Opinie
A A A
24.12.2010

WYWIAD: Zrywając z hardcorem

Gdy dotrzemy do Polski, będziemy w szczytowej formie - obiecuje nam Tobias Winterkorn, który wraz z José Gonzálezem i Eliasem Arayą tworzy trio Junip. 19 lutego zagrają w Warszawie na festiwalu Northern Living

Jak brzmiałaby debiutancka płyta Junip, gdyby ukazała się wkrótce po założeniu zespołu - powiedzmy w 2000 roku?
Byłaby znacznie, znacznie wolniejsza. I bez wątpienia bardziej nudna niż "Fields". (śmiech) Ślamazarny, nużący album – myślę, że to kompletny rysopis tego, przed czym szczęśliwie udało nam się uchronić.

WYWIAD: Zrywając z hardcorem - T-Mobile Music
fot. Jon Bergmann

Słuchaliście wtedy czegoś innego niż obecnie?
Tworzyliśmy pod wpływem takich zespołów jak Songs:Ohia czy Low. O ile dobrze pamiętam, próbowaliśmy brzmieć właśnie tak jak oni.

Jak to, przecież połączył was hardcore?
No tak, w latach 90. wszyscy graliśmy w kapelach hardcore’owych. Nasz perkusista Elias wspólnie z José występował nawet w kilku: Back Against The Wall, Renascence czy Only If You Call Me Jonathan. W Göteborgu, gdzie mieszkali José i Elias, hardcore był naprawdę dużą sprawą. W moim rodzinnym mieście podobnie. Albo wykonywałeś tę muzykę, albo jej słuchałeś, nie było innej opcji. Nasza trójka poznała się właśnie na jednym z takich koncertów. Najpierw luźno rozmawialiśmy, że fajnie byłoby coś razem stworzyć, a po mojej przeprowadzce do Göteborga założyliśmy Junip.

I zaraz potem przeszliście w stan hibernacji. Co robiliście przez długie lata, gdy José realizował swoją solową karierę?
Elias studiował sztukę w Norwegii i Finlandii, a ja filozofię i pedagogikę. Pracowałem też jako nauczyciel - uczyłem filozofii starożytnej. No i zajmowałem się rodziną. Równocześnie kompletowałem domowe studio i próbowałem metodą prób i błędów poznać tajniki nagrywania. To nie było jednak nic poważnego. I nie wydaje mi się, by Elias w tym czasie miał jakiś inny zespół.

Był taki moment, gdy traciłeś wiarę w Junip?
Oczywiście, bo ciągle dyskutowaliśmy o zespole i mówiliśmy sobie: "Hej, zróbmy coś!", ale w praktyce żaden z nas nie robił nic, aby posunąć sprawy naprzód. Gadaliśmy, dopingowaliśmy się i na tym się kończyło. Wreszcie doszliśmy do momentu, gdy trzeba było podjąć drastyczną decyzję: albo dziś, teraz, już coś robimy, albo przestajemy się oszukiwać i wracamy do własnych zajęć. Jeden z nas powiedział wtedy: "Proszę, nagrajmy coś, no proszę!", więc weszliśmy do studia.

A stamtąd nie było już odwrotu?
Zbyt wiele trudu kosztowało nas wykończenie tego studia, podłączenie wszystkich sprzętów, a przede wszystkim wejście do niego. Nie mogliśmy sobie tego zrobić! Wiesz, ze sprzątaniem jest tak samo: jeśli wyjmiesz odkurzacz, to nie możesz tak po prostu patrzeć na niego. Musisz coś zrobić. (śmiech)

Pocieszasz mnie, bo sam mam domowe studio i jak dotąd nie zrobiłem z tym nic sensownego.
Rozpocznij po prostu nagrywanie, a poczujesz ogromną ulgę. Dla nas była ona podwójna, bo gdy już zaczęliśmy wspólnie improwizować, to od samego początku powstawały całkiem dobre rzeczy. Gdyby po tylu latach przygotowań było nas stać tylko na jakąś muzyczną nędzę, to najpewniej dalibyśmy sobie na zawsze spokój. Ale nowy materiał przychodził nam jakoś naturalnie. I inspirował nas do kolejnych rzeczy. Rzecz jasna zdarzały nam się twórcze dołki, ale ostatecznie nagraliśmy jakieś osiem gigabajtów muzyki...

Rozwijaliście przygotowane wcześniej pomysły, czy "Fields" jest owocem takich improwizacji?
Siadaliśmy do instrumentów z pustymi głowami. Nie przynosiliśmy do studia żadnego materiału. Zwykle Elias zapodawał jakiś beat, a José i ja włączaliśmy się do gry. Dzięki temu płyta od pierwszego do ostatniego dźwięku jest naszym wspólnym dziełem.

WYWIAD: Zrywając z hardcorem - T-Mobile Music
fot. Jon Bergmann

Co każdy z was wnosi do brzmienia Junip?
Elias zazwyczaj gra te swoje monotonne pętle, w których jak gdyby niewiele się dzieje - przynajmniej dopóki my nie dołączymy. Robi w zespole za lokomotywę. (śmiech) Mnie także zdarza się grać jedną nutę albo kilka prostych akordów, ale w mojej monotonii chodzi raczej o przestrzeń i o nastrój. W stylu José najważniejsze jest palcowanie. Nikt inny nie gra tak jak on. Już nie wspomnę o jego śpiewie.

José często chwali twoje wyczucie harmonii.
Słuchałem w życiu tak zwanej trudnej muzyki, od Magmy po Johna Cage’a, i ciągle ją lubię, ale z roku na rok coraz bardziej ciągnie mnie do prostych piosenek. Sam też próbuję prostym akordom nadać szczególny charakter.

Grasz proste akordy w interesujący sposób zamiast wymyślać interesujące akordy?
Dokładnie, muszę zapamiętać tę kwestię! (śmiech) Staram się nie podchodzić do klawiszy tak, jak robią to profesjonalni pianiści pokroju Keitha Jarretta. Nie znam tych wszystkich wymyślnych akordów, jestem samoukiem, a nuty znam tylko dlatego, że grałem z partytur na saksofonie i na elektrycznej gitarze. Efekt jest taki, że partie skomponowane na strunach potrafię bez problemu odtworzyć, za to błyskawicznie zapominam partie klawiszy. Czuję się jak idiota, bo przecież nie gram specjalnie skomplikowanych rzeczy.

"Fields" brzmi bardzo analogowo - jak to osiągnęliście?
Po pierwsze, gram wyłącznie na analogowym sprzęcie, a potem przepuszczam go jeszcze przez analogowe efekty. Po drugie, nasz współproducent Don Ahlsterberg, któremu powierzyliśmy miks albumu, posiada stuprocentowo analogowe studio. My nagrywaliśmy materiał na twardy dysk, ale Don natychmiast przetransferował to wszystko na taśmy. Zajęło mu to mnóstwo czasu, ale jeśli chcesz osiągnąć podobne brzmienie - ciepłe, organiczne, na swój sposób słodkie - taśma jest najprostszym przepisem.

A kto wniósł do waszych utworów krautrockowego ducha?
Wszyscy przechodziliśmy fascynację Can czy Neu, ale to Elias jest na pewno głównym winowajcą, z tą swoją monotonną motoryką. José i ja również gramy w dość naturalny sposób, bliski kratrockowemu. Najbardziej krautrockowo wyszły nam chyba "Rope & Summit" oraz "Far Away" z naszej niedawnej epki. Chociaż mnie niektóre utwory kojarzą się także z The Doors.

Jak gra się wam ten materiał na żywo? Pytam nie bez powodu, bo 19 lutego wystąpicie w Warszawie.
Zabraliśmy na trasę dwóch dodatkowych muzyków: perkusistę oraz basistę. Unikamy zwykłego odgrywania materiału. Każdej piosence czegoś ujęliśmy i coś dodaliśmy, więc przeżycie koncertowe powinno znacząco różnić się od domowego. Od kwietnia zagraliśmy jakieś 70-75 występów i właśnie zaczynamy czuć się na scenie naprawdę dobrze.

Już myślałem, że powiesz: "Zaczynamy odczuwać zmęczenie".
Nic podobnego, dopiero zaczynamy się bawić muzyką! Kiedy dotrzemy do Polski, powinniśmy być w szczytowej formie. (śmiech)

Pobierz piosenki Junip - kliknij tutaj!

OCEŃ: 0 0
Autor: Mariusz Herma
Do góry
Marilyn Manson Recenzja Dillon Wywiad Wideo Impreza na bogato Galeria

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.