T-MOBILE MUSIC
RECENZJA: Ostry już nie kąsa
Złośliwi nie mogli się doczekać, kiedy wreszcie Ostremu powinie się noga. Bo kto widział, żeby rok w rok wydawać płyty po brzegi wypchane nowym materiałem i za każdym razem zbierać świetne recenzje? No to się doczekali.
To, że Ostry wydaje co roku nową płytę, to już nie tradycja, a wręcz – wspominając pamiętny dialog z kultowego "Misia" – ekstradycja. Ma chłop zdrowie. Za każdym razem produkuje samodzielnie minimum 70 minut muzyki (bo coraz częściej na jednej płycie w opakowaniu się nie kończy) i pisze do tego dłuższe niż zwykle słyszycie w radiu teksty. I tak od kilku dobrych lat. To niebywale trudne zadanie, szczególnie gdy chce się utrzymać wysoki poziom nagrań. A łódzki raper bez wątpienia do grona perfekcjonistów należy (przygotowania do nagrania najnowszego albumu trwały pół roku, jeździł po Europie w poszukiwaniu najlepszych sampli).

Perfekcyjny nie oznacza jednak niezniszczalny. Ostry też człowiek, w końcu musiał złapać zadyszkę. Rok po wydaniu znakomitego albumu "Tylko dla dorosłych" i kilka miesięcy od premiery udanej kolaboracji z Emade ("Złodzieje zapalniczek"), wypuścił na rynek kolejne dwupłytowe dzieło, które – żal przyznać – na tle reszty jego wcześniejszych albumów prezentuje się niestety słabo. Najgorzej wypada warstwa tekstowa – kiedyś najmocniejsza strona Ostrego. O ile od kilku jego płyt dało się zauważyć, że w produkowaniu muzyki robi się coraz lepszy, o tyle na najnowszym krążku nie ma już wątpliwości – lepiej mu idzie klejenie sampli i dogrywanie żywych instrumentów (za najnowsze bity – szacunek, naprawdę), niż pisanie wersów. Ostry w swoich nowych tekstach ani nie dziobie, ani nie kąsa, a jeśli już, to najczęściej irytuje. Przerostem treści nad formą. Kiedyś imponował spostrzegawczością, walił nas prosto między oczy, a my prosiliśmy o więcej, dziś natomiast ni ziębi, ni grzeje. To rap drugiej świeżości, ulotny jak trzy czwarte krajowych produkcji z tego gatunku. Wiem co piszę, choć zdaję sobie sprawę, że może być już po mnie. "Nienawidzę dziennikarzy, to proste. Przynajmniej my tu nie zarabiamy czyimś kosztem" – słyszę w kawałku "Nienawiść". Niemniej, oceny nie zmienię. A jeśli zechcę Ostrego posłuchać, to jednak ze starszych płyt.
O.S.T.R. "Jazz dwa trzy", Asfalt
