T-MOBILE MUSIC
RECENZJA: Udawana rebelia
The Damned Things to grupa złożona w równych proporcjach z muzyków Anthrax, Fall Out Boy i Every Time I Die. Darujmy sobie jednak promocyjne brednie o kolejnej supergrupie. "Ironiclast" to płyta przeciętnego zespołu rockowego. Jednym uchem wpada, drugim wypada.
Ostatni album z premierowym materiałem Anthrax wydał w 2003 roku. Dlaczego o tym wspominam? Bo z jakichś powodów gitarzystom klasyków thrash metalu (Scott Ian, Rob Caggiano) łatwiej było zmontować lub podłączyć się pod zupełnie nową ekipę i zarejestrować z nią garść premierowych piosenek, niż dłubać nad nowym albumem macierzystej formacji.

Skład The Damned Things uzupełniają gitarzysta Joe Trohman i perkusista Andy Hurley z Fall Out Boy oraz basista Josh Newton i wokalista Keith Buckley z Every Time I Die. Przygotowując piosenki na swój debiutancki krążek panowie doszli chyba do wniosku, że wymieszanie kalifornijskiego pop-punka, bezpretensjonalnego gitarowego rocka spod znaku Foo Fighters (z całym szacunkiem...) ze szczyptą emo i metalu, przyniesie powalający rezultat. Ów okazał się jednak rozcieńczony niczym piwo sprzedawane w plastikowych kubkach na juwenaliach.
Joe Trohman, który mianuje się współproducentem "Ironiclast" i jego główną siłą sprawczą, opowiada tu i ówdzie, że podstawowymi źródłami inspiracji dla The Damned Things byli Led Zeppelin i Thin Lizzy. Ze względu na przypadającą aktualnie 25-rocznicę śmierci Phila Lynotta, spuśćmy nad tymi porównaniami zasłonę milczenia. Te dziesięć kawałków to kwintesencja amerykańskiego rocka środka. Takiego, który udaje rebeliancki i nieuczesany, a w rzeczywistości anarchii w nim tyle, co w makijażu Ewy Farny. Trzeba oddać jedynie sprawiedliwość The Damned Things, że faktycznie dysponują wyczuciem melodii i kilka numerów ma szansę zaistnieć w rockowych stacjach za Oceanem - przede wszystkim "Bad Blood", "We’ve Got Situation Here" czy "Ironiclast". Brzmią jak skrojone pod campusowe rozgłośnie. Refreny są nośne, chłopaki fajnie śpiewają w harmoniach, a tandem Ian / Caggiano dostarcza rasowych, mocniejszych gitar.
Płyta ukazała się w połowie grudnia i podobno całkiem nieźle się sprzedaje. Cóż, nastoletni fani Fall Out Boy widocznie robią różnicę. Thrasherom, chcącym sprawdzić, jak brzmi ta nowa kapela Scotta Iana, rekomenduję daleko posuniętą wstrzemięźliwość.
The Damned Things "Ironiclast", Mercury
