T-MOBILE MUSIC
WYWIAD: Nigdy nie poczułem się celebrytą
- To tylko kwestia czasu, kiedy wszystkie media znów zaczną grać hip-hop – twierdzi Sokół. Pewnie ma rację. Ale jeśli renesans gatunku w Polsce naprawdę nastąpi, to w dużej mierze za sprawą albumu "Czysta brudna prawda".
Raper, biznesmen, wydawca, który za wszelką cenę unika zabawy w celebrytę. Człowiek po przejściach, który środowisko hiphopowe zna od podszewki, a najnowszym albumem "Czysta brudna prawda", nagranym z życiową partnerką Marysią Starostą, wyprowadza solidny kontratak wszystkim odbiorcom, którzy po sukcesie singla "W aucie" zwątpili w jego autentyczność. Z Sokołem rozmawiamy o bomie na hip-hop, zgubnym wpływie kokainy, reaktywacji ZIP Składu oraz fanach z klapkami na uszach.
Nie mieliście wątpliwości decydując się na nagranie całego albumu we dwoje? Często mówi się, że nie powinno się łączyć kwestii zawodowych i rodzinnych. Nawet Jay-Z i Beyonce nie nagrali wspólnie pełnego krążka, a jedynie kilka singli.
Daleko nam do tej dwójki, zarówno stylistycznie, jak i pod względem ilości posiadanych fanów, więc ciężko mi się do nich jakkolwiek przyrównywać. Nie baliśmy się. Fajnie było coś takiego zrobić, bo nie kojarzę podobnej formuły nawet globalnie, a nie tylko patrząc na nasz rynek. Nie mówię o popowych połączeniach, tylko o całej płycie rapera z własną dziewczyną. Oczywiście były jakieś małe tarcia, spinki, nawet nie w kwestii samej muzyki. Mobilizowałem Maryśkę, żeby pisała teksty na czas, żeby nie opóźniała. Nie zmieniłbym tej decyzji o płycie, absolutnie. Nawet zastanawiamy się już nad zrobieniem kolejnego materiału. Pasuje nam ten układ, nie było żadnych półśrodków, kompromisów. Przynajmniej z mojej strony. Marysia od początku wiedziała w co wchodzi, że to nie jest popowy materiał, że nie ma tutaj wielkiej ornamentyki wokalnej, trzeba do tego trochę inaczej podejść. Myślę że dzięki temu nie musieliśmy się w niczym ograniczać, bo od razu wiedzieliśmy do czego dążymy, co jest konkretnym celem. Jeśli mieliśmy jakieś obawy to bardziej co do muru mentalnego: czy nie wsadzą nas do jednej szufladki z Liberem i Sylwią Grzeszczak, i czy nie będą odbierać tego na zasadzie jakiegoś szablonu, że nawet nie skosztują, tylko od razu będą ślepo krytykować.

fot. Prosto
Ale jak widzę, reakcje na razie są bardzo dobre.
Tak, to jest pewnym zaskoczeniem, że nie było tego głupiego krytykanctwa jeszcze przed odsłuchem, na zasadzie, że to album pary, że to będzie cukierkowe, o miłości. I dobrze, bo tego przecież nie ma na tej płycie. To inna stylistyka i inne podejście, co widać wyraźnie już chociażby po okładce. Nie mamy gwiazdorskiej sesji zdjęciowej w stylu "Gali", ani zdjęć rodzinnych z kotkiem, pieskiem i tak dalej. Obawiałem się o ślepą część odbiorców, bo niestety nie raz zawiedli mnie poziomem swojej inteligencji, brakiem wyczucia ironii, sarkazmu. Okazało się jednak, że tym razem obawiałem się niepotrzebnie.
Nie bałeś się, jak na ewentualną krytykę zareaguje Marysia? Bo ty już stykasz się z tym od lat, to twoja kolejna płyta, a dla twojej partnerki pierwsze takie podejście, wystawienie się na opinie, często niesprawiedliwe i zwyczajnie głupie.
Być może podświadomie, chociaż Marysia przy wydaniu swojej debiutanckiej solowej płyty przeszła już chrzest. Ogólnie jednak nie obawiałem się naszej reakcji na krytykę, a bardziej tego, czy ludzie dadzą sobie w ogóle szansę przesłuchania tego, czy z góry skreślą, na zasadzie: "cukierkowa płyta rapera z dupą, co to za gówno". Zaznaczę jednak, że słowo "bałem" jest za duże. Miałem po prostu pewne wątpliwości. Teraz już wiem, że kompletnie nie miało to sensu, bo reakcje fanów, innych artystów, raperów są zajebiście dobre. Nawet na to nie liczyłem. Bardzo często spotykam się z opinią ludzi, że to najlepsza płyta, jaką nagrałem. Szczerze mówiąc sam się zastanawiam, czy rzeczywiście tak nie jest.
Mam wrażenie, że ciebie zawsze ciągnęło do eksperymentowania. Niby twardo przypisywano cię do ulicznego, hardkorowego nurtu hip-hopu, a przecież już dekadę temu była współpraca z 15 Minut Projekt i Anią Szarmach.
Wejdę ci w słowo - ciekawe jest to, że tamten tekst napisałem do spółki z Kayah.
No właśnie. Potem różne eksperymenty na albumach nagrywanych z Ponem, choćby autotune. Czy to wszystko dlatego, że po prostu hip-hop cię nudził, czy od zawsze chciałeś wychodzić poza sztywne ramy?
Na pewno zawsze miałem ochotę pójść o krok dalej. Często to powtarzam - moim zdaniem nazwy gatunków muzycznych są tylko po to, by ludziom było łatwiej w rozmowie porozumiewać się jakimiś skrótami myślowymi, albo łatwiej znaleźć album na odpowiedniej półce w sklepie, a nie po to, żeby tworzyć jakieś sztywne ramy i się w nich zamykać. My jesteśmy od tego, by tworzyć muzykę i przekaz. Nikt nie powinien nas szufladkować ani narzucać z góry, jak to powinno brzmieć czy wyglądać. Hip-hop jest bardzo różnorodny, w latach 80. brzmiał zupełnie inaczej, w 90. inaczej i w różnych okresach były różne brzmieniowe naleciałości. Ograniczanie hip-hopu przez odbiorców, na których muszę niestety znów ponarzekać, nie ma sensu, jest głupie. Być może, a nawet na pewno, niektórzy twórcy też są ograniczeni, ale dość często wynika to z tego, że są więźniami opinii. Cały nacisk idzie od fanów, którzy oczekują od ciebie konkretnej rzeczy i zaczną cię dissować, gdy zrobisz coś innego. Tak zaczyna się tworzyć presja. Jeśli ktoś jest słaby psychicznie i mało pewny tego, co chce zrobić, to może tej presji ulec i robić pod fanów. Ja staram się temu nie ulegać i robić to, na co mam ochotę. Jeśli chodzi o nagrywanie płyt to nigdy byśmy nie poszli do przodu, gdybyśmy robili to według jakiegoś narzuconego szablonu, albo wedle zasady "podobają nam się te piosenki, które już kiedyś słyszeliśmy". Lubię eksperymentować, szukać i uważam hip-hop za taki gatunek, który musi czerpać z innych, bo przecież powstał na samplingu. Dzisiaj część osób przekreśla z góry współczesny amerykański hip-hop, na przykład ten mieszany z housem. Ja takiego nie robię, ale nie przekreślam. Dla mnie to jest naturalne, że hip-hop miesza się od zawsze ze wszystkim naokoło. Najbardziej klasycznym, fundamentalnym podejściem jest hip-hop czerpiący z funku i soulu, ale nie można negować innego podejścia, ten gatunek czerpał też już przecież z disco, rocka, ciężkiego grania. Wszystko się przeplata, miesza, przenika. Lubię różnorodność hip-hopu. Często wolę artystów, którzy robią zupełnie inny hip-hop niż ja, niż tych, którzy robią podobny.
U ludzi też cenisz odmienność?
Tak, mam wielu przyjaciół czy znajomych, którzy mają zupełnie inne zdanie niż ja, bo to zawsze świetne wyjście do dyskusji, wymiany poglądów, wspólnej nauki. Gdybym na przykład miał w gronie znajomych samych raperów, byłoby to tragicznym ograniczeniem!
Spory rozstrzał dotyczy też producentów "Czystej brudnej prawdy" - to ludzie z całego świata. Zabrakło u nas osób, których kompozycje ci odpowiadały, czy po raz kolejny chciałeś pokazać, że hip-hop nie powinien mieć żadnych ograniczeń?
Druga opcja, oczywiście. Nie ma żadnego znaczenia skąd kto pochodzi, gdy chcesz z nim robić muzykę. Jeszcze za czasów WWO bardzo mnie drażniło, że na czołowych polskich płytach przeplatają się ci sami producenci. Jakiś taki zamknięty krąg rozchwytywanych ludzi - wtedy byli to White House, Emade, Noon i Waco, taka wielka czwórka. No i jeszcze Volt. Mnie to zawsze irytowało, bo miałem wrażenie, że gdy ja wyjdę od tych ludzi ze studia, zaraz może przyjść ktoś kolejny, zrobić to samo i przez to płyty mogą brzmieć podobnie. Nie chciałem tego. To nie była chęć czysto egoistyczna, posiadania tych producentów na wyłączność dla siebie, lecz chęć bycia unikalnym, bo to podstawa. Już wcześniej współpracowałem z producentami zagranicznymi i z tymi, z którymi najlepiej mi się działało, zrobiłem i tę płytę. Tutaj mieliśmy zupełnie inne podejście, chcieliśmy przełamać to wszystko, trochę podróżować, żeby był i hip-hop klasyczny, i ocierający się o Miami bass z lat 80. Mamy też rzeczy grane na żywo, a dopiero później samplowane, więc jest różnie, ale ważne, żeby przy tym było spójnie. Miałem też sto procent pewności w kwestii jakości brzmienia. Dla mnie to bardzo ważna kwestia i już od drugiej płyty WWO stawiam na to ogromny nacisk. Większość słuchaczy tego nie doceni, bo ściągnie empetrójki w jakości 192 i wysłucha na tragicznych słuchawkach albo co gorsza komputerowych głośniczkach. To jest straszne. Wkładamy w to mnóstwo pracy, więc jeśli ktoś ma sąsiada z dobrym sprzętem to niech idzie do niego i tam posłucha, żeby w pełni to usłyszeć.
Na chwilę odbijemy od tematu płyty. Słuchaj, kiedy najmocniej zaszumiało w głowie? Kiedy sukces trochę przegrzał zwoje?
Myślę że to nie sukces przegrzał zwoje, ale kokaina i melanż. Nigdy nie poczułem się jakąś gwiazdą czy celebrytą, to jest mi kompletnie obce. Większy problem miałem z używkami i to było źródłem problemów. Szczególnie zagubiony byłem przez rok po odstawieniu. To w dodatku zbiegło się z sukcesem "W aucie", miałem wtedy kiepski stan psychiczny i być może dlatego niepotrzebnie wzięliśmy z Ponem udział w jakiś akcjach kompletnie z dupy, typu dwa wiejskie koncerty dla dużych telewizji. Byłem wtedy totalnie pogubiony, nie mogłem się w tym wszystkim odnaleźć. Natomiast nie przypominam sobie, żebym kiedyś miał okres czucia się gwiazdą. Podchodzę do tego zupełnie inaczej. Nie skorzystałem nigdy z propozycji typu wywiady w "Vivie" czy "Gali". Nawet u szczytu popularności wybieraliśmy tylko te wywiady, które były dla nas satysfakcjonujące, jak chociażby dla "Playboya". Nie mam sobie nic do zarzucenia w kwestii gwiazdorzenia. Inaczej ma się sprawa z używkami i tego, czym to skutkowało.
Skąd wziął się ten nałóg? Byłeś młody i miałeś dużo pieniędzy? Chciałeś coś tym zmienić, polepszyć? Kiedy to się w ogóle rozpoczęło?
Oj, bardzo dawno, ale na początku sporadycznie, w małych ilościach. To narastało, kumulowało się. Dużo stresu, dużo koncertów. Nie byłem w tym odosobniony, po prostu jako jeden z niewielu mówię o tym szczerze, bo to odstawiłem ponad trzy lata temu i dziś nie interesuje mnie, co kto o tym pomyśli. Nie chcę prawić morałów, przestrzegać, ale być może ktoś to sobie weźmie do serca. To środowisko jest mega przesiąknięte używkami, przede wszystkim alkoholem. Ciężko jest się w to nie wpieprzyć. Znam setki przykładów ze świata muzyki, filmu, z całego tego zasranego szołbiznesu. A jakkolwiek o tym nie myślimy, jesteśmy niestety jego częścią. I Kazik jest, i ja jestem, i dajmy na to Nergal z Dodą też. Każdy inaczej, ale wszyscy jesteśmy tego częścią. Niestety.
Ale dlaczego niestety? Dziesięć lat temu twórcy hiphopowi wręcz domagali się tego, krzyczeli, aby traktować ich poważnie.
Z jednej strony bardzo chcemy, by nasza muzyka była promowana. Chciałbym, żeby teraz w radiu leciał nasz kawałek, zamiast tego całego wtórnego syfu. Chodzi o to, żeby ludzie mieli jakiś wybór, bo w tej chwili go nie mają. Ale chcemy promować muzykę, a nie siebie. I w tym całym szołbiznesie jest dzisiaj o to ciężko, ludzi nie interesuje, jak robiłeś muzykę, tylko z kim sypiasz i gdzie się ubierasz. Miałem propozycję, żeby poprowadzić talk-show w dużej, ogólnodostępnej telewizji, miałem propozycję różnych sesji, wywiadów, odsłaniających prywatność, ale unikam tego wszystkiego. Mamy teraz boom hiphopowy więc przynajmniej na pewno sytuacja medialna tego gatunku w Polsce się poprawi.

fot. Prosto
Jak radzi sobie twoja firma Prosto, zarówno pod kątem fonografii, jak i ubrań? Bo były różne plotki…
Zgadza się. Zakładałem i jestem współwłaścicielem i jednego, i drugiego.
No więc wytwórnia - w ostatnim roku zaangażowaliście młodych ludzi spoza pewnego kręgu towarzysko-artystycznego, z którym długie lata cię utożsamiano. Sam zadecydowałeś o tym odświeżeniu formuły Prosto?
Tak, wciąż głównie ja decyduję w Prosto w sprawach artystycznych. Jakieś 90 procent płyt to moje decyzje, oprócz działki reggaeowej, bo to kwestia mojego wspólnika Pedro, od zawsze zaangażowanego w ten nurt. Wiesz, moje życie prywatne niestety też w jakimś stopniu ma przełożenie na wytwórnię. W momencie największego balu i chwilę później, gdy już odstawiłem używki i miałem kłopoty sam ze sobą, był taki moment zawieszenia, marazmu, inni ludzie przejęli moje obowiązki i ja do końca nie panowałem nad tym, co tam się wtedy działo. Nie chcę siebie usprawiedliwiać, bo to była przecież moja wina, ale to było widać, to się odbijało i na wydawnictwie, i na ubraniach. W momencie, gdy znów stanąłem twardo na nogach, poczułem się na siłach ogarnąć to wszystko, zaczęliśmy podpisywać nowych ludzi. Z HIFI Bandą sprawa była ciekawa. Nagrywałem wszystkie wokale na "Prosto Mixtape 600V" u Czarnego i potknąłem się chyba piąty raz pod rząd o karton z nielegalem HIFI. Za którymś razem zapytałem, co to za płyty leżą w tym kartonie, o który się ciągle potykam i Czarny po mojej prośbie dał mi ich płytę, bo sam był na tyle skromny, że przez parę miesięcy mi tego nie zaproponował. Wziąłem więc płytę, leżała jakiś czas w domu. Któregoś wieczora siedzieliśmy sobie z Marysią, piliśmy alkohol, Marysia jeździła na wrotkach po mieszkaniu (śmiech) i w końcu to ona zaproponowała, żebyśmy posłuchali tej płyty. Opadła mi szczęka, gdy posłuchałem i jestem bardzo szczęśliwy, że ich podpisaliśmy. Jaram się każdym elementem tego zespołu - raperami, producentem i didżejem.
A był ktoś taki, kogo chciałeś mieć w Prosto, ale ostatecznie się nie udało?
Na pewno, chociażby Pezet z Małolatem. Rozmawialiśmy z nimi dość długo, do ostatniego momentu wahali się co zrobić. Zdecydowali się wydać to sami, co w pełni rozumiem, bo wiązało się to też z promocją ich firmy ubraniowej. Bardzo się lubimy, to nic nie popsuło w naszych kontaktach, bo ja oddzielam sprawy zawodowe od prywatnych. Nawet jeśli ktoś z ZIP Składu decyduje się wydać gdzie indziej, zrobić coś swojego, to ja temu w pełni kibicuję. To jest decyzja indywidualna. Prosto to nie rodzina, ani sekta tylko biznes i nie ukrywamy tego. Chcę oczywiście od zawsze stworzyć w ramach Prosto silny, wspierający się nawzajem team i wydawało mi się, że tak już nawet w pewnym momencie było, ale nagle te ścieżki nam się porozchodziły. A teraz, już z nieco inną ekipą, zaczynamy tworzyć szanujący się, zróżnicowany team i to chyba najlepszy moment w Prosto Label od początku istnienia firmy.
Czas na temat wręcz mityczny. Co z drugim albumem ZIP Składu, wypatrywanym i anonsowanym od bardzo dawna? Będzie ta płyta? Bo uprzedzając odpowiedź, pewnie o pełny skład po różnych ostatnich sytuacjach będzie trudno.
No na pewno nie w pełnym składzie, bo bez Jędkera. Regularnie podkreślam, że ZIP Skład to nie jest jakieś kółko różańcowe i nie można się z niego wypisać, więc Jędker, przynajmniej w moim odczuciu, na zawsze Zipem pozostanie, ale to co robi teraz jest kompletnie poniżej krytyki. Ja się z tym absolutnie nie utożsamiam, nikt z ZIP Składu zresztą tego nie czuje. Odbyliśmy kilka rozmów w pełnym składzie i ustaliliśmy, że Jędkera na tej płycie nie będzie. Żeby nie było, on sam też o tym zdecydował. Współpraca z nim w tym momencie nie ma najmniejszego sensu. Nie ukrywam, że nie podobają mi się też różne inne pozamuzyczne ruchy Jędkera. Kompletnie tego nie rozumiem, ale to oddzielny temat. Jeśli chodzi o ZIP Skład to na pewno płyta powstanie. Ostatnio były decydujące rozmowy a propos kształtu tej płyty. Nie chcemy, żeby to był zbiór dziesięciu różnych niepasujących do siebie pomysłów każdego z nas, tylko wspólna wizja, wspólny kształt. Jesteśmy o krok od niego. Bardzo prawdopodobne, że całość wyprodukuje jeden producent, który już wstępnie się zgodził. Myślę, że 2012 to realny czas premiery tego projektu.
Macie już jakieś plany odnośnie koncertów promujących "Czystą brudną prawdę"?
Są dwie opcje. W przypadku dużych festiwalowych scen możemy grać z żywym zespołem. Rozmawialiśmy wstępnie z muzykami z Łąki Łan, chcemy z nimi grać, ten temat jest aktualny. Koncerty klubowe natomiast będą w formule hiphopowej, za moment zaczniemy pierwsze próby. Tu planujemy wyjść z Hadesem na przód, bo on jest z nami w teamie koncertowym "Czystej brudnej prawdy", a Marysia tuż za nami przy syntezatorze, oprócz śpiewania wypuszczać będzie ślady kawałków na żywo. Bardzo szanuję Hadesa jako człowieka i rapera, ma zbliżoną barwę wokalu do mojej, więc uważam to za najlepsze rozwiązanie. Oprócz tego będzie z nami dwóch didżejów, bo chcemy grać na cztery gramofony, żeby jak najlepiej oddać klimat mocno oskreczowanego albumu. Będą jeździć z nami Deszczu Strugi i Kebs, w roli prawdziwych didżejów, a nie puszczaczy podkładów. Są plany, są ustalenia, ale nie odbyliśmy jeszcze żadnej próby. Ruszamy od końca sierpnia, bo do tego czasu konieczne będą próby. Trzeba to dopracować, żeby uniknąć sytuacji, które mieliśmy niestety kiedyś grając z Ponem.
Wrócę jeszcze do tematu, który zasygnalizowałeś wcześniej: boomu hiphopowego, który rzeczywiście jest widoczny. Podobnie było jednak jakoś siedem czy sześć lat temu i nie skończyło się dobrze. Doszło do wysypu artystów hiphopopodobnych, lekkiego zeszmacenia tego gatunku. Teraz mamy szansę tego uniknąć?
Jeśli wyciągnęliśmy jakąś naukę z tego, co stało się w tamtym okresie, powinniśmy lepiej wykorzystać obecny trend. To już tylko kwestia czasu, kiedy wszystkie media znów zaczną grać hip-hop. Wiem o tym doskonale, bo jestem współwłaścicielem wydawnictwa i z pewnymi ludźmi z radia czy telewizji utrzymuję kontakty zawodowe, prowadzę rozmowy z szefami programowymi. Oczywiście Radio Zet czy RMF nie będzie puszczał hip-hopu, bo nigdy tego nie robił. Są jednak Planeta, Czwórka, RMF Maxxx i tam on wróci, z bardzo prostej przyczyny. Słupki. Badania opinii publicznej wskazują jednoznacznie, że dzisiaj znów jest ciśnienie na hip-hop. To ciśnienie spadło kilka lat temu, bo zalał nas wyrób rapopodobny tragicznej jakości i mówiliśmy już o tym dawno temu, głośno wypowiadając się w temacie hiphopolo. To nie wzięło się z przypadku. Moda na hip-hop musiała zepsuć zajawkę, bo zawsze jest tak, że ludzie wolą to, czego nie mają w nadmiarze. Prosta sprawa. Jakość tej muzyki była straszna. Powstał nurt populistycznego hip-hopu, gdzie rapowanie było dostosowane do oczekiwań szerokiej publiczności. Zresztą populistyczny hip-hop może być różny, powstawały też przecież kolejne kapele tworzące uliczny hip-hop, bo była taka koniunktura i wiadomo było, że można na tym zyskać.
Tak było, jakaś sztuczna moda na ulicę, masa kserowania.
Było, oczywiście. Za odwrót słuchaczy od hip-hopu i zamęczenie tym gatunkiem nie można jednoznacznie winić tylko "Dziewczyno, jak wino…", ale też tragicznych ulicznych artystów. Wszystkie grupy, które nagrywały pod publiczkę.
Zgodzisz się, że przetrwali ci, którzy konsekwentnie robili swoje i czasem lepiej, czasem gorzej, ale jednak szli swoją drogą?
Tak właśnie jest. Nie każdy musi eksperymentować, szukać czegoś nowego. Cieszę się, że różni ludzie nagrywają różny rap. Niech każdy robi to, co naprawdę czuje. Czy to jest Peja, Fisz, Abradab, Hemp Gru czy Ostry - gdy słyszę, że robią to, co czują, czego są pewni, to jest zajebiście. Nie szanuję tylko tych zespołów, które myślą zupełnie inaczej, ale robią coś pod słuchacza. Tego nigdy nie polubię i nigdy nie uszanuję.
-
18.09.2011dodany przez: Izabela. ; ]
Mądry wywiad. Ta płyta to jego najlepsza, według mnie. Od tej płyty najbardziej go polubiłam, a po tym wywiadzie lubie go jeszcze bardziej.. Nie wiedziałam, że są razem, raczej nie mówili dosadnie o tym w tekstach, może sugerowali..
A Marysia świetnie śpiewa, wszystko składa się w jedną zajebistą całość !! ;d -
15.09.2011dodany przez: andrzej
b. dobry wywiad. Pozytywnie wpływa na człowieka. -
komentarz
