Opinie
A A A
19.02.2011

RECENZJA: Duch w maszynie

20-letni producent Nicolas Jaar debiutuje nieprzyzwoicie dobrym longplayem: białym, ale czarnym, elektronicznym, ale żywym.

Irytuje cię rozmemłany James Blake? Chłopak nie trzyma się rytmu, stawia dziwne harmonie i nie potrafi się zdecydować się, czy chce siedzieć za klawiaturą fortepianu czy komputera? Dla mnie to wprawdzie atuty debiutanckiego longplaya 22-letniego syna Jamesa Litherlanda - po którym chłopak odziedziczył znakomity utwór "The Wilhelm Scream" - ale dla tych, co myślą inaczej, jest alternatywa. Też debiut, też młodzika, też miękki, za to mniej ambiwalentny.

RECENZJA: Duch w maszynie - T-Mobile Music

Nicolasa Jaara od Blake’a różnią niespełna dwa lata i położenie geograficzne. Urodzony w Nowym Jorku, pierwszą dekadę życia spędził w Santiago de Chile - czyżby stąd późniejsze zapatrzenie w Ricardo Villalobosa? - by w wieku 11 lat wrócić do USA. Zaledwie trzy wigilie później uruchamiał już własną produkcję, a jako osiemnastolatek zainaugurował karierę zagraniczną wizytami w Berlinie i Meksyku. Wydawane w ciągu ostatnich trzech lat dwunastocalówki, remiksy oraz epka "Time for Us" z jesieni 2009 zrobiły Jaara pupilkiem portali zafiksowanych na muzyce elektronicznej. Pełnometrażowe "Space Is Only Noise" będzie konkurować z "Jamesem Blakiem" w mediach mniej zdefiniowanych stylistycznie. A przynajmniej powinno.

20-letni okularnik jednocześnie kocha się w dźwiękach fortepianu, bladości wirtualnych skrzynek szwedzkiego Reasona i emocjonalności r'n'b. Tak samo jego muzyka: są tu neoklasyczne melodie, jest precyzja białej elektroniki, ale duch czarny. Jaar zrazu zaprzecza konkretowi, który zamierzałem tutaj reklamować - w otwierającym "Être" bałaganiarski ambient miesza z wątkami neoklasycznego "piano for dummies" - ale wstęp to wstęp. Przez następne 40 minut rozwija bodaj najbardziej poruszającą elektronikę niższych temp, jaką dane mi było słyszeć ostatnimi czasy.

Jaar zapętla głos własny (traktując go Auto-Tunem, ale z wyczuciem) i sampluje cudzy (od Raya Charlesa po dialogi z francuskiej kinematografii). Kraja i lepi partie skrzypiec, wiolonczeli, saksofonu, elektroniczne bulgotanie i wokalne wióry, a ten pofragmentowany pierwszy plan stabilizuje podstawą house’ową, dubową, sporadycznie hiphopową. Rozległe inspiracje w ryzach trzyma ekonomiczna produkcja - i bardzo przy tym ciepła. Nie przystoi tutaj straszyć wyszukanymi terminami, bo "Space Is Only Noise" to rzecz nadzwyczaj przejrzysta i przystępna, dobra na czczo i na deser, materiał do kontemplacji i przechadzki, kokietujący i wymagający zarazem, rasowy kundel.

Nicolas Jaar "Space Is Only Noise", Circus Company

OCEŃ: 8 0
Autor: Mariusz Herma
Do góry
Marilyn Manson Recenzja Dillon Wywiad Wideo Impreza na bogato Galeria

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.