Koncerty
A A A
18.09.2011

RELACJA: Reichum Profanum

"Fenomenalny" - powiedział Steve Reich o Leszku Możdżerze. A mógłby o całym festiwalu Sacrum Profanum.

Wyjeżdżać z festiwalu, który obejrzało się w 90 procentach, z żalem tylko z powodu pozostałych 10 procent – to osobliwe. Ale i Sacrum Profanum jest wydarzeniem osobliwym. Inaczej niż konkurenci z obu stron tytułowego mezaliansu, krakowska impreza nie jest zbitką oderwanych od siebie scen, ale serialem z wyraźnie zarysowaną fabułą. Osią tegorocznego sezonu był oczywiście Steve Reich. Do scenariusza codziennie jednak wprowadzano nowych bohaterów. Nominalnie amerykańskich minimalistów i spadkobierców Reicha, w praktyce kompozytorów pierwszego pokolenia, które dorastało już w epoce równouprawnienia dźwięków. "Jako szesnastolatek byłem przekonany, że wiem o muzyce wszystko. Potrafiłem pisać w stylu Szostakowicza, w stylu Richarda Straussa, w stylu Beethovena. A potem ze sklepu, w którym dorabiałem, zwinąłem pierwszą płytę Reicha. I okazało się, że jednak nie wiem nic" – wspominał mi spotkany David Lang, na którego dorobku koncentrował się trzeci, wtorkowy odcinek festiwalowej opowieści. Lang sprowokował pierwsze (jedyne?) na Sacrum Profanum bisy. Pozostaje zgadywać, co działoby się pod sceną, gdyby zamiast starszych utworów nowojorczyka zaprezentowano fenomenalną "Pasję dziewczynki z zapałkami", za którą w 2008 roku otrzymał muzycznego Pulitzera.

RELACJA: Reichum Profanum - T-Mobile Music
zdjęcia: Łukasz Jaszak

Codzienny rytm właściwej części Sacrum Profanum, która objęła dni powszednie i zgromadziła publiczność młodszą średnio o 20 lat od tej na inauguracji, był trójdzielny. Najpierw młoda Polska, potem Ameryka w średnim wieku, a nocą w nowohuckiej Łaźni Nowej przegląd najsłynniejszych dzieł 75-letniego Reicha. W ramach inicjatywy "Made in Poland - Miłosz Sounds" organizatorzy zafundowali nam (w sensie dosłownym) pięć premierowych utworów zdolnych jakoby rodzimych rodaków, których rejestrowano "w warstwie obrazu i dźwięku w jakości HD", niekiedy w dość kuriozalnych warunkach. Wspomnę tylko o podwieszaniu pod sufitem atrap instrumentów i głośnym wypuszczaniu sztucznej mgły. Był więc Paweł Mykietyn (o biczowaniu instrumentów pisałem w relacji z inauguracji), była Aleksandra Gryka (trudno orzec, czy spóźniona o kilka dekad, czy raczej przedwcześnie wykonana przez grupę Alarm Will Sound, której wrodzony entuzjazm wyraźnie stłumiło obcowanie z nowym materiałem), była - i osobiście zaśpiewała partię wokalną - Agata Zubel (po jej koncercie pewien młodzieniec używający terminu "recka" - a więc na czasie – stwierdził, że Zubel należałoby "wrzucić do dołu i zalać betonem"; na tle pozostałych polskich premier mnie Zubel umiarkowanie się podobała), był Wojciech Ziemowit Zych (utwór taki jak i jego tytuł: "Postgramatyka Miłosza") i była Jagoda Szmytka (urządziła tzw. solidny rozpierdol). Było-minęło.

O wrażenia z polskich prapremier próbowałem pytać obcokrajowców, ale jakoś unikali odpowiedzi.  Sacrum Profanum obok warszawskiego "Chopin i jego Europa" jest najbardziej międzynarodowym festiwalem, w jakim miałem okazję uczestniczyć na polskiej ziemi. Wiemy: na OFF-a ściąga teraz pół Europy Centralnej, na Open'erze roi się od Blondskandynawów i Brytoli. Ale w Krakowie jednego tylko dnia poznałem Chorwata, który "przyjechał na urodziny Reicha", świętowane notabene trochę przedwcześnie, a także Japończyka z Fukuoki - drugi rok medycyny, będzie pediatrą - który "trzy lata temu przegapił koncert Ensemble Modern w Tokio i teraz chciał nadrobić". Po sobotnim megakoncercie finałowym Masashi chwalił mi się książką festiwalową, w której widniały autografy wszystkich wielkich festiwalu: Reicha, Langa, Julii Wolfe, Leszka Możdżera (wcześniej kupił sobie jego "Impressions on Chopin") plus oczywiście całego składu Ensemble Modern. Japończyk potrafi.

RELACJA: Reichum Profanum - T-Mobile Music
Leszek Możdżer dwoił się i troił. Nie, to nie metafora.

Z Masashim byliśmy zgodni co do tego, że podczas sobotniego finału – skonstruowanego trochę na wzór Męskiego Grania – najlepszymi okazały się wykonania jakby mniej twórcze: masywne "Four Organs" Reicha na cztery, zwalniające do granic absurdu organy i marakasy w wykonaniu zespołu Willa Gregory'ego z Goldfrapp oraz "Piano Phasing" w zwinnych dłoniach Leszka Możdżera. "Napisałem ten utwór – mówił potem zdumiony Reich – z myślą o dwóch pianistach. Leszek nie tylko w pojedynkę zagrał te niemożliwe przesunięcia, ale jeszcze improwizował w trakcie utworu". Wizualnie zjawiskowym okazał się utwór na czternaście huśtających się mikrofonów, obudowanych w lustrzane kule dyskotekowe. "Nie widziałem jeszcze tylu świetlików naraz" - skomentował ktoś obok. Słabiej wypadł Envee, remiksujący "Music for 18 Musicians" oraz "Drumming", metodami rodem z końca lat 90. Za mało eksperymentalnie dla tych usadowionych na krzesełkach, za mało tanecznie dla tych na parkiecie. Krótki na szczęście popis Adriana Utleya z Portishead z niejakim Pianohooliganem okazał się duetem nijakiego rzępolenia z tanim szpanem.
Wreszcie wieczór i zarazem cały festiwal skończył Aphex Twin , w sposób podwójnie niespodziewany. Po odtworzeniu własnej, pogłębionej wersji "It's Gonna Rain" Reicha wprowadził na scenę parę gitarzystów (w tym Utleya), którym w wykonaniu "Electric Counterpoint" przeszkadzał jedynie czystym ambientem. A chyba wszyscy ci, którzy widzieli go w hali ArcelorMittal dwa lata wcześniej lub oglądali relacje z wrocławskiego spotkania Aphexa z Pendereckim, spodziewali się bezpardonowej miazgi. Po drugie, zaraz po tym niedługim występie Richard D. James zszedł ze swojego podium. Ile osób z wypełniającego płytę od bramek do bramek tłumu przyszło specjalnie dla niego?

RELACJA: Reichum Profanum - T-Mobile Music
Rzępoli Adrian Utley. Pianohooligan najpewniej chuligani, ale pewni nie jesteśmy.

Piszę tyle o gwiazdach, a przecież największym atutem Sacrum Profanum są bohaterowie – teoretycznie tylko – drugoplanowi. A raczej aktorzy. Jak wyliczał Reich w pożegnalnym przemówieniu: "Ensemble Modern z Frankfurtu, Klangforum Vien z Wiednia, nowojorskie Bang on a Can oraz Alarm Will Sound – świat muzyki współczesnej jest tutaj z nami". Dzięki mistrzowskiemu wykonawstwu każdy koncert Sacrum Profanum okazywał się doświadczeniem pozytywnym, niezależnie od materiału. Nijakość soundtracku Wolfe do czarno-białego eksperymentalnego filmu "Impatience" Charlesa Dekeukeleire można było sobie na przykład zrekompensować zachwytem, jak piękną barwę muzycy Asko | Schönberg zdołali wyprowadzić z karkołomnej konfiguracji gitara elektryczna + akordeon + harfa. Nie sposób ująć w słowa czysto brzmieniowych wrażeń z "Techillim" Reicha na cztery głosy kobiece, kwartet smyczkowy, kwartet cymbalistów, sekstet dęty i parę organów. A co najlepsze, wykonawców w Muzeum Inżynierii Miejskiej na Kazimierzu czy Łaźni Nowej w Nowej Hucie można było oglądać z odległości nieraz kilku metrów i to ze świadomością, że trzy rzędy dalej siedzi sam kompozytor – Reich, Lang czy Wolfe. A czasem nawet stoi przy mikrofonie, jak Reich w swoim "Clapping Music".

W minimalizmie wszystko zaczęło się od "In C" Terry'ego Rileya. Po ukończeniu dzieła Riley poprosił o wykonanie swoich muzycznych znajomych – był wśród nich między innymi Steve Reich. Utwór okazał się jednak zbyt trudny dla zwołanej ad hoc zgrai. Muzycy nie byli w stanie utrzymać rytmu, wciąż się rozjeżdżali. Riley upierał się tymczasem, by nie angażować dyrygenta. Z pomocą przyszedł Reich: dla ułatwienia od początku do końca będzie wybijał na fortepianie stały rytm. Ten jednostajny puls okazał się trwałym wkładem Reicha w dzieło Rileya, bo kolejne składy podtrzymały tradycję i wykonywały "In C" z dodatkową partią fortepianu. W Krakowie Reich opowiedział o tym muzykom Ensemble Modern, a ci postanowili pokazać, że nie są żadną zgrają. I tak oto w 2011 roku, po 47 latach od historycznego prawykonania w San Francisco, "In C" wreszcie wykonano tak, jak wymyślił to sobie autor. "Nie w Berlinie, Londynie, Paryżu czy Nowym Jorku" - mówił Reich żegnając się z publicznością, wprawdzie mając na myśli coś innego. - "W Krakowie".

17 września, Hala ocynowni chemicznej ArcelorMittal, Kraków – Sacrum Profanum

OCEŃ: 10 -4
Marilyn Manson Recenzja Dillon Wywiad Wideo Impreza na bogato Galeria

NAJNOWSZE

POLECAMY

Dodaj komentarz

Wprowadź kod z obrazka:

Obrazek nieczytelny? Kliknij aby odświeżyć

lub przejdź do strony logowania lub jeśli jeszcze nie masz konta zarejestruj się.

Lista wszystkich komentarzy
  • 19.09.2011
    dodany przez: wojtek
    Gość
    kto to pisał????
  • 19.09.2011
    dodany przez: kubabu
    Gość
    Rozwiń myśl
  • 19.09.2011
    dodany przez: rafał
    Gość
    to pisał kompletny dyletant