Opinie
A A A
23.11.2010

WYWIAD: Surowo, ascetycznie, bez ozdobników

Studio pozwala upiększyć wiele rzeczy. I co z tego? - pyta Scout Niblett. Ekspresyjna pieśniarka 2 grudnia zagra w katowickiej Hipnozie w ramach OFF Festival Club.

Aż sto razy nagrałaś tytułową piosenkę z twojej nowej płyty "The Calcination of Scout Niblett". A potem każdą wersję wypuściłaś na oddzielnym singlu. Skąd ten pomysł?
Zrobiłam to z ciekawości. Co stanie się z piosenką, jeśli powtórzę ją aż tyle razy? Czy będzie ewoluować, nawet jeśli ja sama świadomie nie będę niczego zmieniać? Okazało się, że pomiędzy pierwszą a setną wersją nie było żadnych drastycznych różnic. Największa metamorfoza dokonała się na samym początku. A w okolicach trzydziestej, czterdziestej powtórki zmiany wyhamowały i tak zostało już do końca.

WYWIAD: Surowo, ascetycznie, bez ozdobników - T-Mobile Music

Jak wspominasz tamten maraton?
Przez chwilę to było bardzo zabawne doświadczenie, ale jeszcze zanim dobiłam do połowy, miałam dosyć. Obiecałam sobie jednak dokończyć tę sesję i jakoś dobrnęłam do setki.

Jesteś w stanie grać tę piosenkę na koncertach?
Spodziewałam się, że po tym wszystkim będzie mi się robiło niedobrze na samą myśl o "The Calcination...". Ale nie, nic takiego się nie wydarzyło. Ciągle wykonuję ją na żywo.

Twoją nową płytę zamyka z kolei utwór "Meet & Greet". Zawarłaś tam swoje obserwacje z trasy?
"Meet & Greet" nie ma żadnego związku z koncertami, ani nawet z muzyką. Nie mam pojęcia, dlaczego wszyscy tak ją odbierają.

Poza tytułem, w tekście mnóstwo jest wersów kojarzących się z okrzykami spod sceny. Rzeczy w rodzaju: "Może wreszcie nauczyłabyś się grać tę piosenkę!"
No tak, rzeczywiście. (śmiech) Ale występy służą mi tutaj wyłącznie za metaforę życia pełną piersią. Koncert jest metaforą czerpania maksimum radości z każdego dnia. Czuję się podekscytowana za każdym razem, kiedy podłączam gitarę do wzmacniacza, chociaż robię to od dziesięciu lat. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki i bez grania na scenie.

WYWIAD: Surowo, ascetycznie, bez ozdobników - T-Mobile Music

Dekada to szmat czasu. Czy sceniczna praktyka zrewidowała twoje wyobrażenia z czasów, gdy dopiero zaczynałaś karierę?
Wręcz przeciwnie! Wszystko wygląda dokładnie tak, jak to sobie wymarzyłam. Niczego nie żałuję, jestem dumna z mojego dotychczasowego dorobku. Czuję się wielką szczęściarą, że mam taką robotę. Ciągle wydaje mi się to dosyć niesamowite.

Na czym polega twoja kalcynacja z tytułu nowej płyty - "The Calcination of Scout Niblett"?
Sporo ostatnio czytam o alchemii psychologicznej. A kalcynacja to pierwszy etap procesu alchemicznego. W wydaniu psychologicznym, ta wstępna faza oznacza uświadomienie sobie, co w twoim życiu jest nie tak, co nie działa, co przeszkadza ci w byciu szczęśliwym. Później wszystko to należy potraktować ogniem, wypalić. Stąd pochodzi metafora kalcynacji, czyli oczyszczania cennej substancji z niechcianych składników. To samo należy zrobić we własnym życiu.

Czym jest ten ogień w twoim przypadku?
To ogień wewnętrzny: niepokój, poczucie frustracji, a nawet gniew z powodu tego, co nie działa. Ten żar pokazuje ci, co jest nie w porządku. Początkowo dochodzenie do tej prawdy sprawi, że poczujesz się jeszcze bardziej nieszczęśliwy. Ale wzrastanie i dojrzewanie zawsze zaczyna się od bólu. To tylko pierwszy etap całego cyklu dochodzenia do twojego osobistego szczęścia.

Jak łączysz zainteresowanie psychologią, która uświadamia nam, jak wiele zależy od nas samych, z wiarą w astrologię? Czy nie zaprzecza ona psychologii, twierdząc, że rządzi nami kosmos?
Astrologia pokazuje ci, z jakimi sprawami możesz mieć w najbliższym czasie do czynienia. Ale nigdy, przenigdy nie przepowiada, co konkretnie się wydarzy. Mogłabym spojrzeć w twój horoskop i zobaczyć, że w przyszłym roku będziesz miał zawirowania w pracy, a w związku z tym spotkają cię takie a takie trudności. Ale nie byłabym w stanie odgadnąć, co ty z tym zrobisz i jak sobie z tym poradzisz. Bo odpowiedź na to pytanie należy już do psychologii.

Podobno na ten rok astrologia przepowiedziała ci depresję, chyba że będziesz ciężko pracować. Jak ci idzie?
Pracuję naprawdę ciężko. (śmiech) I to na razie działa.

WYWIAD: Surowo, ascetycznie, bez ozdobników - T-Mobile Music

Chciałbym spytać o dwie rzeczy, których od lat konsekwentnie się trzymasz: o surowe brzmienie oraz o usługi producenckie Steve’a Albiniego.
Nigdy specjalnie nie zastanawiałam się nad moją muzyką. Odruchowo podchwyciłam chyba to, co najbardziej fascynowało mnie u innych - w muzyce grunge czy w Sonic Youth. Bo gdy zaczęłam tworzyć własne rzeczy, one już takie były: surowe, ascetyczne, pozbawione ozdobników. Steve Albini doskonale czuje ten rodzaj muzyki. Nasze sesje przypominają granie na żywo, nie dogrywamy żadnych dodatkowych partii. Wygląda to tak, jakbym występowała przed publicznością.

Przy czym Steve jest tą jednoosobową publicznością?
Tak, tylko on. To rozwiązanie zawsze się sprawdza, więc oboje się go trzymamy. Nie widzę sensu w zmienianiu czegoś tylko dlatego, że mam taką możliwość. Skoro wszystko działa idealnie, czemu z tego rezygnować?

Studyjne innowacje zmusiłyby cię na pewno do zmiany obyczajów koncertowych.
Tym bardziej, że moje płyty mają wiernie odzwierciedlać występy na żywo. Wiem, że to dosyć niemodna filozofia. Dla wielu artystów brzmienie studyjne i koncertowe to dwie zupełnie oddzielne sprawy. Ale dla mnie to kwestia wiarygodności, autentyzmu. Studio pozwala upiększyć wiele rzeczy, wystarczy parę kliknięć. Ale osobiście nie uważam, by czyniło to muzykę bardziej interesującą.

Większość muzyki powstaje dziś na laptopie.
Dlatego czuję się bardzo staromodna, ale mam z tego niezły ubaw. I traktuję to jako wyzwanie. Kiedy wchodzę do studia, muszę być stuprocentowo przygotowana do nagrań, tak jakbym wychodziła na scenę.

Na twojej poprzedniej płycie kilka piosenek zaśpiewał z tobą w duecie Bonnie "Prince" Billy. Jak to było pisać z myślą o kimś innym?
To kompletnie inne doświadczenie w porównaniu z komponowaniem tylko dla siebie. Bardzo je sobie cenię. Musiałam otworzyć się i wyraźniej pokazać, co próbuję przekazać poprzez moją muzykę. Myślałam sobie: "Przecież Billy będzie śpiewał te słowa! Co jeśli zrozumie je niewłaściwie?" Poza tym miałam pewne obawy, w jaki sposób Billy zareaguje na ten materiał. Mógł sobie na przykład pomyśleć, że jestem wariatką albo coś w tym rodzaju. (śmiech)

Ostatnie pytanie: symfonia! Czy to prawda?
Symfonia jest jak najbardziej realna. Ale piszę ją bardzo powoli. Na razie skomponowałam jakieś 15 minut muzyki. Na płycie powinna się ukazać w ciągu roku, może dwóch. Będzie miała bardzo klasyczne brzmienie, oparte na tradycyjnej orkiestrze - smyczki, dęciaki i tak dalej. Plus para organów.

Żadnych nowoczesnych instrumentów?
Absolutnie żadnych.

A nastrój?
Bardzo ponury. Myślałam o tej symfonii jak o potencjalnym soundtracku do któregoś ze starych filmów o hrabim Draculi.

Gdyby usłyszeli ją wszyscy wielcy kompozytorzy, któremu spodobałaby się najbardziej?
Bez wątpienia byłby to Rimsky-Korsakov.

OFF Festival Club Katowice - Scout Niblett, Cieślak i Księżniczki, El Boy Die, Ed Wood - Jazz Club Hipnoza, 2 grudnia

OCEŃ: 0 0
Marilyn Manson Recenzja Dillon Wywiad Wideo Impreza na bogato Galeria

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy
  • 24.11.2010
    dodany przez: hans
    Gość
    Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że muzyka powstaje w laptopie. Muzyka powstaje w studio, a laptop tylko wprowadza zmiany w muzyce. Koryguje niedociągnięcia.Tak jest od dawna i zapewne dalej tak będzie. Na koncercie Scout Niblett nie będę, ale z chęcią przeczytam relację z niego.