Opinie
A A A
18.05.2011

WYWIAD: Czas jest cenzorem

Ten Typ Mes to jedna z najbarwniejszych, najoryginalniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci rodzimego hip-hopu. W ciągu minionej dekady wydał solowo i z zespołami Flexxip oraz 2cztery7 już sześć dobrze przyjętych płyt. Rozmawiamy z nim tuż po premierze najnowszego wydawnictwa "Kandydaci na szaleńców".

Twoja nowa solówka zadebiutowała prawie na szczycie zestawienia najlepiej sprzedających się płyt w Polsce, w dodatku w bardzo mocnym dla wydawnictw hiphopowych tygodniu. Jakie to uczucie?
Czuję się świetnie, to doskonałe uczucie. Po tych sześciu płytach, dziewięciu latach od poważnego debiutu fonograficznego, bo wtedy miałem pierwszy klip, czuję po prostu, że jestem na właściwym miejscu, że nie jest to łut szczęścia czy przypadek.

WYWIAD: Czas jest cenzorem - T-Mobile Music

Jakie to ma przełożenie na rzeczywiste wyniki sprzedaży? Bywały tygodnie, gdy do pierwszego miejsca w Polsce wystarczył tysiąc sprzedanych sztuk.
Trafiłeś w punkt, bo faktycznie w pełni zadowolonym być nie mogę. Zadowolony mógł być muzyk w 38-milionowym kraju w 1995 roku, gdy miał pół miliona sprzedaży i to dopiero było złoto. Teraz masz 15 tysięcy, więc trudno mówić o satysfakcji. Z tego co wiem, choć nie jestem od księgowania tego wszystkiego, my złota nie mamy. Można też spojrzeć na to z drugiej strony, że my jako Alkopoligamia.com jesteśmy taką wytwórnią, w której ja czasem jeszcze pomagam pakować płyty, robimy to w takim trybie rodzinno-przyjacielskim, więc to i tak jest wielki sukces. Trzech gości postanowiło założyć wytwórnię ledwie trzy lata temu i robią to tak, że jest drugie miejsce, więc nie ma się co krygować - to jest dobry wynik.

Tak naprawdę wszyscy hiphopowi wykonawcy mający głowę na karku i nie bojący się papierków, wzięli sprawy w swoje ręce.
No, ja akurat papierków się trochę boję, dlatego zlecam to swoim zaufanym ludziom. Za muzyką w tej wytwórni stoję murem.

Miałeś w międzyczasie jakieś propozycje od innych wydawców? Ktoś chciał cię wyjąć z Alkopoligamii?
Nie, za to było parę osób, które zgłosiły chęć wydania albumu u nas. To było mocno zaskakujące, że jesteśmy na tyle interesującą marką dla kogoś, kto po pierwsze może nie być raperem, po drugie niekoniecznie jest stylistycznie bliski tego, co robi Mes albo 2cztery7. Takim przykładem jest WdoWa, czyli ktoś z zupełnie innej planety, z planety "Superextra" - a jednak zdecydowała się właśnie na Alkopoligamia.com i to wiele miesięcy temu, gdy była to mniej rozhulana firemka. To przyjemne, gdy utalentowany artysta chce, byśmy firmowali czy promowali jego muzykę.

WdoWa, czyli żeńska wersja Mesa, jak można wyczytać w internecie. (śmiech)
Nie, w ogóle tak nie uważam. Jest zdecydowanie bardziej refleksyjna i metaforyczna niż ja. Ma zupełnie inny klimat, ona lubi drugie dno w tekstach i często łapię się na tym, że nie wszystko skumałem za pierwszym razem. Ja jestem od dosłowności, nie widzę podobieństw.

WYWIAD: Czas jest cenzorem - T-Mobile Music

Wydaje mi się, że ludziom chodzi raczej o flow czy akcentowanie, ale to temat na zupełnie inne opowiadanie. Niektórym udało się nawet w wersie "Seksmaszyna napędzana wódą" odnaleźć przytyk do Tedego.
Oj, ale przecież to follow-up, a nie diss!

No właśnie, mi nie musisz tłumaczyć. Chodzi mi raczej o poziom wiedzy przeciętnego rodzimego odbiorcy rapu - i tu przejdę do tematu, który mnie ciekawi od dłuższego czasu. Masz liczną grupę fanów, która trochę bezrefleksyjnie, ślepo podąża za twoimi tekstami, poglądami, a jak widać często na zdjęciach z koncertów, również kwestiami stylistycznymi. Taka grupa pijąca rudą, znająca Bukowskiego, słuchająca Nate Dogga, za to pozbawiona indywidualizmu. Czy jako artyście jakkolwiek ci to przeszkadza?
Przyjmuję to jako naturalną konsekwencję tego, że coraz więcej osób kupuje moje płyty, coraz więcej ludzi zna Alkopoligamia.com i nie mogę mieć do tak skrajnego podejścia. Albo musiałbym uważać na każde słowo, bo może zostać źle zinterpretowane i ktoś będzie słuchał tylko i wyłącznie Nate Dogga, czytał Bukowskiego i zamknie sobie klapki na świat, na artystów, na pisarzy, bo takie nazwiska znalazł na mojej płycie. Gdybym miał taką schizę, że jest to jakąś szerzącą się epidemią, to wtedy prawdopodobnie rapowałbym tylko takie kawałki, które składają się z nazwisk ludzi, którymi należy się inspirować i w zwrotkach miał po stu pisarzy, stu muzyków, żeby temu zapobiec. Na nowej płycie jest taki kawałek jak "Zalew", w którym rapuję: "logo Alkopoligamii nie ma sterować, bo nie jest padem, to jedna postać, jedna, nie goni za stadem" - i takimi wersami staram się powstrzymywać ludzi przed nazbyt wąskim horyzontem. Oczywiście, mojemu ego to pochlebia, gdy ktoś się mną inspiruje. Każdemu artyście by to schlebiało, taka prawda.

Czujesz się artystą niszowym?
Przez dłuższy czas rzeczywiście czułem się artystą niszowym, ale teraz nie wiem... Czy jeśli sprzedamy dużo płyt, będziemy jeździli w każdy zakątek kraju, to nazywanie się w dalszym ciągu artystą niszowym nie byłoby w pewnym stopniu krygowaniem się i zabieraniem tego określenia takim artystom, którzy grają i sprzedają płyty dla trzydziestu osób?

A artystą w pełni niezależnym?
O tak, zdecydowanie. Począwszy od wytwórni, poprzez tematy, jakie poruszam, na sięganiu po różne brzmienia - niekoniecznie modne - kończąc.

Teksty, no właśnie. Mam czasem wrażenie, że kreujesz się na takiego buntownika, trochę alternatywnego, atakujesz pewne - załóżmy, że bohemiarskie - środowiska, a w sumie to poniekąd się do nich zbliżasz.
Nie, absolutnie, w żadnym wypadku nie staję się bliski ludziom, którzy mało robią, mało wytwarzają sztuki, a robią wokół siebie dużo szumu. Z takimi ludźmi nigdy nie mogłem znaleźć wspólnego języka i wciąż nie mogę.

Chodzi mi o pewną konwencję hip-hopu, którą przybrałeś, to co sam określiłeś poszerzaniem horyzontów. Mam na myśli te, moim zdaniem nie do końca udane, próby z innymi brzmieniami na albumie "Kandydaci na szaleńców". O ile numer punkowy wyszedł lepiej niż na poprzedniej płycie i ma w sobie dużo więcej energii i siły…
No przede wszystkim jest dużo lepiej wykonany, tyle mogę powiedzieć.

No właśnie. Ale z drugiej strony jest numer drumandbassowy, który zaczynasz słowami "to nie jest już 2000 rok", tyle że on de facto brzmi jak wygrzewy Roniego Size'a z końcówki lat 90. Bit dubstepowy też nie jest świeży. Może po prostu zabrakło ci trochę wiedzy na temat tych gatunków, osłuchania i mając dobre zamiary, lekko strzeliłeś sobie w stopę?
Tak samo jak jest z rockiem, tak jest z drumami i dubstepem - absolutnie przyznaję się do tego, że mam niedużą wiedzę w tych tematach. Korzystam z porad ekspertów. W ogóle tak podchodzę do obcowania ze sztuką. Zauważyłem że ta googlizacja, wikipedyzacja życia prowadzi do tego, że jeśli czegoś nie wiesz, to szukasz tego w internecie. Ja podchodzę do tego bardziej oldskulowo i bazuję na opinii eksperta, żywego, z którym mogę porozmawiać przez telefon, a najlepiej spotkać się i usłyszeć, co mam ruszać, a czego nie. Najlepiej, żeby tych ekspertów było kilku. Od rock and rolla mam parę osób, mam dostęp do ich płytotek, a i sam mam ucho, więc ich wiedza w połączeniu z moim gustem oraz wyczuciem muzycznym, daje mi możność oceny The Lunaticsów jako zespołu bardzo dobrego, jeśli chodzi o punk rock. Tak samo, jeżeli chodzi o umiejętności Adama Petera [producent odpowiedzialny za elektroniczne wycieczki na płycie "Kandydaci na szaleńców" – przyp. aut.], bazowałem na opinii Jeża i Świętego, a także na tym, że wytwórnia JuNouMi zdecydowała się wydać go na winylu. To tyle, co do zarzutu, że sam niewiele wiem o tych gatunkach. Tak - tak jest. A w tym, że zaczynam kawałek od wersu o roku dwutysięcznym, chodziło mi o to, że w tamtym czasie robiłem rzeczy czysto hiphopowe. Oczywiście, należy oddać szacunek takim ludziom jak Electric Rudeboyz, ale wydaje mi się, że moje flow na drum and bassie, pomimo że oni wcześniej robili takie połączenia rapowo-drumowe, wnosi coś nowego do muzyki, chociaż jest rzeczywiście połączeniem oldskulowego bitu z newschoolowym flow Mesa, którego nigdzie wcześniej nie prezentowałem. Moim zdaniem to jest nowa jakość, ponieważ nie było wcześniej takiego operowania głosem, śpiewanych fragmentów, dodanego do tego jeszcze DJ-a.

Wróćmy do tekstów. Czy nie uważasz, że jesteśmy za młodzi, by oceniać takie wydarzenie jak Powstanie Warszawskie i mówić, czy to było mądre czy nie?
To prawda. Ja jestem oczywiście za młody, to po pierwsze, a po drugie za głupi, a po trzecie nawet gdybym był starszy, nie mam pojęcia czym jest wojna. Więc głosów za tym, żeby zamknąć mordę jest zdecydowanie więcej, niż żeby zajmować stanowisko na temat Powstania. Ten wers, do którego nawiązujesz, nie jest moim stanowiskiem, ani oceną, że to była zła decyzja, po prostu polemizuję z tymi, którzy jednoznacznie twierdzą, że to było dobre. Owszem to wejście jest mocne - "150 tysięcy, kto ich zastąpi?". Dużo w tym emocji, ale też dlatego, że moja rodzina ma z Powstaniem dużo więcej wspólnego, niż historyczne filmy czy książki, więc zadaję trudne pytania i śmiem wątpić.

W sumie to modny temat ostatnio wśród artystów i dobrze, że nie pociągnąłeś tego na całej płycie. (śmiech)
Oj modny, modny, bo poruszając się po tematach historycznych albo rocznicowych, możesz zdobyć dotację, która pozwoli ci się ustawić się na resztę życia. Od Chopina, przez Powstanie, zawsze znajdzie się jakaś szansa na wyciągnięcie kasy od Ministerstwa Kultury. Czasem wyjdzie z tego sztuka. Czasami warto może jednak odstąpić od tych 100 tysięcy dotacji i pomyśleć - nie no, przeginam.

WYWIAD: Czas jest cenzorem - T-Mobile Music

A kiedy będzie taka totalna przeginka, artystyczna autodestrukcja, przekroczenie ostatniej granicy obciachu?
Hmm, wyobrażam to sobie. Tak już lecąc abstrakcyjnie to za coś takiego uważałbym okolicznościowy event z każdą możliwą muzą, projekt łączący wszystkie możliwe gatunki. Filmowiec robiący intro do sztuki, która po krótkim wstępie wideo zaczyna być spektaklem poświęconym Powstaniu, Miłoszowi czy Chopinowi. Producent robiący muzykę do tego, rzeźbiarz robiący scenografię i tak dalej. Dla każdego po parę euro za patriotyzm.

Chyba wolę sobie tego nie wyobrażać. Pora więc wrócić do płyty. Skąd wziąłeś Zeusa? Pytam dlatego, że to właśnie ten gość wzbudził największe zdziwienie, gdy pojawiła się tracklista wydawnictwa. Śledzisz podziemie i tam go wypatrzyłeś, czy może przecięliście się jakoś inaczej?
Underground śledzę o tyle, o ile. Z Zeusem było tak, że ktoś od jego teledysku zgłosił się, czy może ja bym nie chciał skorzystać z talentu tych filmowców, dał mi kilka linków do sprawdzenia i w ten sposób trafiłem na kawałek Zeusa pt. "Lubisz jeść". Bardzo mnie ten numer ruszył, a Zeus wzbudził duży szacunek, jak każdy polski raper, który ma więcej niż jedno flow w utworze.

No i wyszedł wam świetny, wyluzowany, na pół śpiewany numer.
Fakt, chociaż Zeus tam nie śpiewa, lecz w bardzo wyluzowany sposób rapuje, ja podśpiewuję, pomaga mi Magda Grochowska. Dostaję sygnały od kobiet, że głos Zeusa bardzo je rusza, więc chyba dobrałem właściwego człowieka do laidbackowego bitu, tym bardziej, że Zeus specjalnie na potrzebę tego kawałka zmienił flow, wyszło coś świeżutkiego, lubię to.

Czy wybierając bity stricte hiphopowe na płytę robiłeś to w całości sam, czy wspomagałeś się czyimś zdaniem?
Tylko ja je dobierałem. Tak się złożyło, że pozbyłem się paru keyboardów. Ludzie którzy mi je pożyczyli, tacy jak Zjawin, któremu respekt muszę za to oddać, choć człowiekiem nie znającym słowa deadline jest on, przyłożyli się do tego nieświadomie i bardziej skupiłem się przy nowej płycie na słowie, mniej na produkcji. W sumie jak miałem jeszcze klawisze, zagrałem bodajże dwa czy dwa i pół bitu, więc mało. Wiedziałem, że jeżeli mam się otaczać innymi bitami, to muszę powstrzymać swoje zapędy pisania do pierwszego dźwięku z brzegu, bo już chcę pisać, już chcę nagrywać, już chcę rapować. Bardziej chodziło więc o chłodną selekcję - kto ma talent. Kixnare nie jest ziomem, z którym piję wódkę co tydzień, ale z profesjonalnego podejścia do muzyki wynika to, że jeśli chcę oldskulowe brzmienie to zwracam się do gościa, który jest w tym mistrzem. Bardzo bym też życzył takiego podejścia, chociaż nie chcę się tutaj mądrzyć, np. Nasowi, który w pewnym momencie zaczął pracować z gościem, który nazywa się Salaam Remi i jest nikim, albo ja nie wiem, kim on jest i mam nadzieję, że stracił uszy... a Nas zrobił z nim bodajże dwie płyty.

Salaam Remi produkował kiedyś The Fugees, a potem nagrywał z Amy Winehouse, zanim jeszcze była sławna. Pracował z nią nad debiutem.
No co ty, naprawdę?

Owszem. Trochę hitów zapisał na koncie, taki bezimienny nie jest. Może więc to raczej problem z selekcją i uchem Nasa, a nie Salaamem.
No, być może tak, faktycznie. Więc chciałbym, żeby Nas też czasem pomyślał sobie na chłodno, że jeśli chcę zrobić fajne nowojorskie brzmienie to zadzwonię do Diamonda D, Beatminerzów, bo oni robią tam najlepsze brzmienie i Salaam nie mógłby im wiązać butów.

Widzisz - gdybyś częściej korzystał z Facebooka i miał Beatminerzów w znajomych to byś mógł ostatnio kupić od nich bit, bo wystawiają paczki na sprzedaż i już od bodajże tysiąca dolarów można się dogadać.
A ile teraz dolar stoi?

Niecałe trzy.
Poniżej trzech złotych? Wow, nie wiedziałem. Niezła akcja. Hmm...

Wyobraź sobie teraz, że trasa po płycie dociera do każdego krańca Polski, masz trochę wolnych funduszy, zupełnie wolnych. Nie chciałbyś zrobić nawet bardziej okolicznościowo, w postaci winylowej epki z ośmioma numerami, takiego czysto hiphopowego sztosa? I czy wtedy sięgnąłbyś po bity Polaków czy też kupił coś od twórców ze Stanów, których prawdopodobnie na oczy byś nie widział? Nie byłoby to dla ciebie barierą?
Nie miałbym z tym żadnego problemu. Gdy z kimś współpracuję wokalnie, przekazujemy razem emocje, lansujemy się w teledyskach, pokazujemy swoje oczy, spojrzenia, gesty, to muszę się z kimś takim napić. A jak nie mogę się napić, to przynajmniej przeprowadzić szczerą rozmowę, tak jak z Zeusem, który ma teraz okres bezalkoholowy. Musimy pogadać, sprawdzić czy możemy razem przekazywać jakiś prąd myślowy, czy nawet dwa przeciwstawne, ale chcę wiedzieć, czy ten gość z teledysków jest rzeczywiście zbliżony do tego, kogo poznam. A z producentami nie ma tego lotu, możemy współpracować przez maile. Pytanie tylko, czy jakbym kupił jakiś bit, gdybym był super zarobasem, to czy oni by w ogóle słuchali tego i sprawdzali, czy ten polski raper tam wstrzelił się w pięciolinię czy fałszuje jakieś straszne rzeczy, czy też byłyby to takie mechaniczne sprzedaże bitów i wisiałoby im zupełnie, że współpracowali ze mną. Tak to bym nie chciał. Chciałbym żeby producent tego bitu potrafił się odnieść do tego, co zrobiłem i stwierdził – "wow, zrobiłeś to" albo "pfff, straszne, fałszujesz w trzeciej minucie, może popraw się". Przy nowej płycie współpracowałem właśnie mailowo z Niemcami z Mindfeederz, no i przez cały czas miałem dobry oddźwięk, to było coś owocnego. Pisali, że co prawda nic nie kumają, nie mają pojęcia o co chodzi, ale podoba im się flow, pytali kim jest ta dziewczyna, która podśpiewuje w chórkach, zaangażowali się w to bardzo, choć nie mogę powiedzieć, żebym wiedział w jakiej dzielnicy Berlina mieszkają.

Ostatnio współpraca pomiędzy rodzimymi twórcami hiphopowymi i ludźmi ze Stanów jest na porządku dziennym. Na HiFi Bandzie byli O.C. i A.G., u Ostrego był Keith Murray, u Pei ostatnio Jeru the Damaja. To oczywiście nie są postaci z pierwszej komercyjnej ligi, bo stawka za występ gościnny jest wtedy wyższa niż budżet na kilka polskich płyt. Fajnie jest współpracować nawet z weteranami, czy to pokazuje, w jakiej dupie jesteśmy, że chcemy te gościnne występy za wszelką cenę?
Nie wiem. Mam takie zdanie, że warto, żeby za każdym razem powstała nowa jakość. Ja nie nagrałem kawałka z Devinem The Dude, ale śpiewałem sobie z nim u mnie w domu, ja w języku - jak to mówią muzycy - norweskim, czyli coś tam sobie nuciłem, a Devin śpiewał po angielsku do mojego bitu. Mówiłem o tym już wiele razy, ale jestem tym faktem tak podniecony, że mogę powtarzać długo. (śmiech) To była kreatywna sprawa. Jeśli miałbym równie kreatywnie współpracować na przykład z weteranem pokroju O.C. to jak najbardziej. Chciałbym tylko uczestniczyć w tym procesie, coś wnieść. Z drugiej strony jestem tak próżny, że gdyby O.C. przysłał mi zwrotkę mailem to i tak bym ją wstawił na album. (śmiech) Po prostu jako dzieciak słuchałem płyty O.C. i nie wyobrażałem sobie nawet, że znajdę się w promieniu mili od niego.

Kolejna kwestia, która trochę poruszyła twoich fanów to wydanie albumu. Wersja sklepowa zawiera 16 nagrań, wersja do kupienia na stronie wydawnictwa Alkopoligamia zawiera siedem bonusowych, pełnowartościowych kawałków. Niektórzy czują się wręcz oszukani. Niby mamy czasy, kiedy każdy ma dostęp do internetu, ale nie każdy chce akurat w ten sposób kupować płyty.
No cóż, osoby które nie mają w mieszkaniu internetu albo nie mogą odebrać płyty pocztą, muszą się uzbroić w cierpliwość. Podaję tutaj przykład albumu DJ-a Quika, na który wciąż czekam, bo zamówiłem ze strony artysty i na pewno jest tak, że Quik chciałby go oddać swoim fanom w moment, ale poczta i statki powstrzymują.

Czy nie jest tak, że chcecie jak najwięcej osób nakłonić do kupowania w waszym sklepie, bo to interes dla dwóch stron - wy nie tracicie na pośrednikach, a fani dostają coś bonusowego?
To prawda, choć myśląc w ten sposób zakładamy, że po pierwsze wszyscy kojarzą Alkopoligamia.com, a po drugie mają podejście fanowskie. Płyta w sklepie, uboższa o te siedem numerów, ale i tańsza, z równie fajną okładką, jest w tym sklepie po to, aby ktoś nie będący fanem mógł sobie sprawdzić Mesa i ja sam na tej zasadzie kupuje płyty. Gdy idę do sklepu i widzę siódmy w tym roku album Maleńczuka, nagrany z kimś z pozoru zupełnie do niego nie pasującym, to zastanawiam się nad tym, czy jest strona maleńczuk.com i jest tam wersja z 20 dodatkowymi kawałkami? Nie, raczej nie. Jestem w Empiku czy jakimś innym sklepie i wrzucam do koszyka. Jeżeli zostaję fanem tej płyty, tego projektu, to faktycznie szukam, sprawdzam czy jest jego strona i coś jeszcze mi oferuje. To wszystko kwestia odróżnienia fanów i odbiorców. Mamy coś dla jednych i drugich.

WYWIAD: Czas jest cenzorem - T-Mobile Music

Nadejdzie taki moment, gdy Ten Typ Mes zrzuci marynarkę, zapomni o Bukowskim, wyrzuci cygaretkę, by znów założyć dres i nagrać album w stu procentach hiphopowy?
To być może byłaby bardzo lukratywna historia, ale wydaje mi się, że by nagrać taki album, musiałbym bardzo zatęsknić za taką formą, gdzie przez 15 kawałków mamy napieprzanie po uszach bangerami.

Ale tu chyba nie o bangery chodzi, tylko hip-hop bez domieszki punka, elektroniki i brzmień z Wysp.
Kwestia tego całego stylu i wizerunku to tak naprawdę... Usłyszałem gdzieś, że wyglądam jak człowiek z korporacji, co mnie bardzo rozbawiło. Marynarki, ten styl - wybrałem to, bo chcę. A człowiek chodzący do pracy w marynarce robi to, bo musi, ot cała różnica. Po drugie jestem w stanie nagrywać rdzenny, korzenny hip-hop nawet w marynarce, rękawiczkach i z pięcioma cygaretkami, dlatego właśnie, że żyję hip-hopem, rock and rollem i punkiem codziennie. Żyję w sposób hiphopowy czy punkrockowy znacznie bardziej, niż niejeden raper w szerokich spodniach i odpowiedniej rapowej bluzie. Niejeden taki raper tylko dąży do bezpieczeństwa i tak naprawdę unika hiphopowego życia, jak tylko może. Już nawet życie na i po koncertach jest dla niego za bardzo hiphopowe. Ja ten hip-hop i punk mam w sobie, mam to w żyłach, płyną 24 na dobę. Chyba właśnie gdy zacznę się pojawiać w szerokich spodniach, to będzie znaczyło, że chcę coś sobie udowodnić. Ale póki co, ja nic nie chcę, ani nie muszę udowadniać swoim strojem, bo niczego nie jestem w życiu tak pewien jak muzyki.

Jest jakaś granica ekstrawertyzmu, której nie przekroczysz w tekstach?
Jest.

Co to takiego, skoro nawijasz o aborcji, mówisz o naprawdę mocnych, osobistych sytuacjach?
Tak naprawdę nie ma wielu sytuacji, których nie chcę poruszać, ale po prostu musi minąć czas. Za każdym razem to czas jest moją wewnętrzną cenzurą, a nie temat. Oczywiście - aborcja, hardkor, jakich mało, dużo bardziej dla kobiety, niż dla mnie. Minęła jednak odpowiednia ilość czasu i mogłem o tym opowiedzieć. Nie zrobiłbym tego tydzień po fakcie na zasadzie "ooo, przytrafiła się hardkorowa przygoda, podziemie aborcyjne, płacz, poważne decyzje". Nie, takich myśli w ogóle nie miałem chwilę po, ale wiele lat później jestem starszy, mogę ocenić tę sytuację, w końcu miała miejsce w moim życiu. To czas był i jest cenzorem.

Jakich tematów nie chcesz poruszać z zasady? Wiem, że czymś takim jest dla ciebie populizm, bo to zwyczajnie passé. (śmiech)
Oj passé, szczególnie jak słuchasz tego po paru latach. Hmm, no jest wiele tematów, które mnie po prostu zupełnie nie interesują, na przykład chwalenie się zarobionymi pieniędzmi, gdyż jest to coś na maksa nie w moim stylu. To mnie nudzi.

Jesteś człowiekiem, który gromadzi pieniądze i odkłada, czy raczej szybko wydaje?
Zdecydowanie szybko wydaję. Ale jest tak, że jak mam jakiś konkretny cel, marzenie, na przykład chcę za pół roku kupić keyboard, to sobie zakładam jakąś kopertkę z napisem "keyboard" i wrzucam stówkę po stówce i zbieram.

Na ile, w obliczu ślubów kolegów z zespołu 2cztery7 oraz z waszego towarzystwa, hasło "alkopoligamia" jest jeszcze aktualne?
Nadciąga młoda alkopoligamia i idzie już ostro w świat. Theodor jest siepaczem, który jeździ po Polsce, rabuje i robi inne rzeczy. Rabuje dosłownie, a nie gwałci. Słyszałem historie z różnych źródeł, nie tylko od niego, co się dzieje, gdy nie zapłacisz Theodorowi za umówiony występ. Zostajesz wtedy w majtkach. (śmiech) Po drugie, ja cały czas odpowiadam za zgodność hasła alkopoligamia z prawdą. Oczywiście są okresy w życiu, gdy nie powinieneś i nie chcesz dymać wszystkiego naokoło, co się rusza czy chodzić non stop pijany. To nie o to chodzi. Ale tłumaczyłem już wielokrotnie, że nie da się całe życie nie pić i nie da się całego życia spędzić z jedną kobietą – w moim świecie przynajmniej.

Nie męczysz się na weselach przyjaciół?
O nie, bo po pierwsze jest świetne jedzenie i dużo picia, a po drugie ja im kibicuję. Dziewięćdziesiąt procent małżeństw, które widziałem albo się rozpadło albo trwa w jakimś jednym wielkim patologicznym konflikcie, ale jest też bardzo inspirujące małżeństwo starszych ludzi w mojej rodzinie i ich uważam za wzór. I widziałem od berbecia, że jednak jest możliwy udany związek małżeński, tylko po prostu liczby nie przekonały mnie do tego, że to jest właściwe rozwiązanie, bo jednak tych wujków i cioć, którym się nie udało, jest pięćdziesiąt razy więcej. Liczę jednak na to, że moim znajomym się uda i zmienią tą średnią.

Jak to jest u ciebie z tym chlaniem? Czy szukasz w alkoholu impulsu do tworzenia?
Skąd, nie, ja po prostu nie akceptuję zastanej, zasranej rzeczywistości. Lubię ją tuningować alkoholem. Ludzie mnie męczą, męczy mnie metro, ustawienie foteli naprzeciwko siebie, męczy mnie głupota, męczą mnie własne emocje, to że jestem cholerykiem i nie umiem na pewne sprawy spojrzeć chłodnym okiem, chociaż na to zasługują.

Włącza się korba czasem?
No włącza, jasne, ale to i na trzeźwo, i po pijaku. Zbyt często tracę cierpliwość.

Jak patrzysz na to, jak wygląda obecnie sytuacja artystów, którzy przed dekadą nagrywali ciemny, mroczny, uliczny hip-hop? Co się z nimi stało? Kult pieniądza nimi zawładnął, zabrakło tematów?
Może tak naprawdę zabrakło zajawki? Po wielu latach wychodzi, kto szczerze kochał rap i robienie muzyki, a kto kochał rzeczy, które się wiązały z robieniem muzyki - blanty, przyjaźnie, spędzanie czasu, seks po koncertach, zarabianie na tych koncertach pieniędzy. Po czasie wychodzi, kto był hiphopowcem wmieszanym w modną subkulturę, a kto kochał muzykę, był pasjonatem, artystą hiphopowym. Dla mnie, jak myślę o tych wszystkich ludziach, talentach i beztalenciach, kserobojach, którzy się później pojawiali, najważniejsza jest stara szkoła. To, że na przykład Włodi jest aktywnym raperem i wciąż gra z klasą. Cała stara, warszawska szkoła. Ale pierwsza ksywa, jaka mi przychodzi do głowy to Włodi i niech on nie przestanie nigdy rapować.

Zaczęliśmy od listy Olis i pośrednio na tym temacie skończymy. Niedawno był tydzień, że pozycji związanych z hip-hopem było w zestawieniu bodajże siedem. Czy to dowód na to, że ta muzyka poszła we właściwym kierunku?
Hmm... Wszystko jest OK, dopóki panuje ulubiona przeze mnie różnorodność. Jest i Wdowa, i Łona, i Parias, i VNM... Wiesz, mnie ciekawi jedno i możemy kiedyś sobie sięgnąć do tego wywiadu i to sprawdzić, na przykład za dwa lata, czy z tej mody na truskul i gadania, że najfajniej gdyby Mes zrobił bardzo rapowe 15 kawałków, bo to jest teraz na czasie, nie zrobiło się coś takiego, jak kiedyś moda na ulicę. Na każdym podwórku, w każdej wytwórni, od majorsa po Blend Records, było z siedem ulicznych zespołów, z czego wartych słuchania było pół. Była moda na uliczny rap, taki okres. Ciekawe czy z tego, co jest teraz, z szacunku do czterech elementów, z przewijającej się w klipach deskorolki i etosu hiphopowego ubioru, czy to się nie zrobi taka druga moda.

Zatem sprawdzimy.

Z dumą informujemy, że Ten Typ Mes właśnie zadebiutował na stronach EraMusicGarden jako felietonista
- czytaj felieton "Tak?!"

OCEŃ: 85 -7
Marilyn Manson Recenzja Dillon Wywiad Wideo Impreza na bogato Galeria

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy
  • 6.08.2011
    dodany przez: Ania
    Gość
    Jestem pod wrażeniem osoby przeprowadzającej wywiad - niebanalne pytania , trafione komentarze i riposty - szacunek i oby więcej takich dziennikarzy... A co do Mesa - jeszcze się nie zdarzyło żeby jego wywiad mnie rozczarował, to po porostu Ten Typ..
  • 7.07.2011
    dodany przez: w-w-w
    Gość
    ktoś przeczytał całość? nawet Lem Stanisław, zasnąłby po drugim akapicie tego czegoś, a Staszek cierpliwości wiele miał.
  • 31.05.2011
    dodany przez: Dyl
    Gość
    Świetny wywiad, bardzo dobre pytania, oby więcej takich dziennikarzy no i oczywiście wywiadów z takimi ciekawymi osobami;)
  • 21.05.2011
    dodany przez: wera
    Gość
    wywiad całkiem fajny. Plus dla prowadzącego, że nie starał się wejść Mesowi w .... ( no wszyscy wiemy gdzie) Mimo,że nie jedna osoba utożsamia go z wódą (poprawka na whisky ;) ), kobietami i imprezami to niejeden wywiad już z nim widziałam (lub przeczytałam) i jest jednym z tych niewielu facetów, którzy zyskują po pierwszym wypowiedzianym zdaniu. Felieton choć hmm powiedzmy podany w wersji pigułkowej to też nie najgorszy:)
  • 19.05.2011
    dodany przez: Gall
    Gość
    Mes wydaje się bardzo kumatym typem, wywiad zajebisty - dobrze że prowadzący nie "liże dupy" Mes'owi i zadaje mu konkretne pytania. 1Luv!
  • 18.05.2011
    dodany przez: jaca
    Gość
    bardzo dobry wywiad!