T-MOBILE MUSIC
Jest nadzieja dla 100 Clubu?
Kultowy londyński lokal, który od dawna tonie w długach, być może zostanie ocalony przed zamknięciem. Właściciel negocjuje z potencjalnym sponsorem.
Kiedy kilka miesięcy temu okazało się, że 100 Club zostanie zamknięty pewnie jeszcze przed końcem roku, smutek ogarnął nie tylko fanów rock and rolla, ale też związanych z klubem muzyków. W końcu każdy kto się liczy, grał tu przynajmniej raz. Listy poparcia dla podtrzymania 100 Clubu podpisali między innymi: Mick Jagger, Mick Jones z The Clash, Paul McCartney i Liam Gallagher z Oasis. Pomogło o tyle, że znalazł się chętny inwestor. Na razie trwają negocjacje, więc wciąż nie wiadomo, jak nowy udziałowiec wpłynie na charakter klubu. Obecny właściciel o trwających rozmowach opowiada enigmatycznie, bo podobno inaczej nie może. "Rozmawiamy właśnie z kimś, kto zaproponował sponsoring klubu. Nie mogę powiedzieć, kto to taki, bo jestem związany umową. Ale jest to ktoś, kto rozumie, że potrzebujemy wsparcia – ciężko być niezależnym w tych czasach. Mam nadzieję, że w najbliższych tygodniach będę mógł ogłośić pozytywne wieści."
Przypomnijmy: mieszczący się przy londyńskiej Oxford Street 100 Club funkcjonuje pod różnymi nazwami od lat 40. ubiegłego wieku. Reputacji jednego z najważniejszych brytyjskich klubów koncertowych dorobił się w połowie lat 70. To tu we wrześniu 1976 roku odbył się pierwszy punkowy festiwal, na którym zagrali Sex Pistols, Buzzcocks, Siouxsie and the Banshees, The Damned i The Clash.
