Opinie
A A A
25.05.2011

WYWIAD: Tańczcie w promieniach słońca

Katy B wystąpi w Krakowie w ramach Selector Festival. Nam opowiada o swoim debiucie, zaletach szkół muzycznych i tańczeniu do własnej muzyki.

WYWIAD: Tańczcie w promieniach słońca - T-Mobile Music
zdjęcia: Sony Music

Trafiasz w klubach na własne kawałki?
O tak, w tej chwili dość często.

Jakie to uczucie?
Patrzeć, jak ludzie bawią się przy twojej muzyce? Wspaniałe! To główny powód, dla którego chciałam nagrać płytę przeznaczoną właśnie do klubów.

I też wtedy tańczysz?
To zależy od tego, czy jestem wystarczająco pijana. (śmiech) Ale większość materiału na "On A Mission" do tego przecież służy. Niektórzy wyjmują tę płytę z kontekstu i przeprowadzają suche analizy z pozycji domowego słuchacza, co często kończy się rozczarowaniem, że nie zrobiłam płyty dubstepowej. "On a Mission" jest zlepkiem rozmaitych nurtów brytyjskiego undergroundu, szeroko rozumianej muzyki klubowej, a nie prezentacją jednego jej wycinka.

Jak powstają twoje piosenki?
Geeneus, Zinc, Benga - producenci, z którymi współpracuję - podsyłają mi bity. Gdy coś od nich dostanę, zakładam słuchawki i kombinuję, jakie emocje wywołuje we mnie dany kawałek. Na przykład "Katy on a Mission" przeniosło moją wyobraźnię do klubu. Poczułam, usłyszałam, zobaczyłam się na parkiecie i o tym śpiewam w piosence. Po takim przebłysku biegnę zazwyczaj do studia, nagrywam wokale, odrobina edycji i gotowe.

To chyba nie jest aż tak proste, bo tę płytę obiecywałaś nam już dwa lata temu.
Wszystkiemu winny uniwersytet. Skończyłam studia w czerwcu ubiegłego roku, potem zrobiłam sobie krótkie wakacje. I dopiero wtedy mogłam skoncentrować się na płycie. Z kolei Geeneus - mój główny producent - prowadzi na co dzień stację radiową Rinse FM i wytwórnię o tej samej nazwie, pracuje jako didżej, ma milion obowiązków.

Zwlekaliście tak długo, że wasza muzyka wyszła w międzyczasie z podziemia.
Kilka lat temu trafilibyśmy w środek gitarowej zawieruchy. Teraz na szczycie zrobiło się rzeczywiście bardzo elektronicznie.

WYWIAD: Tańczcie w promieniach słońca - T-Mobile Music

A o tobie mówi się per "nadzieja kobiecego popu" albo "taneczny debiut roku".
Trzymam się znanej zasady, by nie brać zbyt serio ani krytyki, ani pochwał. Od lat otaczają mnie ci sami ludzie, więc nie odczuwam specjalnych zmian, jestem tylko bardziej zapracowana.

Uczyłaś się w słynnej BRIT School. Pobyt tam dał ci coś, bez czego nie mogłabyś dojść do tego miejsca?
Edukacja muzyczna nie jest czymś niezbędnym i dokoła pełno jest wybitnych wykonawców, którzy poradzili sobie bez niej. Dla mnie najważniejsza była atmosfera w tej szkole. Dzielenie jednej pasji z innymi, podobnie podekscytowanymi nastolatkami - to było coś wspaniałego. Autentyczne interesowaliśmy się muzyką, a to sprzyjało koncentracji. Wiesz, wchodzę do klasy, a tam ktoś gra sobie na akustyku. To bardzo inspirujące. Oprócz tego nabrałem pewności siebie. I uwierzyłam, że ten fach można traktować serio, że nie muszę od razu rozmyślać nad "poważnym" zawodem.

W BRIT School poznałaś Jamesa Blake’a?
Później, w Goldsmiths. [Artystyczny odłam University of London - przyp. aut.]. Chodziliśmy do tej samej grupy. To szczególna uczelnia, bo leczy ze sztampowego myślenia. Szkoły muzyczne kojarzą się zwykle z wpajaniem zasad. W Goldsmiths im bardziej opierasz się rutynie, tym lepiej. Na pierwszej lekcji puścili nam film, na którym jacyś dziwni ludzie wieszali się na hakach, krew tryskała na lewo i prawo. Następnie polecili nam napisać na ten temat piosenkę. Nie powiem, żebym czuła się wtedy specjalnie komfortowo, ale o to właśnie chodziło. O wybijanie nas z wygodnej rutyny.

Coś jeszcze zawdzięczasz tej szkole?
Odkrycie world music. To jedna z najbardziej fascynujących rzeczy na świecie, ale sama nigdy bym się nią nie zainteresowała. Dzięki uczelni miałam okazję pograć na nietypowych instrumentach. Odwiedzali nas też z wykładami wykonawcy tworzący w różnych krajach, na różnych kontynentach.

Wyobrażasz sobie drastyczną zmiany stylu - niechby i na world music?
Oczywiście, jeśli to będzie wiązało się z moim życiem. "On a Mission" ma dla mnie znaczenie szczególnie osobiste, bo powstawało w czasie, gdy wychodzenie do klubów, taniec, zabawa ze znajomymi, przyswajanie muzyki z tych ogromnych soundsystemów - kiedy wszystko to było istotną częścią mojej osobowości. Oto kim jestem w tej chwili. Ale kto wie, co wydarzy się w przyszłości? Może za trzydzieści lat nagram płytę jazzową?

A masz jeszcze czas na chodzenie do klubu?
Wczoraj się udało! Jest gorzej niż kiedyś, ale czasami zaglądam na parkiet.

WYWIAD: Tańczcie w promieniach słońca - T-Mobile Music

Przyjeżdżasz do nas na festiwal, a festiwale to bardzo rockowy wynalazek.
Żyjemy w czasach, gdy na takich imprezach didżeje regularnie występują obok kapel rockowych. A materiał z "On a Mission" nabiera na scenie dodatkowej energii. Mam w zespole saksofon, trąbkę, syntezatory, bas, plus oczywiście bębny i perkusjonalia.

A jeśli trafi ci się występ przed zmierzchem?
Czeka mnie mnóstwo takich koncertów! Ludzie będą musieli tańczyć w promieniach słońca: "With the lights on". (śmiech)

Została nam minuta, więc może szybki quiz?
Uwielbiam quizy.

Liczy się pierwsza myśl. Największy muzyczny geniusz?
Stevie Wonder.

Muzyka, której kompletnie nie czaisz.
IDM.

Twój ulubiony tekst z "On a Mission"?
"My limbs seem to move what the beat dictates to me".

Instrument idealny?
Głos.

Najlepsza decyzja w twoim życiu?
Współpraca z Rinse FM.

Najstarszy muzyk, którego uwielbiasz?
Tony Bennett. Mój tata puszczał jego nagrania na okrągło. Bennett zawsze będzie mi się kojarzył z tatą.

Gdybyś nie śpiewała...
Pracowałabym w lodziarni.

Polska.
Włosy blond!

***

Selector Festival: 3 - 4 czerwca, Kraków. Zagrają: Katy B, The Orb, La Roux, Klaxons, Crystal Castles

OCEŃ: 15 -1
Autor: Mariusz Herma
Do góry
Marilyn Manson Recenzja Dillon Wywiad Wideo Impreza na bogato Galeria

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy