T-MOBILE MUSIC
RECENZJA: Zadzwoń do mamy
Smolik smęci jak zawsze: ładnie, szlachetnie i w cnym towarzystwie. Ale jeśli słyszałeś jego poprzednie płyty, to najnowszą znasz już na pamięć.
Młodzież przyzwyczaja nas ostatnio do płyt brzmiących "jak nie polskie", ale dziesięć lat temu Smolik był prawdziwym objawieniem. Jego pierwszy singel "50 tysięcy 881" wprowadzał rodzimy pop w XXI wiek, a Artura Rojka uczynił na moment wokalistą globalnym. Gdy jakiś czas później w reklamie jednej z sieci komórkowych brodaty drwal radził nam zadzwonić do mamy, a pomarszczony staruszek przekonywał do wiary w miłość od pierwszego wejrzenia, to posłuchaliśmy ich obu właśnie za sprawą miękkich Smolikowych dźwięków. Drugi singel - „T. Time” z gościnnym udziałem Noviki - potwierdził, że mamy do czynienia z talentem, a nie z przypadkiem.

Jedną burzliwą dekadę oraz trzy albumy później Smolik okazuje się tak samo zdolnym songwriterem i równie sprawnym producentem jak za tamtych pięknych lat, a głosy rodzime i obce - wymieńmy je: Gaba Kulka, Juan, Emmanuelle Seigner, Victor Davies, Kasia Kurzawska, Sqbass, Natalia Grosiak, Joao T. de Sousa, Kev Fox i tradycyjnie Mika Urbaniak - tłumnie garną mu się do studia. Ale Smolik już nie zachwyca.
Już słyszę to pytanie: "Czego niby brakuje tej płycie!?" Odpowiadam od razu: absolutnie niczego. Smolik pisze znakomite melodie, zaprasza znakomitych gości, zatrudnia znakomite instrumentarium akustyczne, elektroniczne, filharmoniczne i chyba nawet przedszkolne. Znakomicie prowadzi narracje, dramatycznymi smyczkami znakomicie buduje napięcie, by następnie rozładować je filmowym pociągnięciem dzwonków. Koi wnętrza ludzkie, a te mierzone w metrach kwadratowych wypełnia nastrojowym ambientem.
Ale - spodziewaliście się tego "ale" - mamy za sobą postępową dekadę dla muzyki z Polski i ze świata. Ładne, gładkie i szlachetne rzeczy produkują dzisiaj na laptopach studenci nudnych kierunków i gdyby Air próbowało debiutować właśnie teraz, od razu otrzymałoby łatkę "vintage". Po drugie, czy nikogo nie razi, że od początku solowej kariery Smolik zmienia tylko brzmienia klawiszy, nazwiska gości i kolejność nut, ale ciągle korzysta z tego samego szablonu? Jeśli nie razi, to od razu dodaję, że w kategorii smooth ten czterdziestoletni już producent wciąż nie ma sobie równych. I w zasadzie miło znów zobaczyć go na podium polskiej listy sprzedaży.
Smolik "4", Kayax
