Opinie
A A A
23.02.2011

RECENZJA: Ładniejszy bliźniak Buriala

Debiut Desolate to pierwsza bardzo piękna płyta 2011 roku.

"Cześć, nazywam się Sven Weisemann i pracuję jako didżej od 1997 roku, a produkuję muzykę od 2001 roku. Potrafię grać na pianinie, gitarze akustycznej i perkusji - wszystkiego nauczyłem się sam" - pisze na swoim MySpace 27-letni Berlińczyk. Pod własnym nazwiskiem zadebiutował dwa lata temu epickim longplayem "Xine", chociaż krótkim metrażem i muzyką filmową zajmuje się już od 2005 roku. Desolate to jego kolejne wcielenie - podobno już trzecie, ale nikt tego nie wie na pewno, bo lubi igrać anonimowością. Skojarzenie z Burialem? O tym za chwilę.

RECENZJA: Ładniejszy bliźniak Buriala - T-Mobile Music

"The Invisible Insurrection" byłaby pierwszą tegoroczną płytą, o której wypada napisać: bardzo piękna. Ani odkrywcza, ani błyskotliwa. Wprost przeciwnie, prześlizguje się po schematach, na szczęście nie do końca wyeksploatowanych. Ładna, przyjemna, relaksująca - nie mylić z relaksacyjną. W jednej z recenzji wyczytałem kilkadziesiąt terminów młodszych od tego tysiąclecia, z których kilku nawet nie rozumiałem, mimo że za rozumienie terminów muzycznych mi płacą. A przepis na Desolate jest prosty: minimalistyczne pół-rytmy (ale nie w duchu Detroit, nazbyt synkopowane), strzępy fortepianowych melodii, obficie repetowane sample gadane (enigmatyczne brednie), filmowe (S-F) i poważne (smyczki) zanurzone zostały w nieprzyzwoitych ilościach pogłosów i ech, które nadają majestatu zgoła niewymyślnym dźwiękom wyjściowym. Bas i stopka nabierają pozoru dubstepowych infradźwięków, płaskie tła zyskują dodatkowy wymiar, a pojedyncze nuty skutecznie udają pełnowartościowe melodie. Wespół wprowadzają nas w klimat, który jest absolutnie największym atutem tej płyty. (I chrzanić to, że o 87 procent wydawnictw z gatunku "elektronika" mówi się: klimatyczne).

Brzmienie Desolate jest monolitem. Jako się rzekło pięknym, lecz to nie ratuje nas przed monotonią. Na szczęście Weisemann różnicuje kompozycję. Skleił tę płytę z miniaturek opartych na jednym zjawiskowym pomyśle - "Farewell #1" i "Aviance" rzucają wyzwanie najlepszym motywom z soundtracków Clinta Mansella - oraz z nieco bardziej rozbudowanych utworów, bogatszych rytmicznie i naszpikowanych wspomnianymi samplami. I tak dochodzimy do najdłuższego na albumie, sześcioipółminutowego "Divinus" czy niewiele krótszego "Endurance", które to dubstepowymi koligacjami wymuszają porównania z Burialem. Portal Resident Advisor napisał wręcz, że "The Invisible Insurrection" to "jeden z najlepszych albumów, których Burial nigdy nie nagrał". Podobieństwo brzmienia jest istotnie bezsporne. Jednak już wydźwięk albumów: zupełnie inny. Burial niepokoił. Desolate, wbrew ponurej nazwie, koi. Weismann to prawdopodobnie brat bliźniak Buriala, który wprawdzie osiągnął mniej, ale za to jest ładniejszy.

Desolate "The Invisible Insurrection", Fauxpas Musik

OCEŃ: 10 -1
Marilyn Manson Recenzja Dillon Wywiad Wideo Impreza na bogato Galeria

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.