Opinie
A A A
01.03.2011

RECENZJA: Optymizm sawanny

Sidi Touré w dziewięciu przyjacielskich duetach Sahelowi wyrwanych - i na nim nagranych.

Nie tylko Salif Keita realizował muzyczne marzenia pod prąd rodzinnych i społecznych reżimów.  Sidi Touré albinosem nie jest, ale tak jak Keita pochodzi z królewskiego klanu. A królom muzykować nie przystoi. Co więcej, swoje pierwsze gitary - łamane ponoć przez starszego brata, zaniepokojonego haniebnym hobby malca - Touré montował w czasie, gdy katastrofalna susza obejmująca także jego rodzinne Goa wykańczała właśnie kilkadziesiąt milionów mieszkańców Sahelu. Przypominam sobie jeszcze o Alim Farka Touré, jedynym spośród dziesięciorga rodzeństwa, który dożył dorosłości. Myślę o ociemniałej parze Amadou & Mariam, która po wychowaniu potomków buduje dziś szkoły w Bamako. I pojąć nie mogę, dlaczego właśnie tak ekstremalne okoliczności zrodziły ludzi, którzy są dziś kulturalną wizytówką nie tylko własnej ojczyzny, ale wręcz całej Czarnej Afryki.

RECENZJA: Optymizm sawanny - T-Mobile Music

Tytuł drugiej solowej płyty Sidiego Touré - poprzednia ukazała się całe 13 lat temu - kryje przyjemną dwuznaczność. Czy w "Sahel Folk" chodzi o muzykę Sahelu, czy raczej o ziomków artysty? Bo album powstawał ponoć - o słodka prostoto! - przy herbacie przed domem Geiki, siostry Touré. Niezobowiązującej scenerii towarzyszyły jednak rygorystyczne założenia. Na każdą piosenkę przypadało tylko dwóch muzyków (wśród gości Touré są Jiba Touré, Douma Sisse i Jambala Maiga), dwa dni przygotowań oraz dwa podejścia do mikrofonu. Wszystko to, jak tłumaczył producent płyty, niejaki Covalesky, "dla zachowania spontaniczności".

Chociaż owa spontaniczność oznaczała, że "Sahel Folk" nagrano metodą field recording, płyta nie brzmi bynajmniej nieprofesjonalnie. Pomimo ograniczonego personelu i skąpego czasu, jaki przeznaczono na pracę twórczą, nie brzmi również ubogo. Pozbawiona jest jednak emocjonalnych i akustycznych skrajności. Sielskie acz uduchowione wokalno-gitarowe kołysanie w typowym dla Mali, optymistyczno-kontemplacyjnym tonie i pod panowaniem charakterystycznej dla Sahelu pentatoniki budzi banalne, ale naturalne skojarzenia z barwami sawanny: suche trawy falujące przy byle podmuchu, na horyzoncie pojedyncze akacje, baobaby i drzewa kapokowe, a wkoło majestatyczna cisza. Można gapić się godzinami. Można też zupełnie przegapić.

"Jeśli śpiewam o czymś, ale nie ma to żadnego skutku, nie wywołuje żadnej zmiany, to tracę czas" - mówił Touré przy okazji tej premiery. Być może nawiązywał do szalenie konkretnej piosenki "Adema", która dotyczy "elektryfikacji i modernizacji Mali". Ja trzymam kciuki za postęp w karierze samego Touré. Trzy lata temu wygenerował sporo ruchu w sieci znakomitą sesją dla Take Away Show, po którą Vincent Moon aż dwukrotnie latał z kamerą do Bamako. A Bassekou Kouyaté (17 marca zagra w Filharmonii Szczecińskiej) obwołał Sidiego następcą współziomka Aliego Farki Touré.

Ale facet ma już 52 lata, czy nie za późno już na podbijanie świata? Bez obaw. Tylko zachodni model kariery zakłada cykl mniej więcej czteroletni: rok na próby w sypialni, rok na wyjście z cienia i wejście w hype, rok na skonsumowanie sławy oraz rok na przyzwyczajenie oczu do ciemności po wygaszeniu reflektorów. W Afryce czas płynie dziesięciokrotnie wolniej.

Sidi Touré & Friends "Sahel Folk", Thrill Jockey

OCEŃ: 6 1
Autor: Mariusz Herma
Do góry
Marilyn Manson Recenzja Dillon Wywiad Wideo Impreza na bogato Galeria

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.