Klawiszowiec La Roux, wolny czas od pracy nad drugą płytą projektu, wykorzystał na realizację solowych pomysłów. W efekcie Fort Romeau zaprasza nas teraz do tańca w rytmie house.


Okładka epki "Kingdoms"

"Jack Rollin'" to pierwszy z przedstawionych przez Mike Norrisa (to jego prawdziwe nazwisko) utworów, które znajdą się na nadchodzącej epce producenta. Na płycie znajdzie się w sumie osiem utworów, utrzymanych w stylistyce tanecznego, melodyjnego, wokalnego house'u.

Jack Rollin' by New Music

Choć twórczość Fort Romeau prezentuje solidny poziom, trudno zaprzeczyć, że nie jest to nic szczególnie odkrywczego i nowatorskiego. Producent zainteresowanie mediów i słuchaczy jego muzyką zawdzięcza więc przede wszystkim powiązaniu jego nazwiska z La Roux. Z tego też powodu Norris niespecjalnie broni się przed promowaniem jego muzyki w ten sposób. Jakkolwiek to nie wygląda, na epkę "Kingdoms" warto zwrócić uwagę, zwłaszcza, jeśli lubujecie się w oldschoolowym brzmieniu jednego z najstarszych gatunków muzyki klubowej. Cała płyta ukaże się 6 marca, nakładem wytwórni 100% Silk.

Muzyk La Roux w solowym projekcie - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Xperia Z3 i Z3 Compact są w Gorącej Wyprzedaży. Sprawdź ich ceny, nie uwierzysz!
08.07.2011

DJ T. w remiksach

Kolejny utwór z nowej płyty DJ-a T. ukazał się w zestawie tanecznych remiksów. O przeróbki nagrania "City Life" zadbali Maceo Plex, Maya Jane Coles oraz sam niemiecki producent. Znajdziecie je u nas.

DJ T. - tylko trzy litery i kropka, ale jaka bogata przeszłość. Thomas Koch jest jedną z legendarnych postaci na niemieckiej scenie elektronicznej. W 1989 roku założył magazyn "Groove", będący przez wiele lat najbardziej opiniotwórczym pismem muzycznym naszych zachodnich sąsiadów. Dokładnie 10 lat później wraz ze swoim przyjacielem Patrikiem Dechentem otworzył we Frankfurcie popularny klub Monza. Jakby tego mało, w roku 2002 razem z członkami duetów M.A.N.D.Y. i Booka Shade uruchomił wytwórnię Get Physical Music, która szybko zdobyła sobie uznanie. Na koncie artysty są trzy albumy: "Boogie Playground", "The Inner Jukebox" oraz opublikowany cztery miesiące temu "The Pleasure Principle".

Właśnie na tym ostatnim wydawnictwie znalazła się kompozycja "City Life", w której gościnnie zaśpiewała amerykańska wokalistka Cari Golden. Posłuchajcie tego całkiem fajnego kawałka oraz jego równie ciekawych deephouse'owych wersji:

DJ T - City Life (Featuring Cari Golden) by Republic of Music

GPM150 - DJ T. feat. Cari Golden - City Life by Get Physical Music

A jeśli przed miesiącem przeoczyliście remiksy "Sense" - innego numeru z krążka "The Pleasure Principle", oto one:

GPM149 - DJ T. feat. James Teej - Sense by Get Physical Music

DJ T. w remiksach - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Xperia Z3 i Z3 Compact są w Gorącej Wyprzedaży. Sprawdź ich ceny, nie uwierzysz!

Dziś kompozytorzy, producenci i songwriterzy nie muszą już nosić ze sobą ołówków i notesów albo – co gorsza – arkuszy papieru nutowego. Do komponowania i zapisywania muzycznych idei w zupełności wystarcza telefon. Oficjalnie, nie trzeba nawet znać nut. Takie czasy, czyli subiektywny przegląd najciekawszych aplikacji do zapisywania muzyki na telefon dla Ciebie, Ciebie i Ciebie.


fot. fotolia

Parę tygodni temu świat obiegła zatrważająca informacja, wedle której gitarzysta Metalliki zgubił telefon. Niezbyt istotne by to było dla fanów zespołu (nie licząc tych, którzy do niego dzwonili...?) czy w ogóle muzycznej branży, gdyby nie jeden istotny fakt. Na zagubionym aparacie znajdowało się ponoć ponad 250 zapamiętanych riffów, które miały lub mogły wypełnić najnowszą płytę Metalliki. Kirk Hammett, bo to o nim mowa, w jednym z wywiadów dzielił się bólem po stracie iPhone'a oraz cennych danych. Pozbieranie się po tym wydarzeniu zajęło mu ponoć trzy dni, bo nigdzie indziej owych riffów nie zapisał. Cóż, jak mawia stare nerdowskie porzekadło, ludzie dzielą się na dwa typy: tych, którzy już robią backup i tych, którzy zaczną robić. Jednak przypadek Kirka nie jest pretekstem do artykułu poświęconego kopiom zapasowym, a aplikacjom, dzięki którym życie muzyków może stać się łatwiejsze – przez możliwość bezproblemowego rejestrowania twórczych pomysłów i idei. Albo bardzo smutne, przez możliwość ich zgubienia. Ha-ha.

Każdy twórca, czy to pisarz, czy kompozytor, dobrze wie, że wena i nowe pomysły zwykle nie przychodzą w momencie, kiedy akurat ślęczy nad papierem nutowym, ale w najmniej oczekiwanych chwilach. Inspiruje bowiem miasto, rozmowy, ludzie, odgłosy natury. Dobrze byłoby więc móc uchwycić ten moment, zarejestrować ideę, do której później w spokoju i zaciszu studia można powrócić. Od początku swojego istnienia telefony komórkowe pełnią rolę notesów, ale dawno już minęły czasy, kiedy jedyne, co mogliśmy zrobić, to zapisać na nich kilka słów. Notatki głosowe, zdjęciowe czy filmowe są dziś podstawą użytkowania nowoczesnego aparatu. Twórcy rozmaitych mobilnych aplikacji idą jednak krok, a nawet kilka kroków dalej, pracując nad programami, które pomogą natychmiast zapisać nuty, akordy, riffy. To tak, jakby każdy z nas mógł nosić fortepian czy gitarę zawsze przy sobie, w kieszeni. I nie tylko, bo dziś pod ręką mamy też multum aplikacji, które są naszym kieszonkowym studio. Z ukłonem dla tych, którzy ani w nutach, ani na instrumentach nie chcą bądź nie potrafią zapisać myśli muzycznych.

Nie będziemy tu jednak mówić o samych przenośnych studiach, podobnych do iphone'owego NanoStudio, umożliwiającego produkcję pełnoprawnego utworu muzycznego, ale o mniejszych i lżejszych aplikacjach. One wprawdzie też pozwolą na stworzenie pełnej kompozycji, ale pomyślane są przede wszystkim jako nośniki idei i miejsca do tworzenia muzycznych szkiców. Zachęca do tego filmik prezentujący program FingerBeat, zatytułowany "tapping an idea" (czyli "wystukaj pomysł").

FingerBeat daje do dyspozycji zestaw instrumentów, umożliwiających nagranie melodii, rytmu, basu i wokalu. Wszystko to w czasie rzeczywistym. Zestaw brzmień nie jest imponujący, ale chodzi przecież o zachowanie pomysłu. Zapisane szkice można wysyłać bezpośrednio e-mailem do kumpli z zespołu, którzy od razu rzucą na nie uchem. A przy okazji, utwór wysłany na chmurę zostanie z nami nawet, jeśli zgubimy telefon. Wszystko to wygląda na łatwe, choć z pewnością nawet intuicyjny FingerBeat wymaga obycia, koniecznego do komponowania z taką łatwością, jak na załączonym obrazku. Aplikacja, póki co, dostępna jest tylko dla użytkowników urządzeń z systemem iOS.



Na ten moment aplikacja FingerBeat dostępna jest do testów beta, na które możecie się zapisać pod tym linkiem. Twórcy pracują nad uruchomieniem wersji na iOS8, która ma się pojawić lada dzień.

Dla nieco bardziej zaawansowanych w teorii muzycznej użytkowników, ale też dla twórców dzieł raczej nieelektronicznych, przydatne mogą się okazać aplikacje, które umożliwiają pisanie nut. Kilka lat temu na studiach muzykologicznych czy akademiach muzycznych tylko najbardziej zaawansowani w technologii informatycznej studenci mogli pozwolić sobie na zapisywanie zadań domowych w Finale czy Sibeliusie, oprogramowaniu nutowym popularnym do dziś. Zaletą pisania np. próbnych instrumentacji orkiestry na komputerze była możliwość bezpośredniego odsłuchania dzieła i przy okazji sprawdzenia jego poprawności. Pomocne zwłaszcza dla tych, którzy w "słuchaniu z nut" nie czuli się zbyt dobrze. Niewielu przyszło wtedy do głowy (a przecież nie mówimy o wydarzeniach sprzed stu lat!) że kiedyś takie cuda będzie można wyprawiać na telefonie.

Jedną z aplikacji, dzięki którym na kolanie, w tramwaju, pociągu czy restauracji natychmiast stworzymy zapis nutowy, wraz z oznaczeniami akordów i tekstu, jest Score Creator. Dostępny na iPhone'y i iPady program pozwala na komponowanie kilku głosów, dla różnych instrumentów, automatyczną transpozycję (przydatne i zrozumiałe dla komponujących na instrumenty dęte), odsłuchanie zapisu oraz importowanie utworów z plików MIDI, eksportowanie MIDI do plikós MusicXML (co umożliwia późniejszą pracę na profesjonalnym, rozbudowanym oprogramowaniu - jak wymienione wyżej). Dzięki Score Creator nasze nuty wyeksportujemy też do plików PDF, co pozwoli na ich wydrukowanie oraz - w kontekście możliwości utracenia danych - natychmiast wyślemy je na iCloud.



Aplikacje jak Score Creator przydadzą się jednak przede wszystkim tym, którzy zapisem nutowym posługują się swobodnie. Dla ułatwienia życia tym, którzy chcieliby swoje piosenki zapisać w nutach, ale transkrypcja nie jest ich mocną stroną, powstają aplikacje w rodzaju ScoreCloud. Mówiąc najkrócej: to program, który zapisze w nutach wszystko to, co śpiewasz lub co grasz. "To jak Google Translate tylko dla muzyki" - czytamy na oficjalnej stronie aplikacji. Program dostępny jest w dwóch wersjach - ScoreCloud Studio na komputery stacjonarne, który poza transkrypcją nagrania pozwala też na transkrypcję MIDI, zaawansowaną edycję zapisu i jego eksport w rozmaitych formatach. Drugą wersją jest ScoreCloud Express na iPhone'y i iPady, która - jak sama nazwa wskazuje - służy do natychmiastowego zapisu myśli muzycznych "anytime, anywhere".



Na koniec pozostaje nam jeszcze aplikacja dla pieśniarzy, których atrybutami do niedawna był ołówek i notes, a dziś jest nim oczywiście smartfon. Na rynku aplikacji dostępne jest multum najrozmaitszych programów, umożliwiających zapisy słów i nagrań, ale wybieram zdecydowanie tę najładniej wyglądającą. Minimalistyczny interfejs Hum, bo to o tym programie mowa, zachwyca od pierwszego wejrzenia i aż sam mówi: "stwórz coś na mnie". Hum umożliwia zapisanie słów piosenki i nagranie melodii, np. poprzez notatkę głosową (musimy zanucić do telefonu). Ale jeśli akurat jesteśmy w miejscu, w którym publiczne nucenie mogłoby zostać wzięte za uroczą, ale jednak, niepoczytalność, Hum pozwala zapisać funkcje, tonacje i proste melodie "na sucho".



To tylko kilka przykładów na sytuację, w której telefon staje się skarbnicą Twojego talentu, chroni Twe twórcze tajemnice, jest przenośnym studio, instrumentem czy słuchaczem w kieszeni. I jeśli robisz backupy, pozostanie Twoim muzycznym przyjacielem nawet, jeśli go zgubisz.

Kaśka Paluch

Pomysły w chmurach i kieszeniach - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Xperia Z3 i Z3 Compact są w Gorącej Wyprzedaży. Sprawdź ich ceny, nie uwierzysz!
16.07.2015

Prztyczek w nos EDM

Teledysk Michela Gondry'ego do "Go", przez symetrię i teatralność przywołujący wspomnienie "Around The World" Daft Punk (klip zresztą tego samego autora przecież), mógł zwiastować, że The Chemical Brothers na nowej płycie spojrzą za siebie, sięgną po klasykę, odświeżą pamięć. Ujawniony przedpremierowo materiał tę nadzieję wprowadzał w stan raczej metastabilnej równowagi, ale już całość "Born in the Echoes" stawia sprawę jasno: to będzie intensywna retrospekcja.

8

Ocena autora

The Chemical Brothers przez niemal ćwierć wieku działalności zdążyli pokazać się nam z najróżniejszych, raz lepszych, a raz gorszych stron, przede wszystkim jednak jako duet lubujący się w zacieraniu stylistycznych granic. Potrafili zrobić przeboje i w kręgach breakbeatu ("Block Rockin' Beats"), i acid house'u ("Hey Boy Hey Girl"), i trip-hopu ("Hold London Tight") czy techno ("Under The Influence"). Potrafili zachwycać oszałamiającymi wizualizacjami na festiwalach i koncertach. Zaskakiwać doborem gości, mieszaniem nastrojów. W zasadzie wyeksploatowali temat szeroko pojętej muzyki elektronicznej do ostatniego centymetra. I właśnie dlatego ten dzisiejszy zwrot w stronę warehouse'owych brzmień i surowości techno może się tak podobać. Weźmy na ten przykład "EML Ritual", który pojawił się w oficjalnym obiegu na pięć minut przed premierą. Tytułem singla Chemiczni, jak przypuszczam, nawiązują do działającej w latach 70. w Vernon firmy produkującej syntezatory audio - Electronic Music Laboratories, czyli właśnie EML. Z syntezatorów EML korzystał na przykład Aphex Twin, ciepłe brzmienia tych instrumentów znamy też z twórczości Devo albo Tommy'ego Marsa. Nie były może tak popularne, jak produkty Mooga, ale z historii muzyki elektronicznej znamy je jednak dość dobrze. Syntezatory EML charakteryzują się specyficznym, chropowatym dźwiękiem w niskich rejestrach i miękkim, okrągłym w wyższych, idealnie korespondującym ze stylistyką techno, która właśnie "EML Ritual" wypełnia. Tym sposobem duet zwraca się w stronę muzycznych elektronicznych tradycji, ale później chętnie dokonuje też retrospekcji własnej. Jak w bigbeatowym "I'll See You There", który swobodnie przenosi słuchacza do wrażeń z czasów "Dig Your Own Hole". Zresztą dostępny na wersji deluxe dodatkowy utwór "Let Us Build A City" tak bardzo partią basu przypomina wspomniany wyżej "Block Rockin'...", że aż huczy od sentymentów.



Jednak poprzestanie na stwierdzeniu, że The Chemical Brothers nagrali solidną płytę z techno i analogowymi syntezatorami, nie może wyczerpać tematu. Zróżnicowanie wewnątrz albumów to cecha charakterystyczna duetu, więc i tu tego nie brakuje. Choć trzeba przyznać, że jak na Chemicznych jest dość powściągliwie. Świadczą już o tym wspomniane przepdremierowe single z Q-Tipem, St. Vincent, Annie Clark czy Ali Love przy mikrofonie. Ale chyba jest konkretny powód, dla którego trzy wyśpiewane utwory - oscylujące na granicy popu i leftfieldowej elektroniki - pojawiły się na otwarciu płyty. Zaś całą jej resztę pozostawiono już na pastwę surowych "hałsów", "technów", "EML-mów". Nie licząc potencjalnego przeboju "Wide Open", ocierającego się o noworomantyczne nastroje utworu z Beckiem zamykającym podstawową część płyty.

Podobnie jak nowa płyta Leftfielda, pierwszy po paroletniej przerwie album tych protoplastów sceny klubowej powinien poruszyć emocjonalne struny przede wszystkim u lubujących się w oldschoolu fanów elektroniki pamiętających dzikie rave'y. Kwaśne, archaiczne, oszczędne brzmienia analogów, minimalistyczne i transowe formy są jak pstryknięcie w nos dzisiejszej przeładowanej producencko, barokowej sceny EDM. I trochę przywraca jej pierwotną, naturalną, choć przecież tak syntetyczną formę.

Prztyczek w nos EDM - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Xperia Z3 i Z3 Compact są w Gorącej Wyprzedaży. Sprawdź ich ceny, nie uwierzysz!
Podziel się