T-MOBILE MUSIC
RECENZJA: Będzie psychodelia
Oglądanie Mikrokolektywu służy zrozumieniu Mikrokolektywu słuchanego.
Koncert odbył się równo rok temu, dokładnie 19 kwietnia 2010 roku. Kontekstem krajowym była zatem żałoba po katastrofie smoleńskiej, przechodząca we wrzawę wokół prezydenckiego pogrzebu na Wawelu. Zagranicę uziemił w tym czasie wybuch islandzkiego wulkanu Eyjafjallajokul. "Wylądowaliśmy kilka godzin przed tym, jak zamknięto całą przestrzeń powietrzną nad Unią Europejską" - wspominał Raymond Salvatore Harmon, który wraz z Philippem Petitem miał dać audiowizualny spektakl na festiwalu CoCArt w Toruniu. Festiwal jednak - tak jak wszystkie inne imprezy - odwołano.

Chicagowski artysta trafił do Wrocławia. "W tych wimwendersowskich okolicznościach przyszło mi sfilmować Mikrokolektyw. Wpuszczono nas do lokum niezwykłego: sali projekcyjnej wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych. (...) O nastrój nagrania zatroszczyły się już same drewniane panele, czerwone zasłony i dywany tego samego koloru" - pisze Harmon we wkładce nowego koncertowego DVD Mikrokolektywu. Wydanego - chciałem dopisać "oczywiście", jakże człowiek szybko się przyzwyczaja - przez wytwórnię Delmark. Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział: Kuba Suchar i Artur Majewski są pierwszymi obywatelami tej strony Atlantyku, których prestiżowa jazzowa oficyna przyjęła pod swój dach. A działa nieprzerwanie od 1953 roku.
Nastrojowości jazzowej po "Dew Point" proszę sobie nie obiecywać. Czerwień wystroju pokomunistycznej sali uzupełnia oświetlenie podobnej barwy i dezorientujące urbanistyczne wizualizacje wyświetlane za plecami muzyków. A to wszystko ujęte w rozbieganą reżyserię Harmona. Krótkie sumowanie i w połowie pierwszego utworu już wiemy: będzie psychodelia.
Urok Mikrokolektywu nie wynika z epatowania umiejętnościami (podobnie zresztą nie zdobywał uznania ich macierzysty, nieistniejący już Robotobibok). Nie jest też owocem tak zwanych żywiołowych improwizacji, bo Suchar i Majewski nadwerężają wprawdzie materiał studyjny, ale nie traktują go jako odskoczni do abstrakcyjnych odlotów - bywają wręcz przewidywalni. Ich specjalnością jest niuansowanie pozornej monotonii. Wciąganie słuchacza - a raczej w tym przypadku widza - w swoje sceniczne gierki, zdawałoby się niepotrzebne. Dzięki "Dew Point" wreszcie mamy okazję przyjrzeć się, skąd w muzyce Mikrokolektywu biorą się rozmaite dźwięki pozaprogramowe. Jakże Kuba Suchar znajduje czas na elektroniczne dyrdymały, skoro ręce i nogi ma zajęte perkusją analogową? Czemu zamiast trąbki Artura Majewskiego niekiedy słychać ich trzy? Skąd bierze się to trademarkowe brzmienie, w którym - jak zauważa zresztą Harmon - jest tyleż historii co futuryzmu? Odpowiedzi poznajemy stopniowo na materiale znanym i premierowym.
A co do Harmona, to wspomniane wcześniej projekcje wysamplował z własnego filmu "Sound in Motion", który kręcił w Chicago z perspektywy transportu miejskiego. Tenże film Harmon dorzuca do "Dew Point" w roli bonusu. On sam tej wiosny miał nieco więcej szczęścia niż przed rokiem. Pod koniec marca wspólnie z Toddem Carterem skutecznie wystąpił w Polsce kilka razy, między innymi na finał festiwalu CoCArt. Koncert ponoć udany mimo awarii sprzętu.
Mikrokolektyw, "Dew Point" DVD, Delmark
