Wiara w Boga, fascynacja twórczością Prince'a, znamienici goście - to tylko niektóre z motywów charakteryzujących nowy materiał Reggiego B. Jednak na płycie Amerykanina spodziewajcie się przede wszystkim solidnej dawki nowoczesnego funku.

Naprawdę nazywa się Howard Bradley, jest wokalistą i producentem rodem z Kansas City. Po raz pierwszy można było usłyszeć o nim w 2007 roku, gdy wydał album "Future Music" w duecie z Daru oraz debiutanckie solowe dzieło "Go". Później nie rozpieszczał nas własnymi nagraniami, zaprezentował się natomiast w kawałkach choćby Star Slingera, Dâm-Funka i Onry. Francuz nie zapomniał tej kolaboracji, gdyż w rewanżu pojawi się na drugim krążku naszego bohatera - "DNA".

"Wierzę, że nasze organizmy są odzwierciedleniem tego, co dzieje się we wszechświecie, zaś Stwórca zakodował pewne istotne informacje, może nawet odpowiedzi oraz instrukcje, w naszym DNA" - tak artysta tłumaczy tytuł swojej płyty. Ukaże się ona 21 października nakładem wytwórni Tokyo Dawn Records, a innymi współpracownikami Reggiego B w studiu byli m.in. DJ Spinna, B. Bravo, Salva oraz Kevin Pierce. Posłuchajcie fragmentów pięciu kompozycji:

Reggie B odkrył funkowe DNA - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Xperia Z3 i Z3 Compact są w Gorącej Wyprzedaży. Sprawdź ich ceny, nie uwierzysz!

Dzięki albumowi "Wolfgang Amadeus Phoenix", francuski zespół osiągnął międzynarodowy sukces. Idąc za ciosem, grupa już pracuje nad kolejnym krążkiem. I szykuje zmiany: "Rytm to DNA muzyki, więc jeśli chcemy coś zmienić w naszej muzyce, musimy zmienić DNA" .


fot. Glass Note Records

Phoenix dokonali tego o czym marzy wiele europejskich zespołów - zdołali zainteresować sobą cały muzyczny świat. Pokochała ich m.in. publiczność w Stanach Zjednoczonych, gdzie "Wolfgang Amadeus Phoenix" pokrył się złotem i zdobył nagrodę Grammy w kategorii Najlepszy Album Alternatywny.

Już wkrótce będziemy mogli zajrzeć za kulisy tych wydarzeń w filmie "From a Mess to the Masses", który dokumentuje rok z życia zespołu. Autorami obrazu są Sorriano Franciso i Antoine Wagner (odpowiedzialni za teledysk do "Lisztomani").

Poza pracą nad filmem, muzycy poświęcali ostatnio sporo czasu również na nagrywanie swojego piątego albumu. Fani powinni przygotować się na zmiany. Grupa postanowiła zerwać ze swoim popowym obliczem i poeksperymentować z rytmem: - Do tej pory korzystaliśmy z wielu automatów perkusyjnych. Przyszła pora, by to zmienić. Rytm to DNA muzyki, więc jeśli chcemy coś zmienić w naszej muzyce, musimy zmienić DNA.

Obecnie Phoenix rezydują w australijskim mieście Byron Bay, gdzie nagrywają z tamtejszą orkiestrą. Gotowego albumu możemy spodziewać się w przyszłym roku.

Phoenix: musimy zmienić DNA - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Xperia Z3 i Z3 Compact są w Gorącej Wyprzedaży. Sprawdź ich ceny, nie uwierzysz!

Jak brzmiały pierwsze wersje utworów z "So" Petera Gabriela? Jak wyglądał proces twórczy, a jak sam artysta podczas pracy w studio? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w specjalnym materiale wideo.


Pokaźny stosik taśm z archiwalnymi nagraniami z "So"

Ośmiominutowy dokument, a konkretniej wywiad z Richardem "Dickie" Chappellem, inżynierem dźwięku i producentem jednego z najbardziej legendarnych dziś albumów Petera Gabriela "So", to kopalnia wiedzy na temat samego twórcy i jego kompozycji. Z rozmowy z Dickiem dowiemy się, jak wyglądał proces powstawania poszczególnych utworów i jak one brzmiały zanim trafiły na płytę. Usłyszymy wyjątkową wersję "Red Rain" i utwór "Segarada", który okazał się podwaliną do powstania "In your eyes". Innymi słowy, każdy miłośnik twórczości Petera Gabriela musi poświęcić te kilka minut na sesję z dokumentem.

Prezentowany wyżej materiał wideo jest tylko jednym z etapów celebracji jubileuszu, 25. rocznicy premiery "So". Słynna płyta doczeka się wkrótce bowiem specjalnego wydawnictwa, o którym zresztą pisaliśmy całkiem niedawno. Wywiad z Chapellem to część materiału "So DNA", czyli - jak sama nazwa wskazuje - dogłębnego badania materiału z płyty. Multimedialną prezentację wydawnictwa obejrzycie jeszcze w tym miejscu.

Badamy DNA Petera Gabriela - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Xperia Z3 i Z3 Compact są w Gorącej Wyprzedaży. Sprawdź ich ceny, nie uwierzysz!
11.01.2013

RECENZJA: Do dna

Czy absyntem można się upić na wesoło?

8

Ocena autora

Karbido to przedsiębiorstwo wielobranżowe. Robią między innymi w nieruchomościach – grając w ciekawych lokalizacjach, wykorzystując charakterystyczne właściwości akustyczne owych budynków, w znakomitej serii "Music 4 Buildings" – i w branży meblarskiej – "Stolik" wywołał entuzjazm zarówno w środowisku teatralnym, jak i muzycznym, ale co ważne, doczekał się kontynuacji, o czym będziemy szerzej donosić już niebawem. Ważną częścią tego biznesu jest też polsko-ukraińskie joint venture z Jurijem Andruchowyczem, które zaowocowało już wcześniej płytami "Samogon" i "Cynamon (z dodatkiem Indii)".


"Absinthe" to kolejna wspólna przygoda Karbido z Andruchowyczem, w roli autora libretta i wokalisty-narratora. Podobno zamknięcie trylogii, choć zbyt wielu stycznych, poza personaliami, pomiędzy poszczególnymi jej częściami nie znajdziecie. Oraz poza faktem, że mimo konsekwentnej stylistycznej woltyżerki, jest to najbardziej rockowe wcielenie Karbido. To jeszcze nie ocena – to stwierdzenie faktu. Skoro jednak sami twórcy chcą, by postrzegać to jako trzy części jednego dzieła, to proszę bardzo, do usług…

"Samogon" sprawiał może wrażenie patchworku, chwilami słychać było, że Andruchowycz sobie, a Karbido sobie, ale było to też świeże, brawurowe i porywające. Krótko mówiąc: "Samogon" był dowodem na to, że spotkanie polskich awangardzistów z ukraińskim literatem miało sens i że warto sprawdzić, jaki potencjał kryje w sobie ten układ. "Cynamon" wydał mi się bardziej egzotyczny (choćby za sprawą "Indii", ale też na przykład "Delikatności" czy "Swój ślad wiosna kładła…"), ale przede wszystkim bardziej mroczny, czy wręcz groźny. A w moim świecie to oczywiście zalety. I przede wszystkim, choć znacznie bardziej spójny od debiutu, "Cynamon" był stylistycznie cudownie niejednoznaczny. Tyle tam jest dźwięków, tyle znaczeń, że i po stu przesłuchaniach można dać się zaskoczyć.

"Absinthe", jeszcze bardziej niż "Cynamon", jawi się jako dzieło nie dwóch współpracujących ze sobą podmiotów artystycznych, ale jednego organizmu. Andruchowycz nie jest tu ani przez chwilę poetą recytującym czy podśpiewującym swoje wiersze do mniej lub bardziej pomysłowego akompaniamentu – jest wokalistą zgranego zespołu. Materiał za to sprawia wrażenie skrojonego z największym rozmachem, jak na album koncepcyjny przystało. Przy czym stosunkowo niewiele tu odlotów w dziwne, niepokojące dźwięki – okolice rocka przeplatane są raczej subtelnymi, ilustracyjnymi plamami. "Absinthe" zawiera też zdecydowanie mniej, w stosunku do poprzedniej płyty, straszenia, za to więcej groteski. Cóż, rozumiem, że przygody dżentelmena, znanego między innymi jako Pierre Doliński, który w dalekiej Wenecji znika w tajemniczych okolicznościach, prawdopodobnie porwany przez anioły, wymagały oprawy takiej właśnie, nieco operetkowej. Co jednakowoż sprawia, że Karbido na tej płycie mniej kojarzą mi się z Residents, a bardziej z Lao Che. Ale też na przykład z Primusem czy King Crimson. Innymi słowy, to chyba ich najbardziej przystępny materiał.

Nie powiem, żeby mnie ten "Absinthe" całkowicie upoił. Z jednego właściwie powodu - nie dałem się ponieść historii. Doceniam kunsztowną żonglerkę konwencjami – tu romantyczna ballada, tam powieść gotycka, albo dziennik podróży – i metatekstowe smakołyki ("Trzynastozgłoskowiec, super!"), ale wolałem, kiedy Andruchowycz robił za wieszcza, niż gdy z innych wieszczów kpi. Nie zmieniłem jednak zdania – Karbido to jeden z najbardziej interesujących i wszechstronnych polskich zespołów. I tej płyty też wstyd nie znać.

RECENZJA: Do dna - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Xperia Z3 i Z3 Compact są w Gorącej Wyprzedaży. Sprawdź ich ceny, nie uwierzysz!
Podziel się