów jak dotychczas nie było, ale na pewno nie odrzuciłabym takiej propozycji.

Niedawno skończyłaś swoją pierwszą dużą trasę koncertową. Jak wrażenia?
Lubię pracę w studiu, jednakże koncerty są o tyle lepsze, że tutaj przyjemność jest natychmiastowa. (śmiech)

Wciąż podróżujesz tylko z dwoma muzykami?
Tak, bardzo dobrze razem brzmimy. Mally Harpaz gra na rozmaitych instrumentach perkusyjnych oraz harmonii i od lat jest jedną z moich najlepszych przyjaciółek. A Daniel Maiden-Wood to mój bębniarz, niezwykle zresztą utalentowany.

Na koniec: czy wpadł ci w ucho któryś z sąsiadów na liście BBC Sound of 2011?
Nie znam wszystkich wymienionym tam wykonawców, ale jedna postać wydaje mi się bardzo intrygująca: James Blake.

Anna Calvi wystąpi w Polsce w sierpniu, w ramach katowickiego OFF Festivalu (5-7 sierpnia)

OCEŃ: 7 -1
Autor: Mariusz Herma
Do góry
Marilyn Manson Recenzja Dillon Wywiad Wideo Impreza na bogato Galeria

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy